[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Niczego.

W wieczór poprzedzający wyprawę na południe Tenar z ciężkim sercem przecha-
dzała się po pałacowych ogrodach. Nie chciała płynąć na Roke, wyspę mędrców, wyspę
magów (przeklętychczarowników, dodał w jej myślach głos przemawiający po kargij-
sku). Co miałaby tam robić, na co im ona? Chciała wrócić na Gont, do Geda, do wła-
snego domu, własnego, ukochanego mężczyzny.
Straciła Lebannena, odepchnęła go. Był uprzejmy, miły i obcy.
Jakże mężczyzni boją się kobiet, pomyślała, spacerując wśród kwitnących róż.
Niejednej kobiety, lecz wielu, rozmawiających ze sobą, pracujących wspólnie, przema-
wiających w swoim imieniu. Wówczas mężczyzni dostrzegają spiski, zmowy, sidła, pu-
łapki.
I oczywiście mają rację. Kobiety jako kobiety zwykle stoją po stronie następnego, nie
obecnego pokolenia. Tworzą ogniwa, które mężczyzni postrzegają jako łańcuchy, więzi
traktowane przez nich jak kajdany. Istotnie, sprzymierzyły się z Seserakh przeciw niemu
i były gotowe go zdradzić, gdyby naprawdę uważał, że będzie nikim, jeśli straci nieza-
leżność. Gdyby był tylko ogniem i powietrzem, pozbawionym ciężaru ziemi, cierpliwo-
ści wody...
Lecz słowa te bardziej niż do Lebannena pasowały do Tehanu, jej erru, nieziem-
skiej skrzydlatej duszy, która przybyła, by jakiś czas z nią pomieszkać i wkrótce odejść.
Tenar wiedziała, że odejdzie, z ognia w ogień. I pasowały do Irian, z którą odejdzie
Tehanu. Cóż taka ognista, grozna istota mogłaby mieć wspólnego ze starym domem,
który trzeba zamiatać, ze starym mężczyzną wymagającym opieki? Jak Irian mogłaby to
zrozumieć? Cóż za znaczenie dla niej, dla smoka, ma fakt, że mężczyzna powinien wy-
pełnić swój obowiązek, ożenić się, spłodzić dzieci, przywdziać jarzmo ziemi?
106
Pewna własnego braku znaczenia wobec istot przeznaczonych wyższym, nie ludz-
kim celom, Tenar całkowicie pozwoliła się ogarnąć tęsknocie za domem, nie tylko za
Gontem. Czemuż nie miałaby zawrzeć przymierza z Seserakh, która co prawda jest
księżniczką, tak jak ona sama była niegdyś kapłanką, lecz która nie odleci na ognistych
skrzydłach, bo pozostanie prawdziwą kobietą, istotą ziemi? A do tego zna ojczysty język
Tenar! Tenar z poczucia obowiązku uczyła ją hardyckiego i radowała się, że dziewczyna
szybko przyswaja obce słowa. Lecz dopiero w tej chwili zrozumiała, iż w istocie praw-
dziwą radość sprawia jej rozmowa po kargijsku, bo w tych słowach ukrywało się całe
jej utracone dzieciństwo.
Gdy dotarła do ścieżki prowadzącej ku rybnym stawom pod wierzbami, ujrzała
Olchę. Towarzyszył mu mały chłopiec. Gawędzili cicho. Zawsze cieszył ją widok Olchy,
współczuła mu z powodu jego bólu i strachu, i szanowała za cierpliwość, z jaką je zno-
sił. Lubiła uczciwą twarz o miłych rysach i dzwięczny język. Czemuż by nie ubarwić
zwykłej mowy kilkoma pięknymi słowami? Ged mu ufał.
Przystając z boku, aby nie przeszkodzić w rozmowie, ujrzała, jak Olcha i dziecko klę-
kają na ścieżce, zaglądając w krzaki. W końcu spod jednego z nich wynurzył się szary
kociak Olchy. Nie zwracając uwagi na ludzi, zagłębił się w trawie, stąpając powoli, przy-
czajony, z płonącymi oczami. Polował na ćmy.
 Jeśli chcesz, możesz wypuszczać go na całą noc  powiedział Olcha do chłopca.
 Nie ucieknie stąd i nie wyrządzi żadnych szkód. Uwielbia psocić na świeżym powie-
trzu, lecz te ogrody są dla niego wielkie niczym cały Havnor. Możesz też wypuszczać go
rano, a na noc zatrzymywać przy sobie. Wtedy będzie z tobą sypiał.
 To mi się podoba  odparł nieśmiało chłopiec.
 W takim razie musisz trzymać w sypialni skrzynkę z piaskiem i miseczkę wody,
zawsze pełną.
 I jedzenie.
 Owszem, raz dziennie, byle nie za dużo. Jest trochę łakomy. Pewnie myśli, że Segoy
stworzył wyspy po to, by on mógł napchać sobie brzuszek.
 Czy łowi ryby w stawie?
Kot siedział w trawie obok jednej z sadzawek i rozglądał się wokół. ma odleciała.
 Lubi je obserwować  odrzekł Olcha.
 Ja też  powiedział chłopiec.
Wstali i razem ruszyli nad wodę.
Tenar poczuła nagłe wzruszenie. Olcha miał w sobie wiele niewinności, była to jed- [ Pobierz całość w formacie PDF ]