[ Pobierz całość w formacie PDF ]

nastroszone włosy. Ufarbowane na jaśniejszy odcień i poddane trwałej
ondulacji sprawiały, że jej głowa wydawała się dwa razy większa niż
dawniej.
- Tylko pamiętaj, nie przyczesuj ich. Włosów ma być dużo; mają
być najeżone, rozwichrzone - powiedziała stojąca obok agentka. - Styl
teksaski. Oni lubią przesadę.
- Spędziłam tu większość życia. - Haley uśmiechnęła się cierpko. - I
nigdy aż tak nie straszyłam fryzury.
- Teraz musisz - oznajmiła agentka, chowając do szarej, metalowej
walizki zestaw grzebieni i szczotek. -I pamiętaj. Kluczowym słowem jest:
przesada. Twoja fryzura ma się rzucać w oczy. Odciągać uwagę od tych
elementów wyglądu, których nie mieliśmy czasu zmienić. No, jeszcze
Anula & pona
ous
l
a
d
an
sc
trochę potargaj włosy.
Skrzywiwszy się, Haley posłusznie wykonała polecenie i znów
zerknęła do lustra. Efekt był zdumiewający. Zarówno fryzjerka, jak i
specjalistka od makijażu wykonały kawał doskonałej roboty. Szczupła
elegancka Angielka, która od dziesięciu lat mieszkała w ciele Haley
Mercado, znikła bezpowrotnie. Jej miejsce zajęła Amerykanka Daisy
Parker.
Daisy, rodowita mieszkanka Teksasu. Burza złocistych loków
opadających luzno na ramiona. Usta pełne, nabrzmiałe dzięki zastrzykom
z botoksu. Brwi gęste, ciemniejsze niż dawniej. Fioletowy cień na
powiekach, gruba warstwa tuszu na rzęsach, czarny ołówek do oczu
-wszystko razem nadające spojrzeniu zmysłowość. Krótka czarna
spódnica oraz bluzka rozpięta pod szyją, tak by widać było wgłębienie
między piersiami, dopełniały obrazu. Z lustra patrzyła na Haley... hm,
może nie dziewczyna lekkich obyczajów, ale na pewno nie kobieta o
wyrafinowanym guście.
Od biedy może być, pomyślała smętnie. Od dużej biedy.
Właściwie tylko jedną osobę musi zmylić. Operacje plastyczne,
którym poddała się w Londynie, na tyle zmieniły jej wygląd, że nikt nie
powinien poznać w niej dawnej Haley. Jedynie Luke mógłby skojarzyć ją
z dziewczyną, z którą rok temu spędził szaloną noc. Miała jednak
nadzieję, że dzisiejsza żująca gumę, mocno umalowana blondyna różni
się od tamtej skromnej delikatnej istoty,która dopiero w łóżku ujawniła
swój ognisty temperament.
Niecierpliwe pukanie do drzwi sypialni wyrwało ją z zadumy.
- No jak tam? Jesteście gotowe? Bo dochodzi wpół do siódmej.
Anula & pona
ous
l
a
d
an
sc
- Już idziemy! - zawołała agentka. Zamykając walizeczkę z
przyborami, uśmiechem próbowała dodać Haley otuchy. - Powodzenia,
Haley. Ojej, przepraszam. Powodzenia, Daisy Parker.
Wyszły z łazienki do niewielkiego pokoju. Okna wciąż były
zasłonięte, choć na zewnątrz zaczynało świtać. Przez wąską szparę
między opuszczoną żaluzją a framugą przedzielały się jasne smugi
różowego światła.
Haley wzięła głęboki oddech. Dziś po raz pierwszy ma się wcielić w
postać Daisy Parker.
Stanęła przodem do grupy agentów, którzy od kilku dni pomagali jej
przybrać nową tożsamość i przeistoczyć się z powrotem w Amerykankę.
Byli wśród nich specjaliści od elektroniki, od mechaniki, od zbierania
dowodów, a także fachowiec od dykcji, który ćwiczył z nią godzinami;
chodziło o to, żeby pozbyła się lekkiego angielskiego akcentu, który tak
starannie ćwiczyła w Londynie, i zaczęła mówić z przesadnie silnym
akcentem teksaskim.
Szef grupy, agent specjalny Sean Collins, oparł ręce na biodrach i
zmierzył Haley krytycznym wzrokiem.
- Zwietnie - mruknął z aprobatą. - Bardzo dobrze. Nie będziesz
odstawać od innych kelnerek w Lone Star.- O ile dostanę tam pracę.
- Dostaniesz, spokojna głowa. Pamiętaj, Daisy Parker obsługiwała
gości w najlepszych klubach i restauracjach w Dallas oraz Fort Worth.
Jeżeli kierownik postanowi sprawdzić twoje referencje, usłyszy same
pochwały. Staraj się jedynie nie upuszczać zbyt często tacy, zwłaszcza
pierwszego łub drugiego dnia.
- Będę miała to na uwadze - obiecała.
Anula & pona
ous
l
a
d
an
sc
Aysy specjalista od dykcji pogroził jej palcem.
- Będę miała to na uwadze? - spytał, przedrzezniając ją. - W
Teksasie nikt tak nie mówi. Spróbuj inaczej, złotko.
Posłała mu ironiczne spojrzenie.
- Jasne, kowboju. Spoko, niczego nie upuszczę. Aż taką niezdarą nie
jestem - powiedziała, przeciągając samogłoski.
- Brawo, doskonale - ucieszył się jej nauczyciel. Collins spojrzał na
zegarek.
- No dobra, ludzie. Oficjalnie ogłaszam rozpoczęcie Operacji Lone
Star. Sędzio, jesteś gotów?
Wszystkie pary oczu spoczęły na Carlu Bridgesie. Ten zerknął na
niemowlę leżące w wygodnym nosidełku i pokiwał głową.
- Jestem.
Haley w trzech susach znalazła się przy swojej córeczce. Wczoraj
wieczorem przez wiele godzin tuliła małą do piersi, obsypywała
pocałunkami. Lena, która od urodzenia była pogodnym dzieckiem,
gaworzyła wesoło i wymachiwała tłustymi łapkami, aż wreszcie zasnęła.
Dziś rano Haley ledwo zdążyła zmienić córce pieluchy, ubrać ją w czyste
śpioszki i nakarmić, kiedy zjawiła się ze swoją magiczną walizeczką
specjalistka od makijażu.
Teraz, gdy nadeszła chwila rozstania, Haley chciała ostatni raz
wziąć Lenę na ręce, ucałować jej miękkie włoski, poczuć zapach jej
małego ciałka. Collins uprzedził ją, że działania zmierzające do
doprowadzenia Franka przed oblicze sprawiedliwości mogą potrwać kilka
miesięcy. Na samą myśl, że ominie ją tak wiele ważnych momentów z
rozwoju dziecka, zrobiło się jej słabo.
Anula & pona
ous
l
a
d
an
sc
Odkrywając puszysty różowy kocyk, wyjęła nakarmionego,
śpiącego malucha i przytuliła mocno do piersi. Ponad główką dziecka
popatrzyła trwożnym wzrokiem na Carla, który obmyślił sposób
dostarczenia dziecka ojcu, tak by nikt nie poznał tożsamości matki.
- Jesteś pewien, że Luke będzie w klubie? Sędzia rozumiał jej
niechęć do rozstania z córką. Dlatego jeszcze raz cierpliwie wszystko jej
wytłumaczył.
- Na sto procent. W każdą niedzielę o szóstej piętnaście rano Luke,
Flynt Carson, Tyler Murdoch i Spence Harrison spotykają się w Lone
Star, żeby pograć w golfa. W zależności od tego, jaki panuje tłok na
murawie, do dziewiątego dołka docierają między ósmą a ósmą trzy-
dzieści.
- Tak, ale...
- Na wszelki wypadek wczoraj wieczorem postanowiłem się
upewnić, czy w ich rozkładzie dnia nie zaszły jakieś zmiany. [ Pobierz całość w formacie PDF ]