[ Pobierz całość w formacie PDF ]

przez chwilę.
- No, dobrze... wobec tego postaramy się, abyś przez kilka tygodni był w stanie, który
uniemożliwi ci akcję przeciwko Penelopie Bailey.
- To mi się nie podoba - zauważył Lomax.
- Nie spodoba ci się także, gdy to poczujesz - oświadczył Lodziarz. - Ale tylko w taki
sposób możemy mieć pewność, że cię przeciw niej nie wyśle.
Lomax spojrzał Lodziarzowi w oczy.
- Zgoda.
- Myślę, że dzisiejszego wieczoru będę musiał nalać cię trochę w barze. To zapewni
autentyczność twoim motywom, by mnie zastrzelić.
- Jak bardzo? - spytał podejrzliwie Lomax.
- Nie zanadto. Może uszkodzę ci rękę albo nogę na tyle tylko, abyś nie mógł zaatakować
Penelopy.
- A co będzie, jeśli w trzy dni pózniej pokaże się Silikonowy Chłopiec?
- Cholera! - mruknął Lodziarz. - Zapomniałem o nim. - Westchnął. - Możesz go załatwić
tylko wtedy, gdy jesteś w stuprocentowej kondycji. Myślę, że trzeba będzie udawać.
- To mi wygląda na wielki spektakl w wykonaniu dwóch mężczyzn, którzy ściśle mówiąc
nie są zawodowymi aktorami.
- Uda się - zapewnił Lodziarz. - Gdy ktokolwiek zwróci na to uwagę, wszystko będzie już
skończone. Ty natychmiast odejdziesz... Poinstruuję moich ludzi, by ci nie przeszkadzali, a paru z
nich będzie czekać na zewnątrz, żeby cię natychmiast odstawić do twego statku, po prostu na
wypadek, gdyby ktoś chciał mnie pomścić, albo, co prawdopodobniejsze, wyrobić sobie opinię
człowieka, który zgładził tego, kto zabił Lodziarza... Mnie zaś odniosą do biura, nim ktokolwiek
zdoła się zorientować. Wiadomość rozejdzie się jutro rano, a Ostatnia Szansa będzie oficjalnie
zaprzeczać przez kilka dni, a potem przyzna, że zostałem zabity przez Tancerza Grobów. -
Uśmiechnął się. - Gdy już będę pewien, że jesteś bezpieczny na terenie sfery wpływów
Namaszczonego, możemy nawet wyznaczyć cenę za twoją głowę, tylko po to, by sprawę
uprawdopodobnić.
- Jesteś pewien, że to wszystko jest niezbędne? - zapytał Lomax. - Myślałem, że możesz po
prostu na jakiś czas się ukryć, ja zaś rozpuściłbym wiadomość, że cię zabiłem.
Lodziarz potrząsnął głową.
- Nie, musimy to wszystko przeprowadzić. Ktoś powiedział twojemu szefowi, że jestem na
Ostatniej Szansie. To znaczy, że ktoś mnie tu wdział. Zapewne nadal znajduje się na tej planecie, a
jeśli tak, z pewnością dzisiejszej nocy będzie w barze lub w kasynie. Kimkolwiek jest, musi
widzieć, jak mnie zabijasz, i potwierdzić twoją opowieść. W przeciwnym razie Namaszczony nie
uwierzyłby ci.
- Zgoda - powiedział Lomax rozpierając się na krześle i uśmiechając się. - Przypuszczam, że
potrafię przeżyć reputację człowieka, który zabił Lodziarza. Zastanawiam się też, ilu ludzi zginęło
próbując zyskać ten tytuł?
- Więcej niż potrafisz sobie wyobrazić - stwierdził ponurym tonem Lodziarz.
22
W Końcu Trasy kłębił się tłum.
Lomax, zanim wybrał się do kasyna, wziął suchy prysznic i zjadł kolację w swym pokoju, a
potem znalazł się wśród zwykłej klienteli tawerny: górników, handlarzy, podróżników,
awanturników, łowców nagród, kurw oraz nieudaczników. Niektórzy ubrani byli w jaskrawe
jedwabie i satyny, inni nosili stroje, które bardziej pasowałyby na wojnie. Siedziało tam również
paru kosmitów: Canphorytów, Lodinitów i Robelian, jeden potężny Torqual, a nawet para
maleńkich Andrican. Lomax pierwszy raz w życiu widział przedstawicieli tego gatunku.
Lodziarza nie było widać, więc Lomax przespacerował się do stołów gier. Minął koło ruletki
oraz grających w oczko i w ciągu kilku minut przegrał siedemdziesiąt kredytów w jaboba.
Andricanin, który z nim wygrał, wyglądał jak zadowolone z siebie dziecko, chodząc dumnym
krokiem i wymachując pieniędzmi ze śmiechem, brzmiącym jak delikatny dzwięk dzwoneczków.
Nawet Lomaxa to rozbawiło. Wreszcie powędrował z powrotem do tawerny.
Większość stolików była zajęta. Pozostały tylko dwa wolne koło kasyna, ale absolutnie nie
miał zamiaru uciekać obok pół tuzina łowców nagród, jako że niektórzy mogli zacząć zastanawiać
się, czy zostanie ogłoszona nagroda za mordercę Lodziarza. Zaczekał więc, póki nie zwolnił się stół
przy drzwiach wyjściowych.
Usiadł, zamówił butelkę cygniańskiego koniaku, nalał sobie szklankę i ponownie rozejrzał
się po sali. Drogę do drzwi miał wolną, był dobrze widoczny przez ogromne jednokierunkowe
lustro za barem, gdzie Lodziarz powinien mieć umieszczonych kilku ludzi dla ochrony. Po części
skrywał go cień, jeśli więc nie pomacha teraz swą rzekomo zranioną ręką, nikt jej nie zauważy.
Najlepsi z łowców nagród, a przynajmniej cieszący się reputacją najlepszych, byli oddaleni o jakieś
sześćdziesiąt stóp przy stołach gry i nie zaryzykują trafienia któregoś ze zwykłych gości, gdy
skieruje się do drzwi.
Ostrożnie pomacał lewą rękę palcami prawej dłoni. Torebka z płynem imitującym krew była
na miejscu, tuż nad bicepsem, gdzie Lodziarz będzie mógł przeciąć woreczek nożem. Następnie
ponownie sprawdził swe uzbrojenie: pistolet miotający załadowany ślepakami miał na prawym
biodrze, na lewym zaś laserowy, ot tak na wypadek, gdyby obiecana przez Lodziarza ochrona nie
całkiem spełniła swe zadanie.
Lomax usiłował się odprężyć, zadowolony, że zrobił wszystko, co do niego należało, aby
fortel się powiódł. Teraz musiał już tylko poczekać na Lodziarza, który niewątpliwie chciał wybrać
taką chwilę, by mieć pewność, iż informator Namaszczonego znajduje się w lokalu.
Jedna z kurw podsunęła się do Tancerza, więc rozmawiał z nią przez parę minut. Gdy
zrozumiała, że nie ma zamiaru ubić z nią żadnego interesu, przeszła do rokującego większe nadzieje [ Pobierz całość w formacie PDF ]