[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Pa, córeczko! - zawołała za nią Lynn, z niechęcią my-
śląc o konfrontacji z Ryderem. Tyle zależało od tego, co on
teraz powie.
Odsłonił twarz zza ręcznika i spojrzał wprost na nią.
- Wszystko w porządku?
- Pewnie - odpowiedziała z nerwowym śmiechem. -A jak
inaczej miałoby być?
Rozdział 12
Minął tydzień. Ryder nie mógł się nadziwić, ile wysiłku
Lynn włożyła w to, by go unikać. Tak jakby była zdecydowana
zapomnieć o jego istnieniu. Uznałby to za komiczne, gdyby jej
nie kochał i gdyby tak bardzo nie zależało mu na poukładaniu
spraw między nimi. Znał przyczynę, dla której chciała od
niego uciec. Prawdopodobnie głęboko wstydziła się teraz
swojego zachowania w basenie. Ryder oddałby duszę diabłu,
by móc jej powiedzieć, jaką przyjemność sprawiła mu jej
namiętna reakcja. Jej pocałunki były spontaniczne i zmysłowe.
Wspomnienie, jak rozkwitła w jego ramionach, przyprawiło go
o drżenie. Płonął namiętnością, którą w nim wzbudziła.
Przeklinał się teraz za odrzucenie jej propozycji. Od po-
czątku chodziło mu o coś więcej niż przeżycie romansu; chciał
stać się dla Lynn kimś więcej niż kochankiem.
Pragnął zdobyć jej serce.
Incydent w parku wodnym uświadomił mu to w całej ja-
skrawości. Wprawdzie Lynn nie kochała go, ale wkrótce by go
pokochała. Do diabła, sam przecież kochał ją za dwoje.
Jeżeli jego samego zaskoczyła siła uczuć, jakie żywił dla
Lynn, ona zdawała się przeżywać tysiąckroć więcej. Do-
skwierał mu brak rozmowy z nią, ale kiedy telefonował do
salonu lub do domu, zawsze słyszał, że ma zostawić dla niej
wiadomość. A ona nie oddzwaniała. Ostatnio spróbował jeszcze
dwa razy, jednak za każdym razem Lynn znalazła powód, by
się z nim nie skontaktować.
Odwiedził ją kiedyś w firmie, ale usłyszał, że jest zajęta i
nie może go przyjąć. Powiedziano mu, że -jeżeli gotów jest
poczekać kilka godzin - może złapie ją w przelocie, ale bez
jakichkolwiek gwarancji. Poirytowany i zły, szybko opuścił
salon.
Zadzwonił do Michelle i Jasona i zabrał ich do kina w
nadziei, że odwożąc dzieci, natknie się na Lynn. Jednak i tym
razem go przechytrzyła. Odbierając Michelle od Toni,
dowiedział się, że ma po filmie odwiezć oboje do Morrisów.
Lynn zdawała się potrzebować więcej czasu, więc musiał
jej go dać. Kiedy będzie chciała porozmawiać, zadzwoni,
powiedział sobie, choć jego cierpliwość też miała granice.
Lynn zaparkowała samochód przed domem Toni i siedzia-
ła w nim przez kilka minut. Czekała ją trudna rozmowa.
Wiedziała, że Toni nie pozwoli jej niczego owijać w bawełnę.
Zresztą Lynn miała zaufanie do przyjaciółki i bardzo potrze-
bowała jej rad. Zacisnęła ręce na kierownicy i wysiadła z sa-
mochodu.
- Lynn! - powitała ją Toni w drzwiach. - Co za niespo-
dzianka. Wejdz.
Lynn nerwowo odgarnęła włosy z czoła.
- Masz chwilę? Jeśli nie, wpadnę pózniej.
Toni roześmiała się.
- Właśnie potrzebowałam wymówki, aby nie kosić
trawnika. Powinnam ci podziękować. Będę miała czym
usprawiedliwić się przed Joe.
Lynn zmusiła się do uśmiechu, poszła za Toni do kuchni
i skinęła głową w odpowiedzi na nieme pytanie o kawę.
- Więc co słychać w sprawie Rydera?
Lynn niemal zakrztusiła się gorącą kawą. Toni nie była
zwolenniczką długich wstępów.
- Dobrze... fantastycznie porozumiewa się z dziećmi.
- Mówię o tobie i Ryderze - naciskała Toni.
- Dobrze - odpowiedziała szybko. Zbyt szybko. Wyzwała
siebie w duchu od tchórzy.
- Ach tak. - Te słowa aż ociekały ironią. Toni usiadła na
krześle naprzeciwko Lynn i spytała: - Jak długo jeszcze za-
mierzasz go unikać?
Lynn zapytała zdziwiona:
- Skąd wiesz?
Toni uśmiechnęła się.
- Michelle powiedziała, że nie wie, dlaczego Ryder ma
odwiezć ich do mnie, skoro jesteś w domu. Szczerze mówiąc,
unikanie mnie też nie wychodziło ci najlepiej.
- Dlaczego wszystkim przychodzi tak łatwo mnie przej-
rzeć? - mruknęła Lynn i rozłożyła ręce. Czuła się jak
nieopierzony podlotek.
- Nie jest aż tak zle - odparła Toni protekcjonalnie. Przez
kilka sekund mieszała kawę. - Znam cię po prostu, i tyle.
Kiedy ostatnio się z nim widziałaś?
- Ponad dwa tygodnie temu.
- Pokłóciliście się?
- Tak jakby. Potem dzwonił do mnie kilka razy i raz
wpadł do salonu, ale... byłam zajęta.
Toni zaśmiała się cicho.
- Kiedy ostatnio rozmawialiście?
- Dziewięć dni temu.
- I jesteś znów gotowa do rozmowy?
Lynn skinęła głową. Była gotowa niemal od tygodnia, ale
Ryder przestał się do niej dobijać, jakby nie zależało mu już na
dalszej znajomości. Przez pierwsze dni po pamiętnej sobocie
wolałaby umrzeć niż rozmawiać z nim, ale teraz bez jego
przyjazni czuła się zagubiona i samotna. Straciła cierpliwość
do dzieci, była niespokojna i nie mogła skupić się w pracy,
byle co ją irytowało. Nic nie było jak trzeba. Nic jej się nie
podobało.
- On czeka, aż pierwsza wyciągniesz rękę na zgodę -
oświadczyła Toni.
Lynn zastygła z filiżanką kawy w ręku. Pragnienie rozmo-
wy z Ryderem to jedna sprawa, a zebranie się na odwagę, by
do niego zadzwonić, to druga. Gdyby jeszcze wiedziała, co
powiedzieć, ułatwiłoby to sprawę, ale mogła myśleć tylko o
namiętności, która ją ogarniała, gdy go całowała i prosiła, by
się z nią kochał.
Samo wspomnienie tego popołudnia podwyższało tempe-
raturę jej ciała o kilka kresek. Błagała go przecież, by się z nią
kochał. Myślała, że też tego chciał, ale on powiedział, że to
nie wystarczy. A może go czymś obraziła? Nie rozumiała
tego. Ryder przyznał, że jej pragnie, ale zachował się zupełnie
irracjonalnie. Kiedy wspomniała o Michelle i Jasonie oraz o
antykoncepcji, wycofał się jak niepyszny.
- I co? - naciskała Toni.
- Myślisz, że to ja powinnam do niego zadzwonić?
- Przyszłaś tu, bym ci to powiedziała, prawda?
- Sama nie wiem... -Lynn postawiła filiżankę. - Ryder
wzbudza we mnie dziwne uczucia, które mnie przerażają.
Kiedy o nim myślę, staję się nerwowa i nadpobudliwa.
Chciałabym, by nigdy nie wrócił z Bostonu, a jednocześnie
dziękuję Bogu, że wrócił. Bardzo się boję.
- Czego?
- Gdybym wiedziała, nie siedziałabym tutaj z duszą na
ramieniu. - Lynn podniosła głos zirytowana pytaniami, któ-
rymi przyjaciółka ją zarzucała. - Nie lubię tego uczucia, jakie
mnie ogarnia w jego obecności. Tak jak było dawniej, było
znacznie lepiej.
- Było ci zle.
- Nieprawda.
Toni uśmiechnęła się.
- Na pikniku odniosłam trochę inne wrażenie. Skarżyłaś
się, że przez ostatnie miesiące nie sypiasz dobrze i jesteś
niespokojna.
Lynn chciała zaprzeczyć, ale wiedziała, że to na nic. Toni
miała rację. Przyjaciółka uniosła się z krzesła, sięgnęła po
telefon i podała go Lynn. 0
- Proszę. Ja tymczasem wyjdę, możesz wygadać się, ile
dusza zapragnie.
- Ale...
- Chyba muszę jednak skosić ten trawnik - oświadczyła
Toni i dosunęła krzesło do stołu. - Znikam.
- Ale ja nie wiem, co mam mu powiedzieć.
- Coś wymyślisz.
Okazało się, że nie musi silić się na nic szczególnie bły-
skotliwego. Ryder wyjechał już z biura, a kiedy zadzwoniła do
niego do domu, odezwała się automatyczna sekretarka.
Zostawiła wiadomość, łajając się za drżenie głosu. Tak się
starała, by brzmiał radośnie. Co pomyśli Ryder, kiedy odsłucha
nagranie? Gdyby mogła, chętnie by je skasowała.
Kiedy wyszła przed dom, Toni rzuciła jej zaciekawione
spojrzenie i wyłączyła kosiarkę.
- Nie było go ani w biurze, ani w domu - wyjaśniła Lynn. -
Zostawiłam wiadomość na sekretarce, więc nie patrz na mnie,
jakbym była tchórzem.
- Na złodzieju czapka gore - roześmiała się Toni.
Była już prawie północ, a Ryder wciąż nie oddzwaniał.
Właściwie już dawno postanowiła, że nie będzie czekać na [ Pobierz całość w formacie PDF ]