[ Pobierz całość w formacie PDF ]

go całkiem wyraznie.
- Znalazł pan coś, co mogłam wtedy kopnąć?
Snop światła poruszył się ponownie.
- Nie, nic tu nie ma... Chwileczkę!
Zapadła cisza, policjant zniknął im z pola widzenia.
- Czekamy - powiedział cierpliwie Hultn.
- Coś się błyszczy...
Anderson pojawił się po chwili.
- To ten klucz?
Zszedł na dół i wszyscy zaczęli podziwiać jego znalezisko. Nagle ich uwagę przykuły
jakieś odgłosy na zewnątrz stajni. Szmer podnieconych męskich głosów.
- Wracamy na komisariat, zanim ten klucz znów nam zniknie - oświadczył inspektor.
- I tak nas daleko nie zaprowadzi - stwierdził Anderson. - Wciąż nie wiemy, gdzie jest
zamek.
W tej samej chwili w drzwiach stajni pojawił się jeden z robotników.
- Przepraszam, zobaczyliśmy samochód policyjny i...
- Tak? Jestem inspektor Hultn. O co chodzi?
- Hm, może chciałby pan rzucić na to okiem. Znalezliśmy coś...
Spojrzeli po sobie, ruszając za mężczyzną.
- Narkotyki? - spytali wszyscy jednocześnie.
Robotnicy zebrali się pod łyżką koparki, zwieszającą się groznie nad ich głowami.
Wpatrywali się w otwór w ziemi. Katja zauważyła, że jeden z mężczyzn odsunął się na
bok, jakby miał dość tego, co ujrzał.
Hultn z Jonaszem podeszli pierwsi i nachylili się nad wykopem.
- Ojej! - powiedział inspektor z zadziwiającym spokojem.
136
Jonasz odwrócił się gwałtownie.
- Katja! Nie podchodz!
Zatrzymała się.
- Nigdy nie byłam specjalnie odważna. Co to jest?
- Ciało - odrzekł wstrząśnięty. - Niezbyt przyjemny widok.
- Myślę - powiedział Hultn do Andersona - że wreszcie mamy powód, by ponownie
zająć się naszym dyrektorem!
137
ROZDZIAA XIX
Inspektor Hultn z miejsca nabrał wigoru. Walka z cieniem nareszcie się skończyła.
Katja z podziwem obserwowała szybkość jego działań i sprawność ekipy śledczej, którą
wezwał na miejsce zbrodni.
- Wracamy do miasta? - spytał Jonasz. Stali w gromadzie robotników, w stosownej
odległości od wykopu.
Katja marzła w lekkich botkach, a zdarzenie ją przygnębiło. Mimo to odrzekła z
wahaniem:
- Zaraz. Chcę się dowiedzieć czegoś więcej.
Jonasz przywołał Hultna gestem dłoni.
- Musimy jechać - powiedział. - Katji jest zimno. Czy możemy coś jeszcze zrobić dla
pana?
Hultn był podekscytowany czekającym go zadaniem. Oczy mu błyszczały.
- Nie, zrobiliście już dość.
- Wiecie, kto to jest? I jak długo...?
- To ciało kobiety. Lekarz sądzi, że leży tu najwyżej dwa lata, przypuszczalnie tylko rok.
Podszedł Anderson.
- Znalezliśmy torebkę. To może być pani Svantesson.
- Doprawdy? - warknął inspektor.
- Pani Svantesson? - zdziwiła się Katja. - Przecież ona utonęła? Na żaglówce.
- Jak tam z nią właściwie było? - Inspektor podrapał się po karku. - Znaleziono tę
żaglówkę?
- Tak, przewróconą do góry dnem - odrzekł Anderson. - Nie znaleziono ciała.
- Płynęła sama?
- Tak przynajmniej twierdził Svantesson. Sam miał świetne alibi, cały dzień spędził w
biurze.
138
- Sprawdz, czy Berra lub Stickan potrafią obchodzić się z żaglówką! Co powiedziała ta
gospodyni? %7łe dokąd wyjechał Svantesson?
- Nie wiedziała. Tylko tyle, że zabrał samochód.
- A więc to go wystraszyło! - wykrzyknął zamyślony Jonasz.
- Co takiego?
- Słowa Grana. O tym, że mają tu kopać. Rozumiecie? Za pierwszym razem uciekł do
Brazylii, wtedy kiedy go wywłaszczono, co to za okropne słowo, nie ma lepszego? No,
ale musiał wrócić, po to tylko by z ulgą stwierdzić, że chodzi o drobnostkę. W jego
oczach to drobnostka! Wczorajszej nocy doznał szoku. Koparki wróciły!
- W rzeczy samej, podejrzanie coś mu się wczoraj śpieszyło - powiedziała Katja.
- O której wyjechał? - spytał Hultn Andersona.
- O piątej rano.
Inspektor zamyślił się.
- Musimy zamknąć wszystkie drogi prowadzące do Danii. Jeśli jest na tyle głupi, by tam
jechać...
- Nie sądzę - przerwała mu Katja. - Ma zakaz opuszczania kraju, prawda? Więc z
pewnością zostanie zatrzymany na lotniskach czy w portach. Służba promowa też go nie
przepuści. Coś innego mnie zastanawia.
- Proszę mówić!
- Kiedy byłam tutaj na przyjęciu, dyrektor gościł jakąś Norweżkę. Była nim oczarowana,
co za fatalny gust! Miała wracać do Norwegii następnego dnia.
- Z jakiego regionu Norwegii pochodziła?
- Tego nie powiedziała, ale sądząc po dialekcie, z okolic Oslo.
- Norwegia? - powtórzył inspektor. - Więc albo ukryje się u niej, albo ruszy wprost na
lotnisko. To mu możemy utrudnić. Jest jeden kłopot z Norwegią, ma zbyt wiele przejść
granicznych.
- Mógł już dotrzeć do granicy? - spytał Jonasz.
Hultn spojrzał na zegarek.
139
- Nie sądzę. Co to nam jednak daje? Nie zdążymy zawiadomić wszystkich posterunków,
a samochodem go nie dogonimy. Wyślemy natychmiast rozkaz aresztowania do
głównych okręgów policyjnych, ale Svantesson wybrał z pewnością jakąś leśną drogę.
Poza tym może pozbyć się samochodu i przekroczyć granicę piechotą albo autostopem.
Nawet pociągiem. Jeśli się mu to uda, wszelki ślad po nim zaginie.
- Niekoniecznie - powiedział Jonasz z namysłem.
Hultn spojrzał na niego spod zmarszczonych brwi.
Nie od razu zrozumiał.
- Chodzi ci o...? Oczywiście! Miło z twojej strony, Callenberg. Spałeś w nocy? Przecież
miałeś jakieś zlecenie?
- Spałem trzy godziny. W zupełności wystarczy.
- Zwietnie! - rzucił Hultn, odzyskując pewność siebie. - Zabierz ze sobą Andersona, ja
muszę zostać tutaj. Sprawdzcie najpierw główną drogę, dopiero potem boczne.
Svantesson porusza się samochodem kombi, kolor zielony metalik, Anderson zna markę.
Powinniście dotrzeć do granicy o tym samym czasie. Jeśli wyruszycie natychmiast!
- Jadę z wami - oświadczyła Katja.
- O, nie, moja miła! - Jonasz zatrzymał się na chwilę. - Svantesson jest podejrzany o
morderstwo!
- Jeszcze nigdy z tobą nie latałam.
- Znajdziemy na to lepszy moment.
- A jeśli coś ci się stanie...
- To stałoby się i tobie, gdybym cię zabrał. Poza tym mam Andersona za opiekuna.
Głowa do góry! Jeszcze nie tak dawno gotowa byłaś poświęcić się i mnie porzucić.
- Jest pewna różnica! Chcę tylko, byś miał przyszłość bez trosk, a nie żebyś w ogóle nie
miał przyszłości!
- Wariatka! - uśmiechnął się Jonasz i potargał jej włosy. - Nie chcę mieć przyszłości bez
trosk, chcę ciebie z całym bagażem złości, rozpaczy, rozczarowań i porażek. To dodaje
życiu smaku, jak mówią. Idz do domu, uważaj na siebie i bądz piękna, jak wrócę! No, no,
mamy plamę na buciku! Tak nie można, trzeba dbać o siebie, nawet jeśli przebywa się
wśród pospólstwa! Będę w domu za parę godzin.
140
Katja schyliła się i odruchowo przetarła buty. [ Pobierz całość w formacie PDF ]