[ Pobierz całość w formacie PDF ]

drogą, której opis dałem. Rozkochany w sobie
bawić pod tym warunkiem, \e przypomina
umysł poszukuje w świecie zewnętrznym
nam mniej więcej grę marzenia sennego.
jedynie pretekstu dla urzeczywistnienia swoich
W pierwszym rzędzie zaznaczę pewne
urojeń: jakieś głosy niewyrazne dochodzą do
ogólne rozluznienie prawideł rozumowania.
uszu, jakieś barwy przepływają jeszcze
Rozumowanie, z którego się śmiejemy, to
przez pole widzenia, a więc zmysły nie
rozumowanie, którego fałszywość sobie
zamknęły się całkiem. Lecz śpiący zamiast
uprzytamniamy, lecz które moglibyśmy za
przywołać wszystkie wspomnienia na pomóc,
prawdziwe uwa\ać, gdybyśmy je usłyszeli
by zinterpretować to, co zmysły postrzegają,
we śnie. Podrabia ono rozumowanie praw-
woli posłu\yć się tym, co postrzega, do
dziwe na tyle trafnie, by zwieść umysł
materializacji ulubionego wspomnienia; i tak
uśpiony. To tak\e jest  jeśli kto woli 
świst wiatru w kominie przemienia się wów-
logika, lecz logika chybiona, która wskutek
czas zgodnie ze stanem duszy śpiącego,
tego uwalnia nas od intelektualnego trudu.
zgodnie z ideą, która zajmuje jego wyobraznię,
Wiele dowcipów to rozumowania tego ro-
w wycie dzikich bestii albo w melodyjne
dzaju, rozumowania skrócone, których tylko
zawodzenie. Jest to zwykły mechanizm
punkt wyjścia został nam podany oraz
sennego złudzenia.
konkluzja. Ta gra myślowa zbli\a się zresztą
Je\eli jednak złudzenie komiczne jest
do gry słów w tej mierze, w jakiej ustalone
złudzeniem sennym, je\eli logika komizmu
stosunki między ideami stają się coraz bardziej
jest logika snów, przeto mo\na się spodziewać
powierzchowne: z wolna zatraca się sens
napotkania w logice śmieszności
słyszanych wyrazów i tylko dzwięk zwraca
najró\niejszych cech logiki marzenia sennego.
uwagę. Być mo\e nale\ałoby w podobny
Jeszcze raz sprawdza się tutaj prawo, które
sposób zbli\yć do marzenia sennego niektóre
znamy od dawna: je\eli pewna forma
bardzo komiczne sceny, gdzie jakaś postać
zostanie uznana za śmieszną, przeto inne
zaczyna systematycznie powtarzać na
109
221
220
do końcowej niedorzeczności. Ale ten marsz
opak zdania szeptane jej do ucha przez inne
ku absurdowi sprawia na śpiącym wra\enie
postacie? Kto raz zdrzemnął się pośród
osobliwe. Jest to, jak myślę, takie samo wra-
rozmawiających ze sobą ludzi, pamięta, jak
\enie, jakie ma pijak osiągnąwszy ów błogo-
często ich słowa powoli gubiły sens, jak
stan, gdzie nic się ju\ dla niego nie liczy, ani
dzwięki ulegały zniekształceniu i zlewały się w
logika, ani konwenanse. Spostrzegamy teraz,
jedno, przybierając w jego umyśle naj-
\e niektóre komedie Moliera dostarczały
dziwaczniejsze znaczenia, i jak odgrywał ze
takiego samego wra\enia; na przykład Pan de
swym rozmówcą scenę Maciusia z Suflerem 8ł) .
Pourceaugnac, która to sztuka zaczyna się
Istnieją ponadto obsesje komiczne,
zupełnie rozumnie, a potem przynosi coraz
niezwykle, zdaje się, podobne do obsesji
większe dziwactwa, albo Mieszczanin
sennych. Komu\ to się nie zdarzyło oglądać
szlachcicem, gdzie postacie w miarę rozwoju
jeden i ten sam obraz powracający w wielu
komedii zdają się krą\yć coraz szybciej,
kolejnych snach i obarczony za ka\dym
porwane wirem szaleństwa.  Jeśli jest w
razem jakimś swojskim znaczeniem, gdy tym-
świecie ktoś, kto ma potę\niejszego bzika,
czasem poza nim sny te nie miały nic wspól-
85)
pozwolę sobie dać sto batogów" . To
nego ze sobą! Zjawisko powtarzalności wy-
powiedzenie, które daje nam znać, \e sztuka
stępuje w tej swoistej postaci niekiedy w teatrze
jest skończona, budzi nas z najbardziej
i w powieści; w niektórych wypadkach daje się
dziwacznego snu, w jaki zapadliśmy wraz z
w nim słyszeć echo marzenia sennego. I być
panem Jourdain.
mo\e to samo dzieje się z refrenem wielu
Najbardziej jednak istotna jest dla snu
piosenek: zatrzymuje się, by niebawem
demencja. Istnieją pewne swoiste sprzecz-
powrócić przy końcu ka\dej zwrotki, za
ności tak naturalne dla wyobrazni śpiącego i
ka\dym razem przepojony nowym sensem.
tak szokujące dla rozumu przebudzonego
Często tak\e mo\na zauwa\yć we śnie
człowieka, i\ niemo\liwością byłoby dać
szczególne crescendo: oto jakieś dziwo
komuś dokładne i pełne tego pojęcie, gdyby
rozrasta się wraz ze snem samym. Pierwsze
sam tego był nie prze\ył. Mam na myśli owo
ustępstwo wydarte rozumowi pociąga na-
dziwaczne, będące dziełem snu stopienie się
stępne, to zaś jeszcze powa\niejsze i tak a\
dwóch osób, które tworzą jedną,
110
222
chocia\ ka\da pozostaje sobą. Zazwyczaj
tygodnie po urodzeniu kąpano nas razem w
jedną z tych osób jest śpiący; czuje on, \e nie
tym samym cebrzyku. Jeden z nas utonął, ale
przestał być tym, kim jest, niemniej stał się
dotąd nie wiadomo który. Jedni myślą, \e to
kimś innym. To on i nie on. Słyszy swój głos,
,był Bili, inni, \e to ja byłem.  To bardzo
widzi swoje ruchy, czuje wszak\e, \e ktoś
dziwne. A co pan sam myśli o tym?  Niech
inny po\yczył sobie od niego ciało i
pan posłucha, zdradzę panu tajemnicę, której
odebrał mu głos. Albo te\ będzie mówił i
nie odsłoniłem jeszcze przed nikim z \yjących.
czynił jak zwykle, tyle \e będzie mówił o
Jeden z nas miał szczególny znak, ogromny
sobie jak o kimś obcym, z którym nie ma sam
pieprzyk na odwrocie lewej dłoni, to ja byłem
nic wspólnego; będzie oderwany od siebie
tym dzieckiem i to dziecko właśnie utonęło..."
8li)
samego. Czy\ nie odnajdujemy tego
Gdy się bli\ej temu przyjrzeć,
zastanawiającego pomieszania w niektórych
niedorzeczność tego dialogu okazuje się nie
scenach komicznych? Nie mówię o Amfitrio-
byle jaką niedorzecznością. Znikłaby bez
nie, w którym wprawdzie owo pomieszanie
śladu, gdyby opowiadająca osoba nie była
jest zasugerowane umysłowi widza, lecz
jednym z blizniaków, o których mowa; polega
większość jego efektów komicznych pochodzi
zaś na tym, \e Mark Twain oświadcza, i\ jest
raczej z tego, co nazwałem  nało\eniem się
jednym z tych blizniaków, podczas gdy
dwóch ciągów na siebie". Mam na myśli
wyra\a się tak, jakby był kimś trzecim, kto
niezwykłe i komiczne rozumowania, w których
opowiada ich dzieje. Właśnie w ten sam
to pomieszanie występuje w stanie
sposób zachowujemy się w większości
czystym, tak i\ trzeba refleksyjnego wysiłku
naszych marzeń sennych.
do jego wydobycia. Proszę posłuchać od-
powiedzi, jakich udzielił Mark Twain prze-
prowadzającemu z nim wywiad dziennika-
rzowi:  Czy pan ma brata?  Owszem,
Po rozpatrzeniu tego ostatniego punktu
nazywał się Bili. Biedny Bili!  A zatem
komizm przybrał nieco inną postać ni\
umarł?  Tego właśnie nikt dobrze nie wie.
dotychczas mu przypisywana. Jak dotąd,
Jakaś tajemnica cią\y nad tą sprawą.
upatrywaliśmy w komizmie nade wszystko
Zmarły i ja byliśmy blizniakami. W dwa
środek poprawczy. Zestawmy ciąg efektów
111
224
225
dach równie\ znajdziemy jego wy tłumaczenie.
komicznych i wyodrębnijmy co pewien czas
Kiedy postać komiczna ciągnie swą myśl
typy dominujące, a przekonamy się wówczas,
automatycznie, zaczyna w końcu myśleć,
\e pośrednie efekty nabiorą komicznej mocy
mówić, czynić, jak gdyby śniła. Otó\ sen jest
dzięki podobieństwu z owymi typami i \e te
odprę\eniem. Utrzymywanie kontaktu z
typy są w równej mierze wzorami
ludzmi i z rzeczami, dostrzeganie jedynie
impertynencji skierowanymi przeciw
tego, co jest, myślenie tylko o tym, co się
społeczeństwu. Społeczeństwo odpowiada na te
odbywa, wszystko to wymaga silnego i
impertynencje śmiechem, co jest jeszcze
nieprzerwanego napięcia intelektualnego.
większą impertynencją. Zmiech pozbawiony
Zdrowy rozsądek jest właśnie tym napięciem.
byłby więc \yczliwości i za zło złem by się [ Pobierz całość w formacie PDF ]