[ Pobierz całość w formacie PDF ]

oraz rozpoznawać ich wewnętrzne obawy, strach przede mną i niesamowitymi
zdolnościami, które zostały mi dane.
Każdego ranka pracowałem z Akio nad zwiększeniem siły i szybkości. Byłem odeń
słabszy i powolniejszy pod niemal każdym względem, on zaś nie odznaczał się
cierpliwością. Jednakże winienem oddać mu sprawiedliwość  uparł się, by
przekazać mi odrobinę swego talentu do skakania, i trzeba przyznać, że mu się
udało. Trochę już umiałem  nie darmo ojczym nazywał mnie latającą małpą  lecz
brutalne, przemyślne nauki Akio wydobyły ze mnie ową zdolność i zmusiły, bym nad
nią zapanował. Już po kilku tygodniach poczułem, że zaszła we mnie zmiana, że
ciałem i duchem stałem się twardszy i odporniejszy.
Zazwyczaj kończyliśmy zajęcia walką na pięści  co prawda Plemię rzadko
korzystało z owej sztuki, przedkładając skrytobójstwo nad bezpośredni kontakt, ale
wszyscy musieli ją doskonalić. Potem, narzuciwszy szaty na ramiona, zasiadaliśmy
do cichej medytacji, próbując siłą woli utrzymać temperaturę ciała. Zazwyczaj
dzwoniło mi w uszach po jakimś ciosie czy upadku, toteż nie umiałem oczyścić
umysłu, jak należy  zamiast tego z lubością wyobrażałem sobie Akio na torturach,
poddając go w myślach udrękom Jo-Ana, które niegdyś tak obrazowo mi opisał.
Szkolenie miało wzbudzić we mnie okrucieństwo, na co ochoczo przystałem;
cieszyły mnie nowe umiejętności, z zachwytem doskonaliłem kunszty, zdobyte
podczas ćwiczeń z synami wojowników Otori jeszcze za życia Shigeru. Odezwała się
we mnie krew mego ojca, a współczucie wpojone przez matkę odpłynęło wraz ze
wszystkimi naukami dzieciństwa. Nie modliłem się już ani do sekretnego boga, ani do
Oświeconego, stare duchy nic dla mnie nie znaczyły. Przestałem w nie wierzyć,
albowiem nic nie wskazywało na to, by ich wyznawcom sprzyjało szczęście. Czasem,
znienacka obudzony w nocy, dostrzegałem siebie bez upiększeń i wzdrygałem się,
widząc, czym się staję. Wówczas wstawałem bezgłośnie, szukałem Yuki i usiłowałem
się w niej zatracić.
Nigdy nie spędziliśmy ze sobą całej nocy, nasze spotkania były krótkie i na ogół
przebiegały w milczeniu. Jednak pewnego popołudnia zostaliśmy w domu sami.
Służący krzątali się w sklepie, Akio i Hajime zabrali młodszych chłopców do świątyni
na ceremonię poświęcenia, mnie zaś kazano skopiować jakieś dokumenty dla
Gosaburo. Ucieszyłem się z tego zadania, gdyż ostatnio rzadko trzymałem w ręce
pędzel; zważywszy, jak pózno nauczyłem się kreślić znaki, bałem się, że wiedza o
nich mnie opuści. W domu kupca znalazłem kilka książek i przy każdej okazji
starałem się czytać, tak jak uczył mnie Shigeru, ale pędzle i tusz w kamieniu
utraciłem w Inuyamie i od tamtej pory nie pisałem.
Skrupulatnie skopiowałem dokumenty, rachunki ze sklepu, kwity za ryż i soję
kupione od okolicznych rolników, jednak aż swędziały mnie palce, by zacząć
rysować. Przypomniałem sobie pierwszą bytność w Terayamie, blask owego letniego
dnia, urodę malowideł Sesshu i obrazek małego górskiego ptaszka, który
podarowałem Kaede.
Gdy zajrzawszy w głąb serca, rozmyślałem o przeszłości, jak zwykle przyszła do
mnie Kaede i całkowicie wzięła mnie w posiadanie. Wyczuwałem jej obecność,
zapach jej włosów, słyszałem jej głos. Wrażenie jej obecności było tak silne, że
niemal napawało mnie przestrachem, jakby duch wśliznął się do pokoju  duch
rozgniewany, pełen urazy i złości za to, że ją porzuciłem. W uszach zabrzmiały mi jej
słowa:  Boję się sama siebie. Tylko z tobą jestem bezpieczna .
W pokoju panował ziąb, ściemniało się, przejęła mnie groza nadchodzącej zimy.
Zadrżałem, pełen żalu i wyrzutów sumienia. Ręce zdrętwiały mi z zimna.
Z głębi budynku dobiegły mnie kroki. Wróciłem do pracy. Yuki przeszła przez
dziedziniec, po czym stanęła na progu kantorka i zrzuciła sandały. Poczułem woń
węgla drzewnego: przyniosła rozpalony kociołek, który postawiła przy mnie.
 Wyglądasz na zmarzniętego  powiedziała.  Zrobić herbatę?
 Może pózniej.
Odłożyłem pędzel i wyciągnąłem dłonie do ciepła. Yuki ujęła je i zaczęła rozcierać. [ Pobierz całość w formacie PDF ]