[ Pobierz całość w formacie PDF ]

 Ponieważ są pięknymi potworami  wyszeptał.  I kiedy żyją w pajęczy-
nie uplecionej z pokoju i nadziei, kiedy ufają światu i spełniają się ich najgłębsze
pragnienia, wtedy rodzi się radość. I po to żyjemy, by spleść ludzkie życia, znisz-
czyć lęki i stworzyć piękno.
 To równie mistyczne, jak wszystkie ple-ple księży.
 Bo to jest ple-ple księży.
 Poświęciłeś władzę, uczyniłeś z nas obcych sobie ludzi i wszystko to dla
jakiegoś niewidzialnego, nie istniejącego związku między ludzmi, których nigdy
nie spotkałeś.  Starała się, by usłyszał w jej głosie pogardę.
 Masz piętnaście lat. Nic jeszcze nie wiesz. Odejdz.
 Wiem, że twoje życie było oszustwem.
 A gdy zrzuciłem przebranie i powiedziałem ci, po co żyłem, ty szydzisz
ze mnie. Paplanina księży? Czy myślisz, że jeśli coś jest niewidoczne, to tego nie
ma? Pomiędzy najmniejszymi cząsteczkami materii jest tylko pusta przestrzeń.
Jedynym, co je łączy, jest ich zachowanie, oddziaływanie na siebie, a przecież
z tych pustych, niewidzialnych połączeń zbudowany jest wszechświat. W więk-
szości pusty, połączony niedostrzegalną pajęczyną. Ale jeśli nawet na mgnienie
chwili pajęczyna zerwie się, wszystko przestanie istnieć. Czy myślisz, że z na-
mi jest inaczej? Czy uważasz, że twoje istnienie nie zależy od powiązań z innymi
ludzmi? Czy myślisz, że możesz służyć swoim własnym interesom, nie służąc jed-
nocześnie innym? Jeśli tak, to powinienem był cię zabić, kiedy leżałaś w kołysce.
Bo nie możesz być heptarchinią.
Dostrzegła na jego twarzy ten sam ogień, który rozpalał Prekeptora. Ojciec
także był wyznawcą. Ale nie mogła uwierzyć, że ktokolwiek mógł złożyć siebie
w ofierze w imię tej wiary.
 Czy to właśnie skrywałeś przede mną przez te wszystkie lata? To właśnie
usłyszałabym, gdybyś mógł spędzić ze mną choć jeden moment sam na sam? Czy
na to czekałam całe życie?  Nauczył jej, czego może dokonać wzgarda. Użyła
jej teraz.  Tyle mogłam się dowiedzieć od byle nauczyciela ze Szkoły.
Na jego twarzy pojawił się znowu wyraz leniwej pogody, który przybierał
zawsze, kiedy chciał ukryć uczucia.
 Jeśli się stąd natychmiast nie wyniesiesz, pojawi się Oruc ze swymi ludzmi
i najprawdopodobniej spędzisz wraz ze swym ukochanym ojcem następne tysiąc
lat, wysysana przez szyjki w tej wazie na zupę  Nie lubię cię na tyle, by pożądać
twego towarzystwa. Kiedyś myślałem, że jesteś dobrze wychowanym dzieckiem,
ale teraz widzę tylko myślącego o sobie bachora.
 Nie odejdę  powiedziała.  Pewne sprawy muszą być wyjaśnione. Od
tego zależy moje przetrwanie.
 Od dziecka uczyłem cię sposobów przeżycia. Dasz sobie radę. Odejdz.
 Czego najbardziej się lękasz?
49
Jego twarz wyrażała kpiące oddanie.
 %7łe umrzesz. Robiłem wszystko, by zachować cię przy życiu. Jak myślisz,
czemu tak wiernie służyłem synowi uzurpatora? Bo trzymał ciebie jako zakład-
niczkę.
Chciał, by uznała te słowa za kłamliwe. Ale przecież widziała, że czerwie nie
dręczą go. Więc mówił prawdę. Ale nie chciał, by o tym wiedziała. Zadała kolejne
pytanie, na które odpowiedz wiele by wyjaśniła.
 Dlaczego obawiałeś się mojej śmierci?
 Z miłości do ciebie. Kiedy żyłem, kochałem cię. Pamiętam to jeszcze, jak
przez mgłę.
Teraz kłamał. Dostrzegła drżenie jego ust. Czerwie torturowały go, a on nie
potrafił ukryć udręki. Więc bał się o nią nie dlatego, że ją kochał. Dlaczego zatem?
Zastanawiając się nad tym, wróciła myślą do wczesnego dzieciństwa, do nocy,
która potem wielokrotnie nawiedzała ją w sennych koszmarach. Dziwny wyraz
jego twarzy przypomniał jej tę chwilę.
 Tamtej nocy okłamałeś mnie  powiedziała.  Teraz to widzę, okłamałeś
mnie.
 Której nocy?
 Co ukryłeś przede mną, ojcze, kiedy przynieśli ciało mamy w siedmiu sa-
kwach?
 Pamiętasz to?
 Z jakiegoś powodu wydarzenie to utkwiło w mojej pamięci.
 Ja nic nie pamiętam  odparł zdziwiony.
 Teraz pamiętasz wyrazniej niż kiedykolwiek.
 Boże, dopomóż mi przypomnieć sobie jakąś noc, a potem okaż łaskę, odsuń
ode mnie to koło tortur i pozwól mi umrzeć.
 Tej nocy otworzyłeś pierwszą sakwę i kiedy ujrzałeś, co w niej jest, krzyk-
nąłeś:  Nie pójdę. Nigdy jej nie dostaniesz, moja córka nie znajdzie się w twojej
władzy! Do kogo krzyczałeś? Co tak bardzo cię przeraziło? Drżałeś, mój ojcze.
Nigdy nie widziałam cię w takim stanie ani przedtem, ani potem.
 Bałem się króla Oruca, to oczywiste.
 Nigdy się go nie bałeś. A kłamstwa na nic ci się zdadzą. Czerwie nie próż-
nują, prawda?
Nagle zmienił taktykę. Uśmiechnął się kwaśno.
 Nawet strażnik głów okazał mi odrobinę litości  powiedział.  Teraz
czuję się tak, jakbym cierpiał na obstrukcję od dobrego miesiąca i był tuż przed
atakiem biegunki. Trudno sobie wyobrazić, jak złym smakiem odznaczają się
czerwie.
 Odpowiedz mi, to odczujesz ulgę.
 Bałem się wezwania do Spękanej Skały  powiedział lekkim tonem, jak- [ Pobierz całość w formacie PDF ]