[ Pobierz całość w formacie PDF ]

chory umysłowo, nie Anne.
— Mam trochę Can-D, Barney — powiedziała nagle Anne. Sięgnęła do kie-
szeni drelichowych spodni roboczych, model ONZ, i wyjęła małą paczuszkę. —
Kupiłam ją niedawno, w moim baraku. Flax Black Spit, tak go nazywają. Koloni-
sta, który mi to sprzedał, wiedział, że w porównaniu z Chew-Z jest bezwartościo-
we, więc nie wziął dużo. Próbowałam to zażyć. . . nawet wzięłam do ust. Jednak
w końcu, tak samo jak ty, nie mogłam. Czy nędzna rzeczywistość nie jest lepsza
od najbardziej interesującej iluzji? A może to jest właśnie iluzja, Barney? Nic nie
wiem o filozofii; wyjaśnij mi to, ponieważ wszystko, co wiem, wypływa z moich
przekonań religijnych, a to nie pomaga mi zrozumieć. Te narkotyki.
Otworzyła paczuszkę; drżały jej palce.
— Nie mogę dłużej, Barney.
— Zaczekaj — powiedział, odstawiając filiżankę i ruszając ku niej. Jednak
było już za późno; już zażyła Can-D. — Nic dla mnie nie zostawiłaś? — spytał,
rozbawiony. — Ominie cię najlepsze; nie będziesz miała towarzystwa w czasie
przeniesienia.
Wziąwszy ją za ramię wyprowadził z pokoju i pospiesznie zaciągnął koryta-
rzem do salki, w której leżeli tamci; sadzając ją obok zestawu rzekł ze współczu-
ciem:
— W ten sposób będzie to wspólne przeżycie, a o ile wiem, to bardzo pomaga.
— Dzięki — powiedziała sennie.
Zamknęła oczy i ciało jej stopniowo zwiotczało.
110
Barney uświadomił sobie, że już stała się Perky Pat. W świecie bez kłopotów.
Pochylił się i pocałował ją w usta.
— Jestem wciąż przytomna — wymruczała.
— I tak nie będziesz tego pamiętać — rzekł.
— Och, tak, będę — powiedziała słabym głosem Anne Hawthorne. Później
odeszła; czuł, jak się oddala. Został sam z siedmioma ciałami i natychmiast wrócił
do swojego pokoju, w którym parowały dwie filiżanki kawy.
Mógłbym się zakochać w tej dziewczynie, powiedział do siebie. Nie tak jak
w Roni Fugate czy nawet jak w Emily, ale zupełnie inaczej. Lepiej? — zastanawiał
się. Czy też kierowała nim po prostu rozpacz? Tak samo jak przed chwilą Anne,
która zażyła Can-D, przełknęła go jednym haustem, ponieważ nie było dla niej
nic tylko ciemność. To — lub otchłań. I nie na dzień czy tydzień — lecz na wieki.
Tak więc muszę się zakochać w tej dziewczynie.
Siedział sam wśród swoich częściowo nie rozpakowanych rzeczy, pijąc kawę
i medytując, aż w końcu usłyszał jęki i szmery w salce obok. Jego współmiesz-
kańcy odzyskiwali przytomność. Odstawił filiżankę i poszedł do nich.
— Czemu się wycofałeś, Mayerson? — spytał Norm Schein; potarł czoło
i zmarszczył brwi. — Boże, ale mnie boli głowa!
Nagle zauważył Anne Hawthorne; wciąż nieprzytomna, leżała oparta plecami
o ścianę, z głową opuszczoną na piersi.
— Kim ona jest?
— Dołączyła do nas pod koniec — powiedziała Fran, niepewnie wstając
z podłogi. — To znajoma Mayersona; poznali się w czasie lotu. Jest całkiem miła,
tyle że ma religijnego bzika; sami zobaczycie.
Zmierzyła Anne krytycznym spojrzeniem.
— Całkiem niebrzydka. Bardzo byłam ciekawa, jak wygląda. Wyobrażałam
sobie, że jest nieco. . . hmm. . . poważniejsza.
Podchodząc do Barneya Sam Regan powiedział: [ Pobierz całość w formacie PDF ]