[ Pobierz całość w formacie PDF ]

broszurze reklamowej.
- Więcej! Nie zawahałbym się nawet zaproponować specjalne go rabatu.
- Cóż pozwoliło ci przypuszczać, że w ogóle zainteresuje mnie jakiś tam
podrabiany kowboj?
- Nie zainteresował?
- Wtedy nie sował?
- A teraz?
- Może.
- Może?
- Może.
Nie wiadomo czy to ona uniosła głowę czy to Jess nachylił się nagle, dość, że po
ostatnim  może jego usta odnalazły wreszcie jej wargi.
Jego usta gorące i czułe, po prostu uwodzicielskie.
Nie wahając się dłużej z uczuciem niewysłowionej rozkoszy Lynn objęła go mocno
za szyję.
32
Dotknięcie jego ust obudziło łynn z długiego letargu. Uśpione zmysły ożyły. Od
wielu miesięcy, lat właściwie, samotnie borykając się z losem, nie miała czasu
ani ochoty poświęcić więcej uwagi tej sferze życia. Od dnia rozwodu pojawiali
się, co prawda, od czasu do czasu u jej boku nieliczni mężczyzni, lecz żaden z
nich nie wzbudził w niej nigdy takich emocji jak Jess.
Wystarczył jeden pocałunek tego mężczyzny, by ogarnął ją płomień.
Całowała go z oddaniem, żarliwie, tuląc się doń ze wszystkich sił i z radością
witając dowody jego entuzjazmu. Wewnętrzny ogień rozpalił ją całą, nieomal
pozbawiając zmysłów.
Tak długo tęskniła do gorących, niecierpliwych ust, do mocnych ramion, do
męskich kanciastych, twardych kształtów.
Nie przerywając pocałunku, Jess odwrócił się na plecy. Sięgnął dłonią do piersi
Lynn i pieścił je przez cienkie koronki tak długo, aż tchu jej zabrakło ze
spazmatycznej rozkoszy.
Wówczas znowu położył się na boku i porzucił jej usta, wędrując wargami w dół:
przez szyję i dekolt aż do rozkosznej doliny między dwoma apetycznymi
wzniesieniami.
Przewidując, ku czemu zmierza, jęknęła, zamknęła oczy i z tłukącym nieprzytomnie
sercem wyczekiwała nieuchronnego.
- Czy wiesz, ile razy wyobrażałem nas sobie w takiej sytuacji? - wyszeptał
zdyszany, kiedy uporawszy się z pomocą Lynn z koronkami, gładził jej nagie
piersi. - Bez przerwy, od chwili, gdy cię ujrzałem miotającą wzrokiem
błyskawice. - Zatonął głowa w jej dekolcie, drażniąc, odsuwając się i wracając,
pieszcząc tkliwie, czule, słodko, misternie, mocniej, a w końcu gwałtownie,
doprowadzając Lynn na skraj ekstazy. Zanurzywszy dłonie w jego włosach, drżała
jak w febrze, bezgłośnie domagając się dalszego ciągu. - Och, Lynn, wiedziałem,
że masz w żyłach gorącą krew - westchnął, wyzwalając w niej kolejne gwałtowne
dreszcze oczekiwania.
- Jess, Jess - powtarzała w kółko jego imię, nie umiejąc teraz znalezć innych
słów, by wyrazić swe uczucia.
Nie chciała już czekać dłużej i przejęła inicjatywę. Jess zamruczał niewyraznie
raz, drugi, trzeci, aż wreszcie, nie mogąc znieść dłużej jej samowoli, odwrócił
się z Lynn tak, że pod plecami czuła zimną skałę, a na sobie ciężar mężczyzny.
Nareszcie. Nie wytrzyma ani chwili dłużej, umrze, jeśli to się wreszcie nie
stanie. Już. Natychmiast. W tej sekundzie.
- O Boże, Lynn!
Z ochotą przyjął zaproszenie, pozwalając jej w nieskończoność delektować się
wytęsknionym połączeniem, po czym drocząc się - przypuszczając atak po to tylko,
by znienacka zrejterować - rozniecił pożogę na nowo.
Ich usta znów się odnalazły w szalonym, zachłannym, namiętnym pocałunku.
Kiedy się ocknęli po dalekiej podróży, nie mając nawet pojęcia, jak długo ona
trwała, Lynn, w samych skarpetkach, ze stanikiem żałośnie zwisającym na
ramiączkach, spoczywała w objęciach Jesaa, który zdążył odwrócić się tak, by
uchronić ją przed kontaktem z zimną skałą.
Garderoba kowboja prezentowała się nieco okazalej: miłosne uniesienia nie
zdołały pozbawić go skarpet i koszuli, sfatygowanej teraz i wymiętej.
Poza tymi dwoma fragmentami ubioru pozostawał jednak cudownie nagi - bosko,
zmysłowo, uwodzicielsko, rozkosznie nagi.
Lynn poruszyła się prowokująco; jego ciało natychmiast dało odpowiedz na ów
sygnał.
- Hej, tam! - rzucił Jess w ciemność.
Uśmiechnęła się do niego, lecz uzmysłowiwszy sobie, że tego nie widzi,
podciągnęła się w górę, by pocałować go w usta.
- Witam pana - powiedziała zalotnym tonem i zgrabnie uwolniła się wreszcie z
uwierających ją koronek.
- Nie wiem jak ty, ale ja chętnie spróbowałbym jeszcze raz - wyznał pełnym
pożądania głosem.
- Nienasyceniec - zawstydziła go czule, ze śmiechem i wyraziła przyzwolenie
długim pocałunkiem, który na powrót zbudził niedawno przebrzmiałe dreszcze.
Dłoń Jessa podążyła ku piersiom Lynn.
- Powinniśmy najpierw sprawdzić poziom wody - zaprotestowała słabo, ulegając
mimo woli czarowi tych magicznych zabiegów.
- Do diabła z poziomem wody!
- Naprawdę powinniśmy zająć się... - zaczęła mówić, lecz nie skończyła, gubiąc
myśl. - Jess! Och, Jess! - jęczała i wzdychała na zmianę, przyzywając go
bezwiednie z najsłodszej otchłani.
- Auuu! Uwaga na ramię! - Ból sprowadził Jessa z obłoków, gdy wyczerpana
emocjami Lynn osunęła się bezwładnie na jego tors.
- Wybacz, nie chciałam. Uraziłam cię? - Uśmiechnęła się przepraszająco, garnąc
się skwapliwie do niego. Otoczył ją zdrowym ramieniem.
- Tylko moje ramię. Cała reszta po prostu rozkwita.
- Naprawdę? - spytała z kokieterią, całując szorstki podbródek kowboja.
- Tak, proszę pani. Czy życzy sobie pani przekonać się o tym po raz trzeci?
- Uważam, że naprawdę powinniśmy sprawdzić poziom wody. I twoje ramię też. -
powiedziawszy to, stanowczo, acz z wielką niechęcią oderwała się od Jessa i
przesunęła ostrożnie na skraj skalnej półki, przytrzymując się krawędzi w obawie
przed wpadnięciem do wody.
- Jess, gdzie podziałeś zapalniczkę?
- Przyznaj się lepiej, że wcale ci nie zależy na ustaleniu poziomu wody - to [ Pobierz całość w formacie PDF ]