[ Pobierz całość w formacie PDF ]

 To jest duża kompania.  Ujął ją pod rękę i z garażowej windy wyprowadził
do ogromnego holu.  Musimy pojechać na piętro, na którym mieści się zarząd i
sala konferencyjna rady administracyjnej.
Leah była załamana. Przyciskała do piersi torebkę z ofertą Korporacji i myślała
sobie, że w codziennym życiu nie powtarzają się często historie Dawida i Goliata.
Skądże jej przyszło do głowy tu przyjeżdżać? Czuła się malutka i bezbronna.
Zerknęła na Huntera i uspokoiła się. Wezmie całą sprawę w swoje ręce. Trzeba mu
zaufać.
Wstąpiła w nią nikła nadzieja. W głównej recepcji, po wylegitymowaniu się,
otrzymali przepustki. Uzbrojony strażnik zaprowadził ich do dyrekcyjnych wind i
eskortował na właściwe piętro. W windzie Leah nerwowo poprawiała uczesanie i
wygładzała spódnicę.
 Tylko spokój i głowa do góry, mała  szepnął jej do ucha Hunter, widząc
niebezpieczne objawy załamania.  Ci panowie, których zobaczysz za
konferencyjnym stołem, pożerają co najmniej dwie ofiary swoich niecnych
zakusów na jeden posiłek. W związku z tym musisz być inna, niż się tego
spodziewają. Zimna, opanowana. I nie sprawiać wrażenia ofiary, ale drapieżnika. I
nie zdradz się rękami. Nie machaj nimi, nie podkreślaj słów. Trzymaj przy sobie,
chyba że im coś podajesz albo zamierzasz dać komuś pięścią między oczy. Zanim
otworzysz usta i cokolwiek powiesz, pomyśl. Nie masz żadnego obowiązku
odpowiadania na pytania dla ciebie niewygodne. I przede wszystkim nie daj się
wyprowadzić z równowagi. Pamiętaj o tym wszystkim, a kto wie, może wygrasz.
 Tyle rzeczy zapamiętać!? No cóż, postaram się...
Ze zdumieniem zauważyła, że Hunter ma przedziwnie zadowolony wyraz
twarzy. Zupełnie, jakby się cieszył z mającej nastąpić konfrontacji.
 I pamiętaj: jestem przy tobie  dodał.  Gdybyś wpadła za głęboko, to cię
wyłowię. Ale tylko wtedy. W przeciwnym wypadku w ogóle się nie wtrącam.
 Hunter... ?
 No, co jeszcze?
 Dziękuję.
 Jeszcze mi nie dziękuj  odparł.  Jeszcze nie teraz.
Winda stanęła, stalowe drzwi się rozsunęły, Leah puściła trzymane kurczowo
ramię Huntera. Może i potrzebne jest jej czyjeś podpierające ramię, ale niech nikt
tego nie widzi.
Przed windą czekała na nich sekretarka.
 Witamy państwa w Korporacji Lyon  powiedziała.  Poprowadzę państwa,
proszę za mną.
I poprowadziła ich do szerokich dwuskrzydłowych drzwi. Otworzyła je i
gestem dłoni zaprosiła obydwoje do środka.
Weszli. Drzwi się za nimi zatrzasnęły. Niezbyt głośno, ale w uszach Leah
zabrzmiało to jak nieodwracalne zawarcie wrót życia. Przed sobą ujrzała salę z
olbrzymim stołem o blacie z grubego szkła. Za stołem siedziało kilkanaście osób,
kobiet i mężczyzn. Mężczyzna u szczytu stołu, najwyrazniej przewodniczący rady,
wstał.
 Bardzo mi miło wreszcie panią poznać, panno Hampton. Nazywam się Buddy
Peterson. Nasz prezes prosił mnie o przewodniczenie dzisiejszemu zebraniu. Mam
nadzieję, że nie ma pani nic przeciwko temu  powiedział uprzejmie.
 Ooo, prezesa nie ma?  Szkoda, pomyślała. Dobrze byłoby głównemu
winowajcy powiedzieć parę słów.
 Wolał oddać sprawę negocjacji z panią w moje ręce  wyjaśnił Peterson, nie
odpowiadając właściwie na pytanie. Doświadczenie z Hunterem nauczyło Leah, że
nie otrzyma precyzyjniejszej odpowiedzi. Peterson zwrócił się z kolei do Huntera:
 Byliśmy nieco zaskoczeni, dowiadując się, że pan też się pojawi... w
towarzystwie panny Hampton...
 Byliście zdziwieni? Zupełnie nie rozumiem dlaczego, skoro jest ona moją
żoną  odparł Hunter.
 Pańską żoną?!  Peterson opadł na fotel, łapiąc powietrze jak ryba.  To nieco
zmienia obraz sytuacji  wykrztusił.
Członkowie rady wymienili zdumione spojrzenia.
 O tak, nawet zupełnie zmienia  zgodził się Hunter.
Peterson roześmiał się cynicznie.
 No, to wobec tego gratulacje... moje gratulacje. Jestem pod wielkim
wrażeniem. Sam bym lepiej nie załatwił sprawy.
Leah nic z tego nie rozumiała.
 Oni cię znają?  spytała.
 Owszem, nie jesteśmy sobie obcy.
 Nic mi nie powiedziałeś!
 Bo to nie było takie ważne.  Spojrzał na nią przenikliwie.  Masz tym
państwu coś do powiedzenia? Jeśli tak, to na co czekasz?
Poczuła się nagle jak pionek w grze, której reguł nie znała. Miała wrażenie, że
jest pozbawiona jakiejś istotnej informacji, która by jej wyjaśniła tajemnicę nagłej
zmiany klimatu w tej wielkiej sali konferencyjnej. I miała też przedziwne wrażenie,
że to, co było do powiedzenia, zostało już właściwie powiedziane w krótkiej
wymianie zdań między Petersonem i Hunterem. Wygląda na to, że to, co ona ma do
powiedzenia i co powie, zostanie uprzejmie wysłuchane, ale nie będzie już miało
znaczenia i konsekwencji. Okaże się pustym gestem. Z drugiej strony podobna
okazja przemawiania do zarządu czy też rady administracyjnej Korporacji Lyon już
się nie powtórzy. Więc im jednak wszystko powie. Niech to sobie dobrze
zapamiętają! Niech zapamiętają, że Leah Hampton Pryde tu była i rzuciła im
rękawicę.
Zaczerpnęła głęboki oddech, podeszła do stołu i cisnęła kopertę z otrzymaną
ofertą.
 Przysłaliście mi to, państwo, przed paroma dniami  zaczęła.
 Tak, to nasza oferta. Czyżby pani rozważała jej przyjęcie?  Peterson zerknął
na Huntera.  Bo jeśli tak, oszczędziłoby to nam wiele czasu i wysiłku...
 Nie tylko nie akceptuję oferty, ale nie mam zamiaru kiedykolwiek w
przyszłości z wami o tym rozmawiać. Nie chcę dalszych ofert, nie chcę więcej o
was słyszeć. Zastosowaliście wobec mnie niegodne i ohydne metody szantażu i
nacisków. Teraz jednak nie jestem już bezbronną samotną kobietą.  Zerknęła z
ukosa na Huntera, szukając u niego poparcia. Gorliwie potwierdził. Ciągnęła:  [ Pobierz całość w formacie PDF ]