[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wdziękiem i bezpretensjonalnością. Jak by się taki kurs nazywał:  Stosowanie technik
para-erotycznych a podnoszenie efektywności operacyjnej funkcjonariusza w służbie tajnej"?
Kompletnie straciła głowę. Dała się ponieść uczuciom. Trudno, stało się. Pomoże mu wykryć sprawcę
finansowych machlojek, a potem do widzenia: Fisher na zawsze zniknie z jej życia.
Tylko dlaczego ta perspektywa wywoływała w niej takie przygnębienie?
Zadzwoniła do Denise, ale telefon dalej nie odpowiadał. Dziwne. Denise, zawsze odpowiedzialna,
rzetelna, nie mogła, ot tak sobie, po prostu nie przyjść do pracy. Annie zaczynała być niespokojna.
Musiało zdarzyć się coś strasznego. Innego wyjaśnienia nie znajdowała. Czyżby Denise była
uwikłana w sprawę? Annie na tę myśl robiło się niedobrze.
Fisher zatrzymał się pod drzwiami Annie. Z wnętrza dochodziły przytłumione dzwięki telewizora.
Podniósł dłoń, chciał zapukać... i rozmyślił się. Co mógł jej powiedzieć na swoje usprawiedliwienie?
Nic. Kompletnie nic.
Wykonywał swoją pracę: nawiązał kontakt z podejrzaną, zyskał jej zaufanie, miał zdobyć informacje.
Rutynowa procedura, a jednak czuł się jak
410 Jennifer McKinlay
ostatni łajdak. Z ciężkim westchnieniem wszedł do swojego mieszkania, zapalił światło, rzucił
marynarkę na najbliższe krzesło.
- Harpy?! - zawołał. Cisza, żadnej odpowiedzi. - Harpy?
Podszedł do klatki. Pusta. Specjalnie się nie przejął, bo Harpy potrafiła otworzyć sobie drzwiczki.
- Harpy? - Zajrzał do łazienki, Harpy lubiła się tu chować, ale nie tym razem, niestety.
Teraz zaniepokoił się już na dobre. Sprawdził wszystkie okna: zamknięte, nie mogła wyfrunąć.
Zajrzał pod łóżko, pod komodę, nigdzie śladu papugi.
Usłyszał nagle krzyk z mieszkania Annie i w sekundę był pod jej drzwiami.
- Annie, otwórz!
Drzwi natychmiast się otworzyły i Fishera zamurowało. Annie stała w progu z potarganym włosem, a
na czubku głowy siedziała jej Harpy i machała skrzydłami jak oszalała.
- Zdejmij ją - wycedziła Annie przez zaciśnięte zęby.
Fisher wyciągnął dłoń i Harpy, niechętnie, ale w końcu uwolniła Annie od swojej ptasiej osoby.
- Jak ona się tu dostała?
- Nie wiem - burknęła Annie, odgarniając włosy z twarzy. - Siedziałam na kanapie i oglądałam
telewizję, a ona nagle wylądowała mi na głowie i zaczęła skrzeczeć.
Fisher spojrzał na kanapę, na ściany. Rzuciła
Tajemniczy lokator 411
mu się w oczy obluzowana kratka wentylacyjna. Annie poszła za jego wzrokiem.
- Myślisz, że tędy się przedostała? - zagadnęła.
- Innego wyjaśnienia nie widzę. Co oglądałaś?
- Słucham?
- Co oglądałaś?
- Nowojorskich gliniarzy.
- Aha. - Fisher pokiwał głową.
- Co, aha?
- Ulubiony serial Harpy. Ona ma wyrazną słabość do Dennisa Franza.
- Nie wygłupiaj się.
- Zobacz.
Fisher uniósł dłoń, dając Harpy znak, że może sfrunąć i ta natychmiast przeleciała na telewizor,
zwiesiła się łepkiem w dół, a kiedy na ekranie pojawił się Franz, zaczęła zapamiętale dziobać w szkło.
- Niezwykłe - bąknęła Annie.
- Musiała usłyszeć, że serial się zaczyna, uznała, że obejrzy go razem z tobą, i przecisnęła się przez
przewód wentylacyjny. Nie podrapała cię?
- Chyba nie.
- Pokaż głowę, sprawdzę - zażądał głosem nie-znoszącym sprzeciwu.
Zaczął delikatnie rozgarniać jej włosy; były tak jedwabiste i tak pięknie pachniały, że zapomniał, po
co to robi. Miał ochotę wziąć ją w ramiona, przytulić i pocałunkami zlikwidować wszystkie
nieporozumienia, jakie narosły między nimi. Annie musi mu na nowo zaufać, a na to trzeba czasu. Nic
na siłę.
412 Jennifer McKinlay
Opuścił ręce i odsunął się o krok.
- %7ładnych zadrapań. I przepraszam za Harpy.
- Nic się nie stało - powiedziała Annie, spoglądając na papugę. - Mądrala z niej.
- Dobrze to ujęłaś - przytaknął Fisher.
- Cieszę się, że cię tu zwabiła, bo chciałam z tobą porozmawiać... o dochodzeniu. Mam wrażenie... że
ktoś... Nie jestem pewna...
- Annie, ty coś wiesz. Musisz mi powiedzieć. Zmarszczyła czoło.
- Nie wiem, wydaje mi się tylko, że coś jest nie w porządku.
- Mów.
- To tylko domysły - zastrzegała się. - Nie chcę nic mówić, dopóki nie będę miała pewności.
- To po co w ogóle zaczynałaś? - zniecierpliwił się Fisher lekko.
- Bo chcę ci ufać.
- Chodz tutaj. - Fisher otworzył ramiona i przygarnął ją do siebie. - Wiem, że ci ciężko, bardzo mi
przykro z tego powodu. Gdybym coś mógł zrobić...
- Możesz. - Annie uwolniła się z jego objęć i cofnęła o krok. - Skończ to dochodzenie.
ROZDZIAA SIDMY
- Co takiego?
- Słyszałeś. Skończ dochodzenie - powtórzyła. Fisher przeczesał włosy palcami.
- Wiesz, że nie mogę.
- Wiem tylko, że nie chcesz.
- Masz rację. Nie chcę - zgodził się. - Ktoś cię wykorzystuje, Annie. Ktoś pierze pieniądze, po-
chodzące prawdopodobnie z handlu narkotykami. Mam zamknąć na to oczy?
Annie jakby skuliła się w sobie, blask w jej oczach zgasł.
- Narkotyki? Nie mogę uwierzyć, że ktoś z moich znajomych zamieszany jest w narkotyki.
- Często tak bywa, ludzie z pozoru absolutnie uczciwi okazują się najgorszymi draniami - mruknął
Fisher.
414 Jennifer McKinlay
- I dlatego mnie podejrzewałeś? Bo wydawałam ci się z pozoru uczciwa?
- Owszem.
Annie odwróciła się powoli i usiadła na kanapie.
- Musi być jakiś powód. Ludzie nie robią takich rzeczy bez powodu.
- Powodem jest zwykle chciwość - powiedział . Fisher, siadając obok niej.
- Musi być coś jeszcze - szepnęła.
Fisher westchnął. Annie musi pozbyć się w końcu swoich różowych okularów.
- Ludzie bywają podli bez powodu. Zepsuci do szpiku kości. Tacy są i nie ma to żadnego wyjaśnienia.
- Dlaczego jesteś taki? - zapytała, wpatrując się w niego badawczo spod przymrużonych powiek.
-Jaki?
- Zimny. Twardy. Cyniczny. - Każde słowo brzmiało w jej ustach jak oskarżenie. - Dla ciebie
wszystko jest czarne albo białe. Dlaczego?
- Naprawdę tak mnie widzisz? - zapytał, zaskoczony gwałtownością jej tonu.
- Tak.
- Nie wiem, dlaczego jestem taki. Po prostu jestem i już.
- Bzdura - prychnęła. - Nikt nie jest taki, jaki jest, bez przyczyny. Jesteś tak zasadniczy, jakbyś kij...
- Chwileczkę - nie dał jej dokończyć. - To, że
Tajemniczy lokator
415
odróżniam dobro od zła, nie oznacza jeszcze, że kreuję się na sędziego. Patrzyłem na swoich
rodziców. Ich koncepcja odpowiedzialności polegała na sprawdzaniu, ile razy mogą zostać
zapudłowani. Jak kończyli kolejne badania w terenie, oddawali się polityce: łazili na wszystkie
możliwe demonstracje, brali udział w każdym marszu protestacyjnym. Jak nie wyrazili swojego [ Pobierz całość w formacie PDF ]