[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Skinął głową.
- Pan twierdzi, że jest przyrodnim bratem Kristiana. Jens przyjrzał mu się
dokładniej, podając dłoń na powitanie.
- Przyrodni brat? - powtórzył Lars.
- Rozumiem, że ta wiadomość jest dla was wstrząsem - rzekł Steffen,
uśmiechając się lekko. - Może wyraziłem się zbyt obcesowo, ale... -
rozłożył ręce. - Nie znalazłem innego sposobu, by to uczynić.
Rozumiecie,
, długo się powstrzymywałem ze złożeniem tej wizyty.
Elizabeth pokiwała głową. Rzeczywiście minęło sporo czasu od
pogrzebu, kiedy go zobaczyła na cmentarzu. A potem był też w sklepie
Marii. Zapewne dokładnie się o wszystko wypytał, dlatego tyle o niej
wiedział.
- Nie wejdziemy do środka? - zapytała Ane.
- Do środka? - Elizabeth popatrzyła na nią rozkojarzona. - Ależ tak,
oczywiście.
Najchętniej kazałaby temu człowiekowi jechać tam, skąd przybył, ale
należało się zachować jak przystało na dobrze wychowanych ludzi. W
każdym razie, póki nie usłyszą, o co mu chodzi.
Dzieci zbiły się w gromadkę i zaciekawione z daleka przypatrywały się
nieznajomemu. Ane zabrała je ze sobą do kuchni i rzekła cicho do matki.
166
- Powiem służącym, żeby podały kawę.
Elizabeth wprowadziła Steffena do salonu i przez moment pożałowała, że
nie usiedli w kuchni razem z pozostałymi domownikami. Nieznajomemu
należało jednak okazać szacunek. Siadł na wskazanym miejscu, położył
kapelusz na stole, po czym wyciągnął nogi i przeczesał dłonią ciemne, ale
nie takie czarne jak Kristiana, włosy.
- Bardzo przepraszam, zapomniałem złożyć wyrazy współczucia - rzekł i
utkwiwszy w niej swe niebieskie oczy, podał rękę.
Elizabeth udała, że nie dostrzega wyciągniętej dłoni. Pierwszy szok
minął, wyprostowała się więc i, uchwyciwszy jego wzrok, zapytała:
- Skąd mam wiedzieć, że jest pan przyrodnim bratem Kristiana? Równie
dobrze może być pan oszustem.
Mężczyzna wyciągnął z wewnętrznej kieszeni surduta jakiś dokument i
podał jej. Elizabeth prześlizgnęła wzrokiem po nazwisku, datach. Urodził
się siódmego czerwca tysiąc osiemset czterdziestego ósmego roku, dwa
lata przed przyjściem na świat Kristiana. Ojciec miał na imię Leonard.
Przeczytała cały dokument, po czym spojrzała znów na gościa i
swierdziła:
- Macie tego samego ojca, ale różne matki. Przytaknął.
- Ojciec był żonaty, matka więc urodziła mnie po kryjomu.
- Ale jak to?
- Ojciec zdradził Rebekkę... po prostu. - Steffen wzjął metrykę i składając
ją, dodał: - Leonard, oczywiście, nie chciał mieć ze mną nic wspólnego.
Moja mama też była mężatką. Zapłacił jej za to, by milczała. Na zawsze.
- Więc skąd pan o tym wszystkim wie? - Elizabeth popatrzyła na niego z
powagą.
Roześmiał się, ale w jego śmiechu nie było wesołości.
- Dorastałem w Christianii, trafiłem do przytułku,
162
a potem mnie adoptowano. Moi nowi rodzice byli dobrze sytuowani i
zaopiekowali się mną pod każdym względem. Nigdy nie robili tajemnicy
z tego, że nie jestem ich biologicznym dzieckiem, ale też nigdy nie
zdradzili nazwiska moich prawdziwych rodziców. Dopiero gdy umarli,
postanowiłem dowiedzieć się wszystkiego, co możliwe, o moim
pochodzeniu.
- No i... - Elizabeth pstryknęła palcami - Znalazł pan nas. Steffen pokręcił
głową.
- Nie, takie łatwe to nie było, ale nie chcę zanudzać wszystkimi
szczegółami.
Do salonu weszła Ane, niosąc tacę z pachnącymi goframi, serem,
topionym serkiem i kawą. Zamilkli, gdy stawiała wszystko na stole, ale
gdy dziewczyna chwyciła pustą tacę i zamierzała wyjść, Elizabeth
zapytała:
- Nie. usiądziesz z nami, Ane?
- Dziękuję, ale mam coś do zrobienia w kuchni - odpowiedziała z
uśmiechem.
- Po co pan tu przybył? - zapytała Elizabeth po wyjściu Ane.
- Chciałem zobaczyć, jak mieszkał mój ojciec. - Rozejrzał się po salonie i
dodał: - To bardzo piękny i zadbany dwór.
- Chodzi panu o spadek? - zapytała wprost, nie bawiąc się w zbędne
ceregiele. Kiedyś i tak musiały paść te słowa.
- Nie, mam wystarczająco dużo - odparł rozbrajająco. - Ale rozumiem
pani nieufność. Pewnie na pani miejscu też bym tak myślał. Jak już
wspomniałem, moi przybrani rodzice byli dobrze sytuowani i
odziedziczyłem po nich cały majątek.
Gość zwracał się do niej przez cały czas per pani, co było jej na rękę. Nie
zamierzała się z nim zbytnio spo-ufalać, póki nie dowie się czegoś więcej.
- Proszę się częstować goframi, póki ciepłe - rzekła, podsuwając mu
talerz.
168
- Bardzo smaczne - pochwalił, przełknąwszy kęs i uśmiechnął się. -
Proszę przekazać wyrazy uznania tej, która je piekła.
- Dlaczego nie podszedł pan i nie przywitał się na pogrzebie Kristiana?
Zauważyła, że drgnął.
- Widziała mnie pani?
- Tak.
- Uznałem, że to niestosowna chwila, by przedstawić moją historię. Cała
rodzina była pogrążona w żałobie.
Ma rację, pomyślała Elizabeth. Na jego miejscu też by poczekała. Mimo
to powiedziała:
- Przecież to był pogrzeb pańskiego brata?
- Nie znałem go.
Ojca też nie znałeś, pomyślała. A mimo to tu przyjechałeś. Na głos zaś
powiedziała:
- Był też pan w sklepie u Marii jakiś czas temu. Czemu przed nią się pan
nie ujawnił?
- Maria jest siostrą parii, prawda? -Tak.
Zaśmiał się zawstydzony.
- Mylą mi się jeszcze imiona, dlatego pytam. Chciałem najpierw
porozmawiać z panią, dlatego nie powiedziałem, kim jestem. Uznałem, że
tak należy.
- Możesz mi mówić po imieniu - rzuciła z lekką irytacją w głosie.
Denerwowała ją ta ugrzeczniona rozmowa. Zresztą wszystko
wskazywało na to, że Steffen jest rzeczywiście bratem przyrodnim
Kristiana, czas więc było porzucić zbędne formułki.
- Gdzie mieszkałeś przez cały ten czas, Steffenie?
- U znajomego w sąsiedniej wsi.
Elizabeth sięgnęła po gofrowe serce i jadła powoli. Zastanawiała się, czy
nie jest nadmiernie podejrzliwa. Ciekawe, czy Steffen ma jakieś prawo do
spadku. Pewnie nie do dworu, ale może do jakiejś sumy pieniędzy lub
164
zabudowań. Sądząc po stroju, był zamożny. Nosił ubrania o modnym
kroju uszyte z eleganckiej tkaniny. Ale to syn Leonarda! Może
odziedziczył po ojcu złą naturę?
Zawstydziła się swych myśli. Przecież Ane też jest córką Leonarda!
Boże, on jest przyrodnim bratem Ane!
Postanowiła dać mu szansę. Może nie kłamał, mówiąc, że chciał
zobaczyć, gdzie mieszkał jego ojciec.
- Rebekka umarła bardzo młodo - wyjaśniła.
- Słyszałem - odparł.
- Z pewnością wiesz też już wszystko o Leonardzie?
- Sądzę, że sporo. Pytałem wielu ludzi.
- Domyślam się. Jakim był człowiekiem?
- Chyba go znałaś? - odrzekł zdziwiony i popatrzył na nią kpiąco.
- Owszem, ale chcę usłyszeć twoje zdanie.
- Nie, moje zdanie, ale to, co usłyszałem - poprawił ją. - Podobno był to [ Pobierz całość w formacie PDF ]