[ Pobierz całość w formacie PDF ]

mógłbym wpaść do ciebie po drodze i zobaczyć, jak się czujesz. Twojego
przyjaciela już chyba nie ma? O kim on mówi? Dopiero po chwili olśniło ją. Z
pewnością chodziło mu o Johna. Właściwie sam podsuwał jej wytłumaczenie,
dlaczego nie może go wpuścić, wystarczyło tylko zaprzeczyć... Ale ten pomysł był
spózniony, bo zaskoczona, bez zastanowienia, skinęła głową i cofnęła się nieco w
tył, robiąc mu przejście.
 Właśnie miałam się kłaść do łóżka...  zaczęła niepewnie, kiedy weszli do
pokoju i natychmiast oblała się rumieńcem, bo poczuła na sobie jego wzrok.
Jak błyskawica przebiegło jej przez myśl wspomnienie chwil, kiedy zostawali
ze sobą sam na sam. Wtedy natychmiast, jednym skokiem, była w jego ramionach i
tuląc się do niego, namiętnym szeptem zapewniała go o swojej miłości.
 Nie chcę ci przeszkadzać. Tak jak mówiłem, przejeżdżałem tędy i
zobaczyłem, że na dole pali się świato. Przypomniałem sobie migreny, jakie kiedyś
miewałaś. Zawsze mówiłaś, że środki przeciwbólowe wcale ci nie pomagają i że
najlepszym lekarstwem jest masaż.
Wbiła w niego rozszerzone ze zdumienia oczy. Chyba musiała się przesłyszeć?
Rzeczywiście kiedyś wmawiała mu, że masaż najlepiej jej pomaga, ale mówiła tak,
bo chciała czuć dotyk jego rąk, bo sprawiało jej to przyjemność. Czyżby chciał dać
jej do zrozumienia, że jest skłonny znów służyć jej pomocą? Po tym, w jaki sposób
się rozstali... Po przeszło dziesięciu latach niewidzenia? To przypuszczenie było
tak nieprawdopodobne, że z pewnością musiało się jej coś przywidzieć.
Wiele ją kosztowało, by opanować się i spojrzeć mu prosto w oczy. Patrzył na
nią pytająco, jakby spodziewał się usłyszeć jakąś odpowiedz.
Przez moment walczyła ze sobą... z dzikim pragnieniem, by ulec, by zapomnieć
o przeszłości... uwierzyć w jego słowa i przystać na to, co proponował; by
zapewnić go szeptem, że tak, że tego właśnie chce, że o tym marzy; zamknąć oczy
i poddać się biegowi wydarzeń, zdać się na łaskę losu, podporządkować
opatrzności, która dziś wieczorem doprowadziła go pod jej drzwi. W ostatniej
chwili zwyciężył rozsądek.
 To nie jest migrena  sprostowała, mając nadzieję, że po jej głosie nie
domyśli się burzy uczuć, jakie nią owładnęły.
Zachowywała się zupełnie nie jak trzydziestoletnia kobieta, a jak nieopierzona
nastolatka. Przecież przez te ostatnie lata nieraz miała do czynienia z zalecającymi
się do niej mężczyznami i zawsze potrafiła umiejętnie wyjść z niezręcznej sytuacji.
Chociaż to nie było to samo co teraz... Zamknęła oczy. Chyba coś z nią nie jest w
porządku, chyba naprawdę tylko to sobie wyobraziła... Przecież on nie mógł tego
powiedzieć. To absolutnie niemożliwe...
 Już ci mówiłam, że właśnie miałam się położyć  powiedziała drżącym
głosem, mając nadzieję, że zrozumie i pójdzie sobie, nim cna zupełnie straci głowę.
Jej wytrzymałość ma przecież granice.
Popatrzył na nią tak, że zadrżała.
 Dobrze, Holly. Zrozumiałem.
Ruszył do wyjścia, ale niespodziewanie zatrzymał się i odwrócił ku niej. Było
to tak nagłe, że prawie na niego wpadła.
 Na pewno nic ci nie jest?
 Na pewno  zapewniła go żarliwie, modląc się w duchu, by już wreszcie sobie
poszedł.
 Więc dlaczego tak drżysz?
Zesztywniała w jednej chwili.
 Ja... wcale nie drżę  zaprotestowała żałośnie.
 Ależ tak. Czuję to.
Nieoczekiwanie znalazła się w jego ramionach. Przytrzymywał ją lekko, czuła
ciepły dotyk jego ciała. Było to tak nagłe, że zabrakło jej słów. Stała jak oniemiała,
niezdolna wykonać żadnego gestu, z niedowierzaniem czując na plecach jego
delikatne dłonie, wsłuchując się w szeptane przez niego słowa.
 Powinienem stąd odejść, prawda? Chcesz się położyć, chcesz, żebym sobie
poszedł?
Nie wypuszczał jej z objęć. Pochylił się i poczuła na wargach łagodne
muśnięcie jego ust. Wydawało się jej, że śni... ten pocałunek nie zdarzył się
naprawdę, to tylko wyobraznia podsuwa jej takie obrazy. Drżała na całym ciele, a
serce ściskało się jej z rozpaczy.
Kiedyś też tak ją pocałował: niewinnie, po przyjacielsku. To było w dniu jej [ Pobierz całość w formacie PDF ]