[ Pobierz całość w formacie PDF ]

małżeństwo, mieliście taki piękny dom& mogliście mieć dzieci&
 Tato, a ty wiesz, że matka Aleksa jakiś czas temu odeszła od swojego męża? On ją bił
trzydzieści pięć lat. Ja sobie tak pomyślałam, że Aleks chyba by się nie zmienił. On by raczej też
mnie bił trzydzieści lat, a ja bym tego nie wytrzymała. Chciałbyś, żeby mąż bił mnie przez
trzydzieści lat, tato?
Ojciec zamilkł na jakiś czas.
 Tato, jesteś?
 Jestem. Maryś& ty naprawdę nie piłaś?
 Naprawdę, tato. W sensie alkoholizmu, oczywiście, bo tak normalnie, to owszem, nawet
wczoraj, pyszny tokaj, mówię ci, rewelacja.
 Nie, nie, miałem na myśli uzależnienie&
 Tatku! Słowo honoru, NIE.
Głębokie westchnienie ojca dotarło do ucha Marii.
 Nawet nie wiesz, jak mi ulżyło. Ja właściwie uwierzyłem temu doktorowi, ale matka nie
potrafiła zwątpić w ukochanego zięcia. I tak mnie te wątpliwości trzymały. Wierzę ci, Maryś.
Kamień mi z serca spadł. No, powiedz, jakie masz plany, niech ja wiem, że sobie dajesz radę.
Podobno rąbnęłaś Aleksowi jakieś pieniądze? On tak mówił. To nie jesteś bez środków do życia?
 Wypłaciłam sobie honoraria za lata pracy. Wiesz, gotowanie, sprzątanie, pranie i tak
dalej. Usługi seksualne pominęłam.
 Przestań, Marysiu& Jakie usługi seksualne, przecież go chyba kochałaś. Na początku
przynajmniej.
 Tato, ja go kochałam aż do tego dnia, kiedy mnie uderzył. Dlatego teraz mam wątpliwości,
boję się, czy mi to nie wróci. Nie chcę, żeby wróciło. Zaczynam naprawdę nowe życie, na własny
rachunek. Już mam namotaną pracę.
 Na uczelni?
 Nie. Ale ci na razie nic nie powiem, dopiero jak mi zacznie wychodzić. Tato, mnie też
kamień z serca spadł. Nie mogłam znieść myśli, że wy się będziecie na mnie gniewać. Tatku,
spróbuj przekonać mamę.
 To nie będzie łatwe. Matka martwi się, że popełniasz grzech. Ja też się o to martwię, ale
mam nadzieję, że się dogadasz z Panem Bogiem. Jakoś naprawdę nie mogę myśleć o tym, że ktoś
mógłby cię bić i znęcać się nad tobą.
 Kocham cię, tato.
 Ja też cię kocham, Mareszko. Matka też& tylko trzeba jej dać jeszcze trochę czasu.
 Popracuj nad nią!
 Popracuję. Telefon zmieniłaś, zastrzeżony masz?
 Tak, ale zaraz ci wyślę numer esemesem. Nie chciałam, żeby Aleks do mnie dzwonił i
mnie denerwował. Muszę się bronić, tato. Rozumiesz.
 Rozumiem. Trzymaj się ciepło, dziecinko.
 Tato, jak będziesz do mnie mówił  dziecinko", to się po-ryczę! Ty się też trzymaj i mamę
uściskaj. Pa, tatku.
 Pa, Mareszko. Do usłyszenia.
Maria wytężyła siłę woli i udało jej się nie rozpłakać. Ta rozmowa zrobiła jej jeszcze lepiej
niż Sasza Winogradów (może szkoda, że mu nie dała telefonu). Bardzo nie chciała mieć wrogów
we własnych rodzicach. Ojciec najwyrazniej jest już po jej stronie. Matkę się przerobi!
Wysłała ojcu nowy numer komórki, porozmawiała chwilę z GPS-em i zaprogramowała
sobie adres państwa Pultoków na ulicy Nowowiejskiej, w dzielnicy Bezrzecze. Chytre urządzenie
doprowadziło ją do pięknej i ewidentnie zasobnej willi na peryferiach. Marię zachwycił widok: z
tego tarasu, którego kafelki już niedługo, być może, będzie pucować jakimś Cilitem Bangiem albo
innym świństwem, widać było rozległą panoramę miasta. Proszę bardzo, chętnie wypucuje taras z
takim widokiem.
Zaparkowała yarisa na podjezdzie i zadzwoniła do drzwi. Otworzyła je i wyszła na podjazd
(starannie zamykając za sobą drzwi) przystojna, czterdziestoletnia mniej więcej dama, odziana w
różowy, obcisły sweterek boucle i czarne legginsy. Maria pomyślała sobie, że jeśli kiedyś wejdzie z
panią w bliższą komitywę, poradzi jej ubrania o dwa numery większe. Apetyczna, kobieca
sylwetka, upchnięta w za małe rozmiary, nie wyglądała tak ponętnie, jakby mogła. Efekt psuły te
cholerne wałeczki& wszędzie właściwie.
Dama również przyjrzała się Marii bystrym okiem. Zobaczyła elegancką kobietę uczesaną w
ciasny koczek, w wygodnej, fał-dzistej spódnicy i zamszowej kurteczce. Wszystko w brązach, z
jednym wyjątkiem: kolorową apaszką od Hermesa. To znaczy z podróbką oczywiście. Szukające
pracy pomoce domowe nie miewają apaszek od Hermesa.
Apaszka była autentyczna. Maria dostała ją na poprzednie imieniny od męża. Ewentualna
chlebodawczyni nie mogła tego wiedzieć, więc nie zepsuło jej to humoru na starcie.
 Dzień dobry  zaczęła Maria mało oryginalnie.  Jestem Maria Strachocińska, z polecenia
pani Agnieszki Brańskiej-Borowskiej. W sprawie pracy.
 Dzień dobry  odrzekła dama w legginsach.  Gina Pultok. Jak pani toleruje psy?
 Bardzo lubię psy i chyba z wzajemnością.
 To korzystnie  orzekła dama. Miała straszny głos, niby normalny, ale o jakiejś takiej
częstotliwości, wysokiej i rozedrganej, wprawiającej w niepokój. Jakby co, trzeba się będzie
przyzwyczaić.  Mam dwie suczki. Najważniejsze, żeby one panią akceptowały. Jeśli im się pani
spodoba, będziemy rozmawiać.
 Jestem do dyspozycji  uśmiechnęła się Maria.
Przed przyjściem tutaj zastanawiała się, jaką taktykę przyjąć, czy udawać matołka i na
przykład ukryć swoje wykształcenie, ale doszła do wniosku, że na dłuższą metę to by było
okropnie męczące. Postanowiła być sobą. Skonsultowała zamiar z Lilą i uzyskała aprobatę.
 Zdecydowanie masz rację, Mareszko  powiedziała ta doświadczona osoba.  Niech oni się
czują dowartościowani, ciPultokowie& czy Pultocy? Pultokowie chyba. No. %7łe pracuje u nich
osoba na poziomie. Może o doktoracie już nie mów& Jeśli pozwolisz, podcieniowałabym ci te loki.
Zostawię dosyć długie, żebyś mogła robić sobie kok, bo uważam, że do pracy powinnaś wyglądać
skromnie. A jak znajdziesz Saszę Wino-gradowa, hehe, to rozpuścisz na ramiona.
Maria przypomniała sobie, że Lila była całe życie fryzjerką i perukarką w teatrze,
zaryzykowała więc i zgodziła się. I nie pożałowała. Między innymi dlatego wyglądała teraz na [ Pobierz całość w formacie PDF ]