[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Brak odpowiedzi.
Po raz pierwszy Ferth zaczął mówić lekko natarczywym tonem.
- Norman, ty naprawdę musisz udzielić kilku wyjaśnień. Czy nie
widzisz, że milczenie do niczego nie prowadzi? Musimy znać odpowiedzi, jeśli
mamy zamiar zdusić plotki rozsiewane przez Hughesa.
W głosie Gowery ego pojawiła się postawa obronna: - Zebrano dowody
przeciw Cranfieldowi i Hughesowi. Czy ma znaczenie, kto je zebrał?
- Ma, bo Hughes utrzymuje, że większość tych dowodów została
sfałszowana.
- Nie - zaprzeczył gwałtownie. - Nie została sfałszowana.
- Norman, czy ty w to wierzysz... czy chcesz wierzyć?
- No nie! - W okrzyku Gowery ego więcej było udręki niż zdziwienia.
Spojrzałem przenikliwie na Fertha. Jego ciemne oczy patrzyły pewnie
na moją twarz. Usłyszałem jego głos z taśmy, znów łagodny. Przekonywający.
- Norman, czy był jakiś powód, że chciałeś zawiesić Cranfielda i
Hughesa?
- Nie. - Prawie krzyknął. Wyrazne kłamstwo.
- %7ładnego powodu, że mogłeś posunąć się tak daleko i sfałszować
dowody przeciw nim, skoro takie nie istniały?
- Wykeham! - Był oburzony. - Jak możesz coś takiego mówić.
Sugerujesz... sugerujesz... coś tak nikczemnego...
Ferth wyłączył magnetofon. - No i co? - zapytał wyzywająco.
- To było szczere. On nie spreparował tych dowodów. Nigdy nie
sądziłem, że to zrobił. Chciałem tylko wiedzieć, skąd je wziął.
Ferth skinął głową. Znów wcisnął przycisk.
- Norman, będziesz narażał się na takie przypuszczenia, jeśli nie
powiesz, w jaki sposób natknąłeś się na te dowody. Nie widzisz tego? Jeśli
nie wyjaśnisz, jak je zdobyłeś, nie powinieneś być zdziwiony, gdy zostaniesz
posądzony o to, że sam je spreparowałeś.
- Dowody są prawdziwe! - zapewnił. Bronił się.
- Wmawiasz to sobie.
- Nie! One są prawdziwe.
- Zatem skąd się wzięły? Gowery wycofywał się.
Mogłem wywnioskować z wyrazu twarzy Fertha, że była to okropna i
przypuszczalnie żenująca sytuacja.
- Dostałem przesyłkę - powiedział z trudem Gowery. - Zawierała...
różne oświadczenia... i sześć odbitek zdjęcia zrobionego w mieszkaniu
Hughesa.
- Od kogo?
- Nie wiem. - Mówił bardzo cicho.
- Nie wiesz? - Ferth nie dowierzał. - Zdyskwalifikowałeś ich na
podstawie tych dowodów i nie wiesz, skąd je masz?
Zapadła paskudna cisza, która była odpowiedzią.
- Wziąłeś takie dowody za podstawę?
- Są prawdziwe. - Trzymał się tego kurczowo.
- Masz wciąż tę przesyłkę?
- Tak.
- Chciałbym ją zobaczyć - powiedział Ferth metalicznym głosem.
Gowery nie protestował. Rozległy się odgłosy zamieszania - otwierania i
zamykania szuflady, szelest papieru. W końcu odezwał się Ferth:
- No tak. Te świadectwa rzeczywiście wyglądają przekonująco.
- Więc rozumiesz, dlaczego zacząłem działać, opierając się na nich -
rzekł Gowery ochoczo, z nadmierną ulgą.
- Rozumiem, dlaczego powinieneś zastanowić się nad podjęciem
odpowiednich kroków... ale po dokładnym sprawdzeniu.
- Sprawdziłem je.
- To znaczy?
- Cóż... przesyłka nadeszła zaledwie cztery dni przed rozprawą, we
czwartek. Kazałem w sekretariacie wysłać natychmiast wezwania do
Newtonnardsa, Oakleya i Westa. Zostali poproszeni, żeby telegramem
potwierdzili, że będą obecni, i to zrobili. Newtonnards miał też wziąć ze sobą
zapiski z Pucharu Lemonfizz. Potem oczywiście poleciłem płatnemu
sędziemu, żeby zapytał w totalizatorze, czy ktoś nie postawił dużej sumy na
Wiśniowego Srokacza. Zebrał wszystkie zeznania złożone pod przysięgą, te,
które przedstawiliśmy w czasie rozprawy. Nie ma żadnych wątpliwości, że
Cranfield postawił na Wiśniowego Srokacza. Kłamał na ten temat w czasie
rozprawy. Dowody wskazują na to jednoznacznie. Jest bezwzględnie winny i
nie było powodu, żebym go nie zdyskwalifikował.
Ferth zatrzymał magnetofon. - Co na to powiesz? - zapytał.
Wzruszyłem ramionami. - Cranfield postawił na Wiśniowego Srokacza.
Był głupi, że temu zaprzeczał, ale uznał, że gdyby się do tego przyznał,
podciąłby sobie gardło. Powiedział mi, że skorzystał z przysługi
nieokreślonego przyjaciela i postawił na tego konia u Newtonnardsa i w
totku. Nie zrobił tego u swojego bukmachera, bo nie chciał, żeby Kessel o
tym się dowiedział, a Kessel i ten bukmacher to dobrzy kumple. Rzeczywiście
postawił sto funtów na Wiśniowego Srokacza, bo uważał, że ten koń może
błysnąć formą i sprawić wszystkim niespodziankę. Postawił też dwieście
pięćdziesiąt funtów na Nokauta, bo zdrowy rozsądek mówił, że on wygra. Co
w tym złego?
Ferth spojrzał na mnie przenikliwie. - Nie wiedziałeś podczas rozprawy,
że Cranfield postawił na Wiśniowego Srokacza?
- Wydobyłem to od niego pózniej. Już wcześniej zorientowałem się, że
może to być prawda, ale stanowczo zaprzeczał. Newtonnards mógł kłamać
lub zmienić zapiski w swojej księdze, lecz trudno mieć zastrzeżenia do
zakładów totalizatora.
- To była jedna z rzeczy, które mnie też przekonały - przyznał.
Uruchomił magnetofon. Teraz on mówił. W jego głosie pojawił się natarczywy
ton. Rozmowa stała się pewnego rodzaju przesłuchaniem.
- To zdjęcie nie wydało ci się ani trochę podejrzane?
- A dlaczego powinno? - zapytał ostro Gowery.
- Nie zadałeś sobie pytania, w jaki sposób zostało zrobione?
- Nie.
- Hughes mówi, że Oakley przyniósł ze sobą list oraz pieniądze i
zwyczajnie sfotografował je w jego mieszkaniu.
- Nieprawda.
- Jak możesz być taki pewny? - naskoczył na niego Ferth.
- To nieprawda! - powtórzył Gowery podniesionym głosem. Był bliski,
żeby wybuchnąć.
- Kto wysłał Oakleya do mieszkania Hughesa? - Powiedziałem ci, że nie
wiem.
- Ale jesteś pewny, że to prawdziwe zdjęcie?
- Tak. Jest autentyczne. [ Pobierz całość w formacie PDF ]