[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Pięciu kapitanów milczało.
175
 Zwietnie.  Lludrow kolejno przedstawił oficerów Donalowi.  Kapitanie Gra-
eme, to kapitan Aseini.
 Jestem zaszczycony  powiedział Donal wymieniając uścisk dłoni.
 Kapitan Cole.
 Jestem zaszczycony.
 Kapitan Sukaya-Mendez.
 Do usług, kapitanie.
 Kapitan el Man.
 To dla mnie zaszczyt  powiedział Donal. Popatrzył na pokrytą bliznami twarz
trzydziestoparoletniego Dorsaja.  Wydaje mi się, że znam pańskie nazwisko, kapita-
nie. Południowy kontynent, okolice Tamlin, nieprawdaż?
 Sir, okolice Bridgevort  sprostował el Man.  Słyszałem o rodzie Graeme ów.
Donal przesunął się dalej.
 I kapitan Ruoul.
 Jestem zaszczycony.
176
 W porządku  powiedział Lludrow cofając się.  Oddaję dowództwo w pańskie
ręce, kapitanie Graeme. Jakieś specjalne życzenia?
 Torpedy, sir  odpowiedział Donal.
 Każę służbie zaopatrzenia skontaktować się z panem  powiedział Lludrow
i wyszedł.
Pięć godzin pózniej, po załadowaniu kilkuset dodatkowych torped, pięć statków pa-
trolowych wyruszyło w przestrzeń. %7łyczeniem Donala było, żeby jak najszybciej od-
dalić się od macierzystej bazy i znalezć się tam, gdzie nie będzie groziło odkrycie cha-
rakteru ich ekspedycji i odwołanie jej. Wraz z torpedami przybył na pokład Lee. Donal
przypomniał sobie, że ordynans został na C4J. Lee wyszedł z bitwy nietknięty, będąc
przez cały czas zaplątany w uprzęży hamaka w części statku nie uszkodzonej przez
uderzenie, które zniszczyło sterownię. Donal miał teraz dla niego określone instrukcje.
 Chcę, żebyś tym razem był przy mnie  powiedział.  Zostaniesz ze mną.
Wątpię, czy będę cię potrzebował, ale jeśli tak, chcę, żebyś był pod ręką.
 Będę tutaj  odparł Lee bez emocji.
177
Rozmawiali w kabinie dowódcy Patrolu, którą przeznaczono dla Donala. Teraz szedł
on do głównej sterowni, a Lee podążał za nim. Kiedy Donal dotarł do tego mózgu statku,
zastał tam trzech oficerów zajętych obliczeniami związanymi z przejściem fazowym
i Bannermana, który ich nadzorował.
 Sir!  powiedział Bannerman, kiedy Donal wszedł. Patrząc na niego, Donal
przypomniał sobie nauczyciela matematyki ze szkoły. Nagle i boleśnie wróciły do niego
młodzieńcze lata.
 Gotowi do przejścia?  zapytał.
 Za mniej więcej dwie minuty. Ponieważ nie wyznaczył pan konkretnego punktu
wyjścia z podprzestrzeni, komputer uporał się z tym szybko. Dokonaliśmy jedynie ru-
tynowego sprawdzenia, czy nie ma niebezpieczeństwa zderzenia się z jakimś obiektem.
Skok o cztery lata świetlne, sir.
 Dobrze  powiedział Donal.  Niech pan pozwoli ze mną, Bannerman.
Podszedł do większego i znacznie bardziej skomplikowanego Oka Kontrolnego, któ-
re zajmowało środek sterowni, i nacisnął klawisze. Kulę wypełniła scena przekazywana
178
z biblioteki statku. Przedstawiała zielono-białą planetę z okrążającymi ją dwoma księ-
życami, oświetloną przez słońce typu GO.
 Pomarańcza i dwie pestki  powiedział Bannerman, przejawiając niechęć miesz-
kańca pozbawionej księżyca Freilandii wobec naturalnych satelitów planety.
 Tak  rzekł Donal.  Newton.  Spojrzał na Bannermana.  Z jakiej naj-
mniejszej odległości możemy na nią uderzyć?
 Sir?  Bannerman obejrzał się w kierunku dowódcy. Donal czekał utkwiw-
szy wzrok w starszym mężczyznie. Ten przesunął spojrzenie z powrotem ku scenie
w Oku.  Możemy wyjść z podprzestrzeni tak blisko, jak pan chce, sir  odpowie-
dział.  W czasie długich skoków musimy zatrzymywać się, żeby dokonać obserwacji
i ustalić precyzyjnie swoje położenie. Ale dokładne położenie wszystkich cywilizowa-
nych planet jest już określone. %7łeby wyjść w bezpiecznej odległości od ich linii obron-
nych, sir. . .
 Nie pytałem pana o bezpieczną odległość od ich linii obronnych  przerwał mu
Donal spokojnie.  Pytałem o najmniejszą odległość.
179
Bannerman znowu spojrzał na niego. Twarz mu nie pobladła, lecz znieruchomiała.
Przez kilka sekund wpatrywał się w Donala.
 Najmniejsza odległość?  powtórzył.  Dwie średnice planety.
 Dziękuję, kapitanie  powiedział Donal.
 Skok za dziesięć sekund  zapowiedział głos pierwszego oficera i rozpoczął od-
liczanie.  Dziewięć sekund. . . osiem. . . siedem. . . sześć. . . pięć. . . cztery. . . trzy. . .
dwa. . . skok!
Wykonali polecenie.
 Tak  powiedział Donal, jak gdyby nie zwracając uwagi na skok  tu, gdzie
jest tak miło i pusto, opracujemy manewr i chcę, .żeby wszystkie statki przećwiczyły
go. Proszę zwołać naradę oficerów, kapitanie.
Bannerman podszedł do tablicy przyrządów i nadał wezwanie. Piętnaście minut póz-
niej, zwolniwszy wszystkich młodszych oficerów, zebrali się w zaciszu sterowni na
statku Bannermana i Donal przedstawił swój plan.
 Teoretycznie  powiedział  nasz patrol zajmuje się rekonesansem. W rzeczy-
wistości spróbujemy przeprowadzić symulowany atak na Newtona.
180
Odczekał minutę, by dotarła do nich waga jego słów, po czym kontynuował wyja-
śnienia. Na przyrządach swoich statków musieli zaprogramować obraz planety. Mieli
zbliżać się do tego wizerunku  przedstawiającego Newtona  z różnych kierunków [ Pobierz całość w formacie PDF ]