[ Pobierz całość w formacie PDF ]

mu pan pozwolić kierować się własnym instynktem. %7ładnych więcej zmian.
%7ładnych niespodzianek.
 Niezle!  Renfroe poruszył się energicznie w obrotowym fotelu.  Przyparłaś
mnie do muru. Wiesz, że zależy mi na tym, żeby programy były na najwyższym
poziomie. A właśnie doszły mnie słuchy, że Sledge podobał się szefom taki, jaki
był przedtem. Ja tylko próbowałem go trochę ulepszyć! Kiedy się dowiedzą, że
odszedł, przepadłem!
Kathryn nie miała dla niego ani grama współczucia.
 Będzie pan musiał pozwolić mu nosić to, co zechce. Ma dobry gust. Wie, w
czym mu do twarzy.
 A kogo obchodzi, co on ma na sobie? Jeśli o mnie chodzi, to może włożyć
worek i występować boso!
 I niech mu pan pozwoli mieć taką fryzurę, jaką będzie chciał.
 Jaką tylko zechce!  powiedział Renfroe, kiwając głową jak oszalały.
 I wąsy są absolutnie konieczne.
Renfroe uniósł brwi i podniósł oczy do nieba, jakby świadomy, że spotyka go
kara.
 Wszystko, tylko nie to!
 Nie wróci bez wąsów.  Kathryn założyła ręce i czekała.
 %7ładnych wąsów!  krzyknął Renfroe, uderzając dłońmi w biurko.  Musi być
jakaś granica!
 Dobrze  powiedziała nieustępliwie.  To niech pan wyznaczy granicę. Może
być na dacie nagrania  Pod ostrzałem . Bo nie będzie programu, jeśli Sledge nie
będzie miał wąsów.
 W porządku!  zagrzmiał Renfroe.  Niech ma te potworne wąsy. Niech sobie
zapuści i brodę, jeśli chce. Tylko niech wróci, zanim szef mnie wyrzuci na ulicę!
 Zrobię, co będę mogła  obiecała Kathryn.
 A przy okazji  jutro z samego rana znajdzie pan na biurku moją rezygnację.
 Do diabła, Kathryn, i ty też?!
 Ja też. Mam już dość zmieniania ludzi, których nie powinno się zmieniać, i
wypełniania poleceń, z którymi się nie zgadzam! I wykorzystywania mojego
nazwiska przeciwko mnie. Nie po to tyle lat studiowałam.
 Pomyśl, ile pieniędzy stracisz.
 Poradzę sobie  zapewniła go.  To dla mnie nie pierwszyzna.
 Ale, Kathryn...
 Dam panu znać, jak tylko pomówię ze Sledge em  powiedziała i zostawiła
go chlipiącego w potężne ramiona.
Wydobyła od recepcjonistki adres Sledge a i po raz ostatni wyszła z budynku
telewizji. Jechała jak w transie do fotografa, żeby odebrać zdjęcie, które teraz
zdawało się już nie mieć żadnego znaczenia, przepełniona uczuciem, że nigdzie nie
ma dla niej miejsca. Jakie to wszystko pokręcone, myślała. W jednej chwili jej
kariera rozwijała się w zawrotnym tempie, a zaraz potem nie wiedziała, z czego
zapłaci rachunki. Dopiero co Sledge nazywał ją swoją panią, a teraz zasypywał
oskarżeniami. Niedawno była na szczytach miłości, a teraz przygniatała ją lawina
oskarżeń. Jak to się skończy?
Szybko weszła do fotografa i odebrała powiększone zdjęcie. Wyzywająca poza
rozśmieszyłaby ją, gdyby nie to, że teraz podkreślała jeszcze absurdalność sytuacji.
Miała już dwie fotografie, żeby jej przypominały o miłości, którą przeżyła.
Nie wiedząc, co począć ze swoją podobizną, odsunęła przednie siedzenie
samochodu i wrzuciła ją do środka. Wyjechała z Manhattanu w stronę
przedmieścia, gdzie mieszkał Sledge. Długo szukała ulicy, której nazwę zapisała. A
kiedy już znalazła, była pewna, że odbyła całą drogę na próżno. To niemożliwe,
pomyślała. To nie może być dom tego Darryla Sledge a, którego znała.
Zjechała na chodnik i wysiadła z auta, gapiąc się ze zdumieniem na budynek
ulokowany w skromnej willowej dzielnicy. Ale właściwie czego się spodziewała?
Kawalerskiej rezydencji ze szkła i stali? Fontanny na trawniku? Sportowego wozu
na podjezdzie? Zamiast tego zobaczyła osobliwy dom z podwórkiem, rojący się od
dzieci, a w ogródku kwitły azalie.
Dwaj mali chłopcy bawili się, biegając dookoła solidnie zbudowanego fortu, do
którego przybito tabliczkę:  Teren prywatny. Wstęp wzbroniony . Jeden z nich na
widok Kathryn podbiegł do ogrodzenia.
 Sledge a nie ma w domu  poinformował ją.
Uśmiechnęła się i odetchnęła z ulgą, że jednak dotarła pod właściwy adres.
 A ty jak się nazywasz?
 Rusty  powiedział chłopczyk.  Mieskam tu obok. Sledge dla nas zbudował
ten folt i powiedział, ze możemy tu się bawić, nawet jak jego nie ma.
Popatrzyła na fort, wzniesiony na pewno z wielkim staraniem.
 Zbudował go dla was?
 Dla mnie i dla innych chłopaków. Mamy tu klub, wies.
 Rusty, a czy widziałeś dzisiaj Sledge a?
Chłopczyk wzruszył ramionami i pokręcił głową.
A więc nie wrócił prosto do domu... Kathryn nadal nie miała pojęcia, gdzie go
szukać. Jeśli ma jechać do siebie i czekać na niego, to mogłaby przynajmniej
zostawić jakąś wiadomość.
Wiadomość i swoje zdjęcie! Uśmiechnęła się skrycie i spojrzała na chłopca.
 Jak zobaczysz Sledge a, to mu powiedz, że wpadła Kathryn. Zostawię mu coś
w garażu. %7łeby koniecznie to zobaczył, dobrze?
 Dobze.  Chłopczyk pomachał jej na do widzenia i pogonił z powrotem do
fortu.
Szybko wyciągnęła fotografię i postawiła w garażu, w samych drzwiach.
Szukała jakiejś kartki  najpierw w torebce, a potem w całym samochodzie, ale nie
znalazła. Postanowiła pisać wprost na zdjęciu, na fragmencie koszulki. Zmigała
długopisem tak szybko, jak tylko mogła: że ona nie ma nic wspólnego ze zmianą
nazwiska, że w telewizji oferują mu wszystko, co zechce, byle wrócił, i że ona
także jest bez pracy. A potem dopisała, że go kocha i podpisała: Serce za serce,
Kathy.
Wróciła do domu i czekała, zdawało jej się, że całe godziny, ale Sledge nie
dzwonił. Czuła się podle, nie miała sił. Wzięła prysznic, zmusiła się do jedzenia i
znów zasiadła przy milczącym telefonie.
Kiedy mrok wypełnił pokój, poszła do łóżka i leżała, wpatrując się w sufit.
Gdzie on może być? Czy wyjechał z miasta? Może wrócił do Teksasu? Zniknął na
dobre?
Wykręciła numer informacji w Dallas, ale Sledge nie figurował w spisie.
Potem, chwytając się ostatniej szansy, zadzwoniła do stacji telewizyjnej, w której
poprzednio pracował. Od dawna nie mieli od niego żadnych wiadomości.
Rozpłakała się i była pewna, że łzy nie przestaną jej płynąć do końca życia.
A jeśli wrócił, ale wcale nie miał zamiaru się z nią skontaktować? Jeśli uznał,
że jej upór jest za dużą przeszkodą między nimi? Poczuła się taka bezradna...
Ciemność otaczała ją jak czarna, zimna dziura, jak dół bez dna. Po raz pierwszy
w życiu bała się zasypiać bez światła.
Ale nawet kiedy zapaliła lampę, sen nie nadchodził. Wstała z łóżka i w długiej
różowej koszuli podeszła do drzwi balkonowych. Rozsunęła je i wyszła na dwór.
Powiał ciepły wiatr, jak to w środku lata.
Księżyc w pełni świecił na granatowoczarnym niebie, jakby naigrawał się z
każdego, kto jest sam w taką noc. Kathryn usiadła z głową opartą o balustradę i
modliła się, żeby nie utracić Sledge a na zawsze.
Jak powtarzająca się scena w dręczącym koszmarze przemykały jej przez głowę
chwile ze Sledge em. Bezradność w jego oczach, kiedy goliła mu wąsy, frywolny
błysk, kiedy ją zmusił, żeby kupiła te majtki w panterkę, ból, kiedy odchodził
mówiąc, że się w niej zakochał.
Następna łza stoczyła się wolno po policzku, z głębi duszy wyrwało się
westchnienie.
Usłyszała ciche pukanie do drzwi i wstrzymała oddech, odpędzając nagły
przypływ nadziei. To nie Sledge. To Amanda, nie mogła się doczekać, kiedy się
dowie, jak on zareagował na zdjęcie.
Otarła ślady łez i zasunęła za sobą drzwi na balkon. Wolno podreptała przez
pokój. Pukanie rozległo się znowu. [ Pobierz całość w formacie PDF ]