[ Pobierz całość w formacie PDF ]

pojawił się Parker, stało się poszukiwanie mieszkania w Londynie. Domy i mieszkania
stanowiły jego szczególne hobby. Od czasu zakończenia wojny światowej co najmniej sześć
razy zmieniał mieszkanie. Ledwie się gdzieś przeniósł, a już jego uwaga kierowała się ku
następnemu miejscu, gdzie niezwłocznie się udawał z całym swoim dobytkiem. Przeprowadzki
te prawie zawsze wiązały się z nieznaczną korzyścią finansową, gdyż mój przyjaciel ma głowę
do interesów, ale tak naprawdę powodowało nim zamiłowanie do tego typu działań, a nie chęć
zaoszczędzenia pieniędzy. Przez czas jakiś słuchaliśmy Parkera z szacunkiem, jakim
zazwyczaj nowicjusz obdarza eksperta. Potem sami zaczęliśmy mówić jeden przez drugiego.
W końcu dopuściliśmy do głosu panią Robinson, uroczą młodą mężatkę, która była tam wraz z
mężem. Nigdy wcześniej ich nie spotkałem, gdyż Robinson od niedawna był znajomym
Parkera.
- A propos mieszkań - powiedziała - czy słyszał pan, jakie mieliśmy szczęście?
Znalezliśmy mieszkanie - w końcu! W Montagu Mansions.
- Oczywiście - odparł Parker - zawsze twierdziłem, że jest mnóstwo mieszkań... za
odpowiednią cenę!
- Tak, ale cena tego nie jest odpowiednia. Mieszkanie jest wręcz śmiesznie tanie.
Osiemdziesiąt funtów za rok!
- Ależ... ależ Montagu Mansions jest tuż przy Knightsbridge, prawda? Duży ładny
budynek. Albo mówi pani o jakimś nędznym jego krewniaku o tej samej nazwie, stojącym
gdzieś w slumsach.
- Nie, to ten przy Kinghtsbridge. Dlatego to takie wspaniałe.
- Wspaniałe? Toż to prawdziwy cud. Gdzieś jednak musi być jakiś haczyk.
Przypuszczam, że jest jeszcze wysoka opłata wstępna?
- Nie ma żadnej!
- Nie ma opłaty wstępnej - och, aż trudno uwierzyć! - jęknął Parker.
- Ale musimy zapłacić za meble - ciągnęła pani Robinson.
- Aha! - najeżył się Parker. - Wiedziałem, że jest jakiś haczyk!
- Pięćdziesiąt funtów. A umeblowanie jest piękne!
- Poddaję się - odparł Parker. - Obecni mieszkańcy muszą być chyba szaleni na punkcie
filantropii.
Pani Robinson wyglądała na nieco zmartwioną. Lekka zmarszczka pojawiła się
pomiędzy jej małymi brwiami.
- Dziwne, prawda? Może... może... tam straszy?
- Nigdy nie słyszałem o mieszkaniu, w którym by straszyło - stanowczo stwierdził
Parker.
- Ni-ie? - z powątpiewaniem spytała pani Robinson. - Ale łączy się z nim kilka rzeczy,
które wydają mi się... no cóż, dziwne.
- Na przykład... - zachęciłem ją.
- Aha - stwierdził Parker - obudziło to uwagę naszego eksperta od spraw kryminalnych!
Proszę mu to dokładnie opowiedzieć, pani Robinson. Hastings wspaniale rozwiązuje wszelkie
tajemnice.
Zaśmiałem się, zmieszany, ale nie całkiem niechętny roli, jaką mi narzucono.
- Och, niezupełnie dziwne, kapitanie Hastings, ale gdy udaliśmy się do pośredników,
Stossera i Paula - nigdy wcześniej tam nie byliśmy, ponieważ mają oni jedynie drogie
apartamenty, choć tym razem pomyśleliśmy, że nie zaszkodzi spróbować - wszystko, co nam
oferowali, wahało się pomiędzy sumą czterystu a pięciuset funtów rocznie albo przewidziane
były dodatkowo olbrzymie opłaty wstępne, i na koniec, akurat gdy mieliśmy wychodzić,
wspomnieli, że mają mieszkanie za osiemdziesiąt funtów, ale dodali, że wątpią, czy jest sens,
aby tam iść, ponieważ figurowało ono w ich księgach już od jakiegoś czasu i wysłali tam tak
wiele osób, że prawie na pewno jest wynajęte.  Rzucono się na nie , jak to określił urzędnik,
tylko właściciele są nieznośni, bo nie powiadomili ich jeszcze o tym, więc wysyłają kolejnych
zainteresowanych, a ludzie się irytują, że wysyła się ich do mieszkania, które prawdopodobnie
od jakiegoś czasu jest już wynajęte.
Pani Robinson urwała, by wziąć głęboki oddech, po czym mówiła dalej:
- Podziękowaliśmy mu i powiedzieliśmy, że dobrze rozumiemy, iż chodzenie tam
prawdopodobnie nie ma większego sensu, chcielibyśmy jednak dostać jakąś pisemną
wskazówkę - tak na wszelki wypadek. I od razu pojechaliśmy tam taksówką, ponieważ mimo
wszystko nigdy nic nie wiadomo. Numer czwarty znajduje się na drugim piętrze i akurat gdy
czekaliśmy na windę, Elsie Ferguson - moja przyjaciółka, kapitanie Hastings, oni również
szukają mieszkania - w pośpiechu zeszła po schodach.  Tym razem byłam przed tobą, moja
droga - powiedziała. -  Ale to na nic. Jest już wynajęte . Wydawało się, że to koniec, ale - no
cóż, jak powiedział John, lokum było bardzo tanie, stać nas było na zapłacenie wyższego
czynszu, więc może gdybyśmy zaoferowali opłatę wstępną... To, oczywiście, wstrętne i jest mi [ Pobierz całość w formacie PDF ]