[ Pobierz całość w formacie PDF ]

triumfu, pierścień poleciał w stronę platformy. Teraz nie miałem już odwrotu.
Przeszedłem po kładce na czworakach. Eet popędził przede mną. Kiedy
przechodziłem nad wodą, czułem się bardzo niepewnie. Kładka chwiała się i kołysała
pod moim ciężarem. Bałem się, że w każdej chwili może się obsunąć i spadnę razem
z nią do wody.
Możliwe też, że zaraz pojawią się tubylcy, a na kładce nie bardzo mogłem się bronić.
Wreszcie jednak udało mi się dotrzeć do celu. Chwyciłem za brzeg muru i wciągnąłem
się na platformę.
Owiał mnie dym i zachłysnąłem się jego smrodem. Przez chwilę wydawało mi się,
że pośrodku platformy również rozpalono ognisko, ale nie dostrzegłem nad nim dymu.
W chwilę pózniej zorientowałem się, że to klejnot. Nigdy wcześniej nie widziałem, żeby
płonął takim blaskiem. Eet kręcił się dookoła kamienia, na którym leżał pierścień.
 Odsuń się!  ostrzegł mnie.  Jest zbyt gorący, żeby go teraz dotykać. Próbuje
dostać się do tego, co go tak przyciąga. I albo sam się teraz zniszczy, albo dopnie swego.
Nie mamy na to żadnego wpływu.
Przyklęknąłem, żeby lepiej widzieć. Nie mamy wpływu? A kiedy mieliśmy?
Przyspawaliśmy go przecież na statku, a uwolnił się bez trudu. Przez cały czas to ja
podążałem za nim, a nie na odwrót.
128
Eet nie mylił się. Pierścień był tak nagrzany, że nie dawało się podejść bliżej. Płomień
oślepiał mnie. Cofnąłem się i oparłem plecami o mur, tuż pod jedną z dymiących
głów.
Eet miał rację, mówiąc, że pierścień chciał przepalić skałę, która blokowała mu
drogę. Jeśli jednak miałby tutaj zakończyć swój żywot, byłaby to prawdziwie płomienna
śmierć.
Musiałem zakryć nie tylko oczy, ale i całą twarz. %7łar stał się nie do wytrzymania. Nie
było koło mnie Eeta. Miałem nadzieję, że siedział gdzieś po drugiej stronie, bezpieczny
i z dala od tego piekła.  Słusznie  zareagował na moje myśli.  Pierścień cały czas
usiłuje się przedrzeć.
Nawet nie próbowałem przyglądać się tej walce. Blask klejnotu oślepiłby mnie. Spod
przymkniętych powiek i z zasłoniętą rękami twarzą, czułem efekty zmagań kamienia.
Bałem się, że nie wytrzymam tego dłużej. Jeśli temperatura podniesie się jeszcze trochę,
spalę się tu żywcem albo będę musiał skoczyć do jeziora. Niewielki miałem wybór, bo
obie możliwości przyniosłyby zapewne ten sam efekt. Nagle żar ustał. Pierścień zgasł...
Podniosłem się powoli, ale nie śmiałem odsłonić twarzy i otworzyć oczu, dopóki nie
stanąłem pewnie. Rozejrzałem się, ze strachem myśląc o tym, co zobaczę.
Spodziewałem się, że znajdę spalony pierścień, zwęgloną grudkę podobną do
tych, które widziałem na porzuconym statku. Zamiast tego jednak ujrzałem przejście
w kształcie kwadratu, jakby moc klejnotu wypaliła w platformie drzwi. Wewnątrz
zobaczyłem blask pierścienia, słabszy jednak i nie tak rażący jak przed chwilą. Eet
wyprzedził mnie i już stał przy otworze. Wsadził łeb do środka i uważnie penetrował
podziemne pomieszczenie. Szedłem ostrożnie, badając drogę. Otwór przypominał
pułapkę lub zapadnię i nie chciałem wpaść głębiej.
Powierzchnia platformy wydawała się jednak dosyć stabilna. Po kilku niepewnych
krokach dotarłem do wejścia. Pierścień leżał na skrzyni podobnej do tej, jaką widzieliśmy
na porzuconym statku. Jednak inne kamienie, które tam zobaczyłem, nie były martwe,
jak we wraku w kosmosie. Miały w sobie nawet więcej życia niż te, które odkryliśmy
w ruinach. Ich blask znakomicie oświetlał pomieszczenie.
Wyglądało na to, że platforma jest zaledwie zewnętrzną ścianą czegoś, co
przypominało magazyn. Ujrzałem mnóstwo równo poukładanych pudeł; żadnego nie
naruszył czas. Wszystkie były szczelnie zamknięte, bez śladu jakichkolwiek pęknięć czy
prześwitów.
Gdy przyjrzałem się im bliżej, ich kształt i rozmiar sprawiły, że poczułem się trochę
nieswojo. Miały w sobie coś szczególnego... Długie, wąskie, niezbyt głębokie. Co to
takiego...?
 Jeszcze na to nie wpadłeś?  spytał Eet.  Ci, którzy zbudowali to miejsce, nie
palili zwłok. Zamykali zmarłych w pudłach, jakby chcieli odciąć ich od rzeczywistości
i upływającego czasu!  powiedział z zimną pogardą.
 A kamienie... Jeśli to rzeczywiście krypta, to po co je tu zostawili?
129
 Wiele ras chowa zmarłych wraz ze skarbami, aby mogli je ze sobą zabrać na
ostatnią wędrówkę w Wieczny Mrok.
 Prymitywne ludy... tak  przyznałem.
Ale rasa, która opanowała zdolność kosmicznych podróży, na pewno nie była
prymitywna. Poza tym zauważyłem coś jeszcze. Choć wiele pudeł rzeczywiście
przypominało trumny lub sarkofagi, co potwierdzałoby wersję Eeta, część z nich miała
jednak różne rozmiary.
Eet przerwał mi. [ Pobierz całość w formacie PDF ]