[ Pobierz całość w formacie PDF ]

odpowiedzi udzielić nie mogę.
 Czy\by chodziło o jakąś delikatną sprawę?
 Tak jest. Tak, chodzi o pewien plan, o którym zawiadomią pana pańscy przeło\eni.
 W Prusach oficerowie przyzwyczajeni są do ogromnej dyscypliny.
 To prawda.
 Tak\e wobec przeło\onych?
 Zwłaszcza. Zresztą nale\ałoby określić pojecie przeło\ony.
 Czy\by pan wątpił w to, \e jestem pańskim przeło\onym?
 Trudne by to było do udowodnienia. Zgłosiłem się na słu\bę do prezydenta, nie
przyjmując \adnej rangi.
 Sądzi pan, \e powinni uczynić pana generałem?
 Jestem, podobnie jak i pan, oficerem. To moja odpowiedz. Co za rangą by mi dano nie ma
tu znaczenia, sądzą tylko, \e oddają równe przysługi, jak ka\dy inny.
Generał Hernano znany był z dumy i zarozumiałości, nie odznaczał się jednak
nadzwyczajnymi zdolnościami. Cała jego rozmowa z Robertem znamionowała butą. Ten
ostatni nie był jednak do tego przyzwyczajony. Dobrze wiedział, \e meksykański generał
umiejętnościami mógł się równać najwy\ej z niemieckimi porucznikami, dlatego zamiast
uległości odpowiedział z równą dumą.
Otoczenie generała było bardzo z tego zadowolone, z wyrazną akceptacją spoglądali na
młodzieńca. Robert zauwa\ył to i ucieszył się niezmiernie. Tylko generał przybrał surowy
wyraz twarzy.
 Tak? A w jaki to sposób słu\y pan prezydentowi.
 Jako in\ynier przydzielony do sztabu  brzmiała krótka i zwięzła odpowiedz.
 Ja nad in\ynierię przenoszą kawalerią. In\ynierskie roboty, to czyste robacze dzieła.
Zameldowano mi pana jako kapitana Helberta. To nazwisko słyszą po raz pierwszy.
Robert zrozumiał co znaczą te słowa, pomimo tego odrzekł chłodno, ale grzecznie:
 Ten oficer musiał się pomylić lub przesłyszeć, nazwisko moje brzmi Helmer, nie Helbert.
Generał spojrzał zdziwiony.
 Helmer?  spytał.
 Tak jest, senior.
 Został pan przydzielony do oddziału Veleza?
 Tak.
 A to co innego. Proszą wybaczyć, gdyby nazwisko pana przekazano mi dokładnie,
inaczej bym pana przyjął. Panowie, przedstawiam wam, twórcę naszego oblę\niczego dzieła.
Generał chciał widocznie naprawić swój błąd. Oficerowie podeszli do Roberta ściskając mu
po kole\eńsku ręką.
 A teraz przystąpmy do właściwej sprawy. Uwa\a więc pan, \e ten jeniec jest
pułkownikiem?
 Tak. jakkolwiek moim zdaniem, jest on tylko przywódcą bandy, ale w mojej obecności
jego ludzie zwracali się do niego  pułkowniku .
 Ilu ludzi miał pan przy sobie?
 Ani jednego.
 A jak pan schwytał tego człowieka?
 Zwyczajnie, złapałem go za gardło i związałem.
 Sam, jeden?  spytał zdziwiony generał.
 Naturalnie, mam opowiedzieć bli\sze szczegóły?
 Bardzo proszę, jestem niezmiernie ciekawy.
Robert opowiedział, wszyscy słuchali z zainteresowaniem. Na końcu opowiadania generał
zawołał zdumiony:
 Do diabła. Chcą na nas napaść?
 Tak jest.
 A my tracimy czas na bezowocnych debatach?
 Nie moja w tym wina  zauwa\ył Robert wzruszając ramionami.
 Dlaczego mi pan nie zwrócił uwagi?
 Pan jest generałem, a ja tylko kapitanem  odparł Robert z ironicznym uśmiechem. 
Mogłem tylko odpowiadać na pańskie pytania.
 Do diabła! Ci panowie Niemcy nie wydają się być zanadto grzecznymi. Muszą
natychmiast wysłać jeden oddział w stroną lasu. Będzie pan tak dobry i obejmie nad nimi
dowództwo?
 Jestem na pańskie rozkazy. Przedtem jednak muszą prosić, aby zajął się pan moim
więzniem.
 Po co? Nie mamy wiele czasu.
 Na tyle mamy, aby mu postawić kilka pytań i przeszukać kieszenie.
 To prawda. Powiedział pan, \e o pierwszej mają na nas napaść?
 Tak.
 A o północy wyruszą?
 Tak jest.
 Teraz mamy jedenastą, a więc mamy jeszcze trochę czasu. Rozwiązać go!
Jeńcowi wróciła tymczasem przytomność. Mo\na to było poznać po jego wielkich,
ciemnych oczach, które pełne wściekłości kierował raz na jednego, raz na drugiego, oglądając
całe zgromadzenie. Wyjęto mu chustkę z ust i odwiązano lasso, po czym generał rozkazał mu
wstać.
 Jak się pan nazywa  spytał więznia.
Nie odpowiadał mimo, \e pytanie powtórzono jeszcze parę razy.
 Je\eli pan nie będzie odpowiadał  powiedział ponowni generał  nie będę uwa\ał
pana za oficera, tylko za zwykłego opryszka i ka\ę na miejscu rozstrzelać. No to, jak się pan
nazywa?
Dopiero teraz więzień wymienił swoje nazwisko.
 Słyszał pan, co ten senior nam opowiedział?
 Słyszałem.
 I przyznaje pan, \e to prawda? [ Pobierz całość w formacie PDF ]