[ Pobierz całość w formacie PDF ]

poziomie. Jeżeli nie będzie miał pewności co do względnego bezpieczeństwa zaczepów i pasa,
nie może nawet myśleć o zejściu.
Najsłabszym ogniwem były zaczepy. Co będzie, jeśli są wykonane z jakiegoś
rozpłaszczonego drutu? W świetle wyglądały na metalowe. Powinien je sprawdzić, zaczepiając
thompsona o drabinę. Tylko żadnych hałasów. Wystarczy, że usłyszą, jak się rusza po
pomoście i pójdą za nim.
Trzeba było koniecznie pomyśleć o czymś innym. Umysł wtedy odpoczywa.
Zastanowił się, co dałaby rozmowa z samym sobą. Przez całe lata sądził, że nigdy tego nie
robił, ale jego matka powiedziała Karen, że rozmawiał ze sobą, gdy był dzieckiem. Karen była
sierotą, miała przybranych rodziców. Często stosowała tę metodę. Pamiętała o wiele więcej ze
swojego dzieciństwa, niż on mógł kiedykolwiek sobie przypomnieć. Ponieważ nigdy nie chciał
być nikim innym, tylko policjantem, spędził dzieciństwo w wymyślonym świecie, bawiąc się,
słuchając radia, nudząc się, a rzeczywisty świat zauważał tylko wtedy, gdy ktoś wymówił jedno
ze znaczących dla niego słów, takich jak  podejrzany czy  zapudłowali go .
Matka wspierała go z wielką ofiarnością, a on przyjmował to jako coś naturalnego i
dopiero pod koniec jej życia uświadomił sobie, jak słabo ją rozumiał. Otworzył mu na to oczy
jego związek z Karen i obserwacja starości ojca. Matka była klasyczną pięknością. Poznała
jego ojca zaraz po szkole i zanim skończyła dwadzieścia lat, urodziło się im ich jedyne dziecko.
Resztę życia poświęciła na stworzenie domu, na zbudowanie czegoś, co było oparte na miłości,
woli i poświęceniu.
Skontrolował swoje oprzyrządowanie. Nawet komiksowy Napoleon sprawdzał
powiązane prześcieradła, zanim wydostał się przez okno z pułapki. Wszystko wskazywało na
to, że dobrze pozna ten budynek - może będzie miał na to jedynie cztery sekundy, ale będzie go
znał. Upewnił się, że thompson jest zabezpieczony i przełożył pas przez poprzeczkę drabiny.
Martwiły go klamry. Było tak mało miejsca na manewrowanie, że będzie mógł obciążyć tylko
pierwszą z nich. Powinien się uspokoić. Musi wymienić myśli jak zużytą oponę.
Co pomyślałaby teraz o nim matka? Tak naprawdę, to chciał wiedzieć, co o nim
myślała, kiedy jeszcze żyła. Zawsze mówiła, że jest z niego dumna, ale pózniej, gdy zdobył się
na uczciwość wobec samego siebie, przypomniał sobie coś jeszcze. Bała się go. Cholera,
wszyscy się go bali. Przez całe życie ludzie zachowywali wobec niego dystans i rzadkie były
momenty, kiedy starali się go dosięgnąć.
Rodzice mieli prawo do zastrzeżeń wobec swoich dzieci. Dobrze wiedział, że prawda ta
była znana pokoleniu jego matki. Sam miał wiele zastrzeżeń wobec Steffie. Grał z nią w
 Monopol , mając nadzieję, że Steffie wygra. Promenada i parking odzwierciedlały wiele
problemów z prawdziwego życia.
A teraz wraz z Ellisem przyszła kolej na kokainę. Leland dowiedział się wiele o
narkotykach od Normy, która zaczęła palić marihuanę, gdy się poznali. Był to okres, kiedy
narkotyki już swobodnie napływały do kraju, Sam trzymał się od tego z daleka, pewny, że
tajemnica odurzenia była mu dostatecznie znana. Działanie narkotyków, tak jak alkoholu,
miało związek z charakterem osoby, która je zażywała - właśnie to niepokoiło go w tej sytuacji.
Znał na tyle Steffie i kokainę, żeby wiedzieć, iż narkotyk wzmocni jej wszystkie złe cechy.
Kokaina była dla ludzi dysponujących władzą, ludzi szukających przewagi, punktu odbicia -
jak Ellis.
Jak Stephanie. Wciągnął powietrze.
* * *
Wszedł do środka. Nie powinien myśleć o strachu. Czterysta stóp. Nabój spadał tak
długo, że zastanawiał się, co się z nim stało. U podstawy wejścia zablokował karabin. Otwarte
szeroko drzwi okazały się za ciężkie, żeby je przytrzasnąć i przytrzymać nimi thompsona. I tak
pewnie go straci. Przewód wentylacyjny był zbyt szeroki, żeby mógł się oprzeć plecami o jedną
ścianę, a nogami o drugą. Spuścił się na rękach z otworu drzwiowego i dopiero wtedy złapał
zrzucony pas. Nic się nie poruszyło. Teraz był w środku.
Wisząc na pasie od kabury, szukał nogami otworu. Zciany były pokryte jakimś miękkim
pyłem. Nadal znajdował się w zasięgu otworu wejściowego. Musiał się spuścić niżej, ale już w
to nie wierzył. Nie wierzył, że mu się uda.
Powinien przestać o tym myśleć. Nie ma innego wyboru. [ Pobierz całość w formacie PDF ]