[ Pobierz całość w formacie PDF ]

poznawać jej ciała na nowo. Jej delikatna skóra stała się napięta i
wrażliwa, drżała pod dotykiem jego warg.
- Zimno ci? - zapytał, zsuwając dłonie coraz niżej wzdłuż linii bioder i
muskając gładkie pośladki.
Jak mógł pytać? - Kath czuła w żyłach nie krew, lecz płynny ogień.
Zresztą, nie dał jej czasu na odpowiedz.
- Ja cię rozgrzeję. Ale... pocałuj mnie, tak jak przed chwilą, Kath.
Proszę...
Gdy ich usta zwarły się, dreszcz przebiegł po jego ciele. Gabe
zapragnął, by ta chwila trwała wiecznie. Natomiast dziewczyna
oczekiwała na coś więcej i wiedziała, że na pocałunku się nie skończy.
Zdobędzie Gabriela, tak jak kiedyś. Tylko ten mężczyzna miał nad nią
władzę. Jego dotyk... jego zapach... pełen pożądania oddech... Zcisnął ją
mocniej muskularnymi udami, przesunął końcem języka po policzku,
smukłej szyi i aksamitnej skórze piersi... Westchnęła spazmatycznie z
niepowtarzalnej rozkoszy, przygarnęła mocniej głowę kochanka.
Delektowała się wyrafinowaną, subtelną pieszczotą jego ust. Oplotła
rękami mocne plecy, wyczuwając drganie każdego muskułu. To był jej
Gabriel: spocony, gorący, pełen męskości i seksu. Pod opuszkami palców
poczuła napięte, rzezbione jak u starożytnych herosów mięśnie brzucha.
Zsunęła dłoń niżej, pragnąc odwzajemnić pieszczotę.
- Nie! - rzucił się w tył, chwytając jej rękę. Napotkał pełne zdumienia
i buntu spojrzenie. - Nie patrz tak na mnie, kochanie... I nie dotykaj mnie.
Jeszcze nie teraz.
- A właśnie, że teraz - powtórzyła uparcie, sięgając ponownie.
- Daj spokój. - Zdecydowanym ruchem zerwał z Kath ostatnią część
garderoby. - Chyba, że ja zrobię to pierwszy.
Gdy wsunął dłoń między jej uda, przestała panować nad sobą i
instynktownie ścisnęła kolana.
- Przestań natychmiast! To nie miało być tak! - odwróciła się do niego
RS
71
plecami. - Inaczej to sobie wyobrażałam - dodała z wyrzutem.
Przyciągnął ją do siebie, czując na wysokości ud jej jędrne pośladki.
Teraz jego dłonie spływały po jej brzuchu coraz niżej, aż do
jedwabistych kędzierzawych włosów. Zcisnął Kath mocniej czując, że
chce mu się wyrwać.
- Nie odwracaj się, chcę by ci było naprawdę dobrze.
Przekręcił dziewczynę na plecy, w miłosnym uniesieniu okrywał ją
pocałunkami od stóp do głów, lecz nie posuwał się dalej. To było ponad
jej siły. Rozdygotana i rozpalona myślała, że za chwilę oszaleje.
- O Boże! Co ty sobie wyobrażasz, Fowler?! Ja nie wytrzymam tego
dłużej! - wykrzyknęła.
- Wytrzymasz... - Uradował się w duchu na widok jej zakłopotania i
niecierpliwości. - Już niedługo, kochanie...
Uniósł się w ciemności i pewnym ruchem posiadł ją, łącząc rytm
bioder z namiętnym pocałunkiem. Zatopieni w sobie stworzyli jedność w
ciszy zakłócanej jedynie urywanymi westchnieniami i lekkim szelestem
pościeli.
Kath nie wiedziała, czy trwało to minutę, czy wieczność. Miała
wrażenie, że unosi się wyżej i wyżej, upojona myślą, że znów są razem i
szybują wśród własnych gwiazd po latach tęsknoty i oczekiwania. W
momencie największej rozkoszy miała wrażenie, że dotychczasowy świat
rozpadł się, a los wytyczył nowe drogi ich życia. Tylko ramiona Gabriela
dawały jej ukojenie, nie może go utracić! Nadzieja mieszała się z lękiem,
szczęście z bólem, nie czuła łez spływających po policzkach.
- Nie opuszczę cię więcej, kochanie - wiedział, co dzieje się w jej
sercu. - Nie obawiaj się, zostanę... - przytulił ją. Wreszcie czuła się
bezpieczna, potrzebna, kochana. Skryła głowę na jego piersi. Wziął ją
pod brodę. - Nie wstydz się, popatrz mi w oczy - rzekł ze śmiechem. -
Marzyłem o drugiej nocy Singapuru. Ale nawet w najśmielszych
marzeniach nie myślałem, że się zgodzisz... Kathy westchnęła.
- Masz nade mną całkowitą władzę, Gabe. Nie potrafiłabym ci
odmówić. Robisz ze mną, co zechcesz...
RS
72
- A ty sprawiasz, że płonę, Kath. Szaleję z miłości do ciebie. Dajesz
mi siebie... dajesz mi szczęście, czuję wreszcie, że żyję.
Płomień pożądania rozpalił na nowo ich zmysły, splecione ciała
falowały w półmroku, nie mogli nacieszyć się sobą, przeżywali daną im
rozkosz aż do utraty zmysłów, aż do ostatniego konwulsyjnego dreszczu. [ Pobierz całość w formacie PDF ]