[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Pozostali, jak na przykład Dolg ze swymi trzystu latami, są jeszcze właściwie dziećmi.
- Teraz widzę, że tobie przypada pierwszeństwo - uśmiechnął się Faron. - Ale Freki też
nie jest młodzieńcem. Ani Tich.
- Masz rację! I Tich, i ja przeżyliśmy wiele tysięcy lat. Prawdopodobnie jesteśmy
rówieśnikami, jeśli można porównywać.
Obaj roześmiali się krótko.
Cień kontynuował swoją opowieść.
24
- I właśnie tamtego dnia popełniłem największe głupstwo w życiu. Nagle ogarnęła mnie
panika i nie byłem w stanie przekroczyć Wrót do nieznanego. Pozostałem na ziemi.
Miałem tego pózniej gorzko żałować. Byłem przecież ostatnim Lemuryjczykiem. W końcu
zresztą umarłem, po wiecznych poszukiwaniach Wrót, których nigdy nie odnalazłem.
Zostałem pośród ludzi jako duch, który nie może zaznać spokoju.
Faron w zamyśleniu kiwał głową.
- To wy ukryliście święte kamienie oraz Zwięte Słońce? Po czym wziąłeś pod opiekę
syna czarnoksiężnika, Dolga, i pomogłeś mu, by ten chłopiec o czystym sercu odnalazł
wszystkie trzy skarby?
- Zgadza się. Od chwili kiedy on się urodził, moje życie znowu nabrało sensu. No, jeśli to
można nazwać życiem, należę przecież do duchów.
- Oczywiście, że to jest życie - zapewnił Faron stanowczo. - Ale miałeś do mnie jakieś
pytanie?
- No właśnie, musiałem jednak zrobić ten wstęp. Otóż przez cały czas w Królestwie
Zwiatła zastanawiałem się, co się mogło stać z moim królem i pozostałymi
Lemuryjczykami. Czy oni kiedykolwiek dotarli do Królestwa Zwiatła? Czy może pózniej
pomarli? Chociaż szukałem nieustannie, nigdy nie natrafiłem na ślad żadnego z nich.
- Mogłeś był zapytać.
- Pytałem. Pytałem Rama, który wie chyba najwięcej o wszystkich mieszkańcach, a już
zwłaszcza o Lemuryjczykach. Ale on nie umiał mi nic powiedzieć.
- No tak, to nie takie znowu dziwne. Ja znam ich losy. Talornin również je znał, ale nie
przyszło ci chyba nigdy do głowy, żeby pytać właśnie jego?
- Talornin był zawsze pełen rezerwy. Właściwie nawet arogancki.
- Tak, to prawda. No cóż, twoi panowie, którym wówczas służyłeś jako wojownik,
pochodzili z bardzo wysokiego rodu. Byli to niezwykle szlachetni ludzie i w Królestwie
Zwiatła zostali umieszczeni w części należącej do Obcych. Przebywają tam po dziś
dzień.
Olbrzym wpatrywał się w niego oniemiały. Tysiące pytań cisnęło mu się do głowy.
Olbrzym? W porównaniu z Faronem nawet Cień wydawał się niewielki.
Obcy uśmiechał się.
- Chcę ci też powiedzieć, że Ram jest krewnym twojego króla. Tylko nic o tym nie wie.
Gdyby Cień już nie siedział, to z pewnością teraz opadłby bezwładnie na jakieś krzesło.
W jego oczach pojawiło się błaganie. Faron natychmiast się wszystkiego domyślił.
- Zapytam, czy nie zechcieliby wyjść z ukrycia i przywitać się z tobą. To chyba mogliby
zrobić.
Właściwie Cień myślał o zupełnie innym zakończeniu, ale najwyrazniej teraz przestało to
być aktualne. Podziękował Faronowi gorąco i podniecony oczekiwał spotkania z
dawnymi przyjaciółmi z czasów tak odległych, że nawet on sam już prawie o nich
zapomniał.
Wszyscy się pobudzili z wyjątkiem dwunastu byłych więzniów i Oka Nocy, który sprawiał
wrażenie, że będzie spał jeszcze bardzo, bardzo długo.
25
J2 przedzierał się naprzód przez leśne bezdroża. W pewnym momencie znalezli się na
szczycie dość stromego wzniesienia i Tich bardzo ostrożnie sprowadzał pojazd w dół.
Mimo intensywnych badań nie udało im się stwierdzić, w którym miejscu Ciemności
właśnie się znajdują.
Aż...
Powietrze przesycone popiołem i ziemią oraz wszelkim świństwem z Gór Czarnych
docierało do miejsc, przez które podróżowali. Nagle jednak, kiedy już znalezli się u
podnóża wzniesienia i przez chwilę jechali po stosunkowo płaskim podłożu, wymijając
zręcznie drzewa i strome skały, Siska krzyknęła głośno:
- Och, przecież to mój las!
Natychmiast znalazła się w centrum zainteresowania.
- Patrzcie tam! To jest ten mały strumyk, w którym się schroniłam tak, że mogłam przejść
wewnątrz góry i przedostać się na waszą stronę. Muszę was jednak zmartwić, [ Pobierz całość w formacie PDF ]