[ Pobierz całość w formacie PDF ]

opowiedzieć Paige? Przecież jej prawie nie znasz.
- Znam. Nie będzie mną gardzić.
- No to sprawdźmy, czy pamiętasz wszystko dokładnie. Ilu
tam było ludzi?
- Sześciu, proszę pana.
- Ilu?
- Trzech. - Lloyd opuścił głowę.
- A jakiej broni zamierzali użyć?
- Wielkiego, groźnego...
Rye popatrzył na niego z ironicznym uśmiechem.
- Scyzoryka, proszę pana.
- No właśnie. W końcu mógłbyś przestać fantazjować.
Poczekaj chwilę, przygotowałem dla ciebie listę spraw do
załatwienia. Tylko przesłucham automatyczną sekretarkę.
Lloyd usiadł na kanapie i zamyślił się.
- Ciekawe - odezwał się nagle Rye. - Jakiś facet zostawił
wiadomość, że dzwoni w sprawie pracy z polecenia Patricka
O’Hallorana i czeka na mój telefon.
- Chyba pan w to nie wierzy.
- Patrick zachowuje się jak ojciec, który znalazł idealną
opiekunkę do dziecka i na pewno nie podał nikomu mojego
64
numeru telefonu. - Zaczął wybierać cyfry. - Zauważyłeś, jak
Paige posmutniała, gdy rozmawiała z ojcem o świętach?
- Tak.
- Może wiesz, dlaczego?
- To ma coś wspólnego z jej matką.
- Mówiła mi, że jej mama umarła, kiedy ona miała zaledwie
cztery lata. - Przedstawił się sekretarce Patricka. - Martwi mnie,
że w Bostonie nic się nie dzieje. Detektywi O’Hallorana nic nie
wykryli.
- Czy sądzi pan, że powinien tam pojechać?
- Paige chce być w domu na święta. Jeśli ją tam zabiorę i
umieszczę w bezpiecznym miejscu, mogę sprawdzić wszystko
osobiście.
- Jej ojciec nie chce, żeby przyjeżdżała.
- Ja tu czegoś nie rozumiem. Halo! Dzień dobry, Patrick.
- Co się stało? - zapytał ojciec Paige podenerwowanym
głosem.
- Czy kazałeś niejakiemu Carlowi Smithowi zgłosić się do
mnie?
- Nie.
- Tak też sądziłem. Zanotuj numer i każ go sprawdzić. Czy
pamiętasz, że chciałbym porozmawiać z twoim detektywem?
- Dobrze. Zadzwonię po nią. Będzie u mnie po południu. Coś
jeszcze?
- Chciałbym wiedzieć, dlaczego święta są tak ważne dla
Paige?
- Zapytaj ją.
- A czemu ty nie chcesz mi powiedzieć?
- Bo to nasza prywatna sprawa, a ty mógłbyś komuś o tym
wspomnieć. Znasz przecież tak wielu ludzi.
- Byłoby jej przykro?
- A czy to jest takie ważne? - zapytał Patrick po długiej
chwili.
65
- To bardzo trudny czas dla Paige. Nie chciałbym zrobić jej
przykrości.
- Nie powinieneś tak się angażować w to wszystko. Oboje nie
powinniście tego robić.
- To znaczy, że nie powinienem o nic ją pytać?
- Przepraszam, ale mam następną rozmowę - powiedział
Patrick i odłożył słuchawkę.
Mimo że Rye znał ojca Paige od dawna, pozostawał on dla
niego zagadką. Był bardzo wrażliwym człowiekiem, ale kiedy
uważał to za konieczne, naginał prawdę do swoich potrzeb. Z
pewnością jednak nie zrobiłby świństwa własnemu dziecku.
- Mówił pan coś o jakiejś liście - przypomniał mu Lloyd.
Rye zaczął przeglądać papiery, aż wreszcie znalazł kartkę,
której szukał. Podał ją Lloydowi, a ten przez kilka chwil
wpatrywał się w sporządzony przez Rye'a spis. Na jego twarzy
pojawił się uśmiech.
- W porządku, proszę pana.
- Uda ci się to wszystko dziś załatwić?
- Oczywiście. Proszę powiedzieć pannie O’Halloran, że
niedługo wrócę.
- Będzie zła, że wyszedłeś. Pomyśli, że to przeze mnie. [ Pobierz całość w formacie PDF ]