[ Pobierz całość w formacie PDF ]

rachunki za siostrę, musi być silna, nie sądzisz? A wtedy ucierpiałaby moja reputacja. Legendy
krążące po ludziach straciłyby wiele blasku, więc mniej byłoby żalu i łez, gdybym któregoś dnia
zawisł gdzieś na rozstajach.
Spokojny, beznamiętny ton, jakim analizował sytuację, wywołał dreszcz na jej ciele. Chciała mu
przerwać, zaprotestować, lecz on mówił dalej z bezwzględną logiką. - Okoliczności trochę się
różnią. Moją siostrę zgubiła szalona miłość do syna don Estebana i wpływ dramatów Szekspira, a
także rodzinne skłonności do poświęceń. Wymyśliła sobie, że pogodzi zwaśnione rody, rozumiesz?
Kiedy zrozumiała, jak bardzo się pomyliła, jej serce umarło jeszcze za życia. Więc samobójstwo
było niewielkim złem. Ty, jak podejrzewam, jesteś znacznie twardsza. Nigdy nie pozwoliłabyś
sobie na zakochanie się w niewłaściwym mężczyznie, nie dopuściłabyś, by poprzez zniewolenie
ciała zadano gwałt twojej duszy.
- Tak mnie oceniasz?
- Tak, chociaż mogę się mylić. Sprawdzimy?
Kiedy Refugio zaczął swoją tyradę, podszedł z powrotem do Pilar. Nic jednak nie zapowiadało
tego, co za chwilę miało nastąpić. Zanim przebrzmiały jego ostatnie słowa, mocnym szarpnięciem
przewrócił Pilaf na ziemię. Impet pozbawił ją tchu, mimo że Refugio własnym ciałem osłonił ją
przed upadkiem na twardy grunt. Otoczył ją ramionami i odwrócił na plecy. Wargami poszukał jej
ust i wpił się w nie w zawziętym pocałunku. Uczucie gorąca przeszyło jej mózg. W pierwszym
odruchu zaczęła się wyrywać, lecz już po chwili zastygła w bezruchu, całą siłą woli starając się
zachować bierność. Jeżeli nie będzie z nim walczyć, nie da mu satysfakcji, że złamał jej opór. Nie
będzie zachęcać go do przeciągania eksperymentu naj mniejszą reakcją ze swej strony.
A jednak, kiedy zelżał nacisk jego ust, poddała się urokowi tego pocałunku. W dotyku jego ciepłych
warg kryło się subtelne zaproszenie. Język muskający jej usta bardziej prosił, niż się domagał. Pilar
poczuła, jak krew burzy się jej w żyłach i pulsuje w skroniach. W podbrzuszu gorącą falą wzbierało
odrętwienie. Jej piersi zdawały się wyczuwać każdą nitkę grubej lnianej koszuli, którą miał na
sobie, i każdy mięsień pod materiałem. Ich uda stykały się ze sobą. Tak bardzo obezwładniał ją
napór jego ciała, że poczuła się całkowicie bezradna, jak gdyby gdzieś w niej było takie miejsce,
które, pobudzone, pozbawiało ją możliwości obrony.
Obleciał ją strach. Wciągnęła głęboki, urywany oddech i odepchnęła Refugia od siebie. Nie
próbował jej przytrzymać. Przyklęknął na jedno kolano i podparty na łokciu, nachylił się nad nią.
- Widzisz? - zaśmiał się chrapliwie. - Jesteś twarda i niewrażliwa. Jak mogłoby być inaczej?
Upłynął dłuższy czas, zanim zdołała pozbierać myśli i mogła zaufać głosowi. Miała ochotę odsunąć
się od niego, lecz bała się, że dopatrzy się w tym geście chęci ucieczki.
- Rzeczywiście, jak? - zapytała zdławionym głosem.Co miał oznaczać ten pokaz? Jeżeli to cena
mego współczucia, to jest ona zbyt wysoka.
- Wręcz przeciwnie, niebywale niska. Celowo nie sięgam po więcej, bo, w przeciwieństwie do
pewnych osób, nie potrzebuję napiętnowanej zakładniczki.
- Nie jestem twoją zakładniczką.
- Nie? - Pochwycił ją za ręce i jednym szybkim ruchem postawił na nogi z takim rozmachem, że
wylądowała w jego ramionach. - Powiedz: jak sądzisz, ile czasu zajmie mi wymiana ciebie na
brata? - zapytał, przyciskając jej dłonie do piersi.
Nie miała wątpliwości, że jeżeli odda ją don Estebanowi, ojczym ją zabije.
- Nie ... nie posunąłbyś się do tego - wyszeptała, czując, jak krew krzepnie jej w żyłach.
- A więc podejrzewasz, że stać mnie na wiele. Czy twoje słowa odnoszą się do tego, że trzymam cię
w objęciach, czy też chcesz powiedzieć, że jestem zdolny do każdej niegodziwości?
- Ani jedno, ani drugie - odparła wzburzona, w pełni świadoma niezręcznej sytuacji, w jakiej się
znalazła wbrew woli. - Po prostu nie sądziłam, że z taką pokorą poddasz się manipulacjom don
Estebana.
- To sprawa życia lub śmierci mojego brata.
- A co ze mną?
- Przyznaję, wybór jest trudny. Przekonaj mnie zatem, że powinienem ratować ciebie, a nie owoc
łona naszej matki, rodzonego brata, który szanuje mnie i wierzy we mnie, i nawet teraz,
oznakowany jak cielak, bez jednego słowa skargi czeka, ufając, że przyjdę po niego.
- Domagasz się zapłaty? - Nie potrafiła ukryć przerazenia.
- Jeżeli jej forma gwarantuje zapomnienie, jestem gotowy rozważyć taką możliwość.
Zwróciła uwagę, że głos Refugia, niby lekki i beztroski, był nieco zduszony. Wsłuchała się w jego
echo, zanim przebrzmiał jej w uszach. On nie chce pokazać, jak bardzo cierpi - pomyślała.
- Nie zrobisz tego - powiedziała z przekonaniem. Jestem pewna, że nie będziesz czekał z
założonymi rękami, ale tego nie zrobisz. Przecież jesteś El Leonem, przywódcą bandytów, o którym
śpiewa się pieśni w górach. Czy tak ciężko będzie ci pokonać don Estebana? Wierzę, że jeżeli się
postarasz, uratujesz i mnie, i Vicente!
Wydał z siebie odgłos przypominający ironiczne parsknięcie.
- Kto wie? Może warto się nad tym zastanowić? - powiedział z namysłem.
Refugio spojrzał w dół, na kobietę, którą trzymał w ramionach. W ciemnościach widział jedynie
zarys jej bladego policzka. Naszła go nieodparta ochota, aby ją obnażyć. Nie zależało mu na
widoku jej ciała, zapragnął dowiedzieć się, co kryje się w jej głowie. Co myśli, co czuje, w co
wierzy? Jak on wygląda w jej oczach? Oczywiście mógłby to wszystko wydobyć z niej siłą lub
sprowokować ją jakąś ciętą uwagą, lecz co zyskałby dzięki temu? Takie działanie mogłoby mieć
nieodwracalne skutki. Dlatego musi poczekać i osiągnąć cel podstępem. Będzie toczył z nią dworne
rozmowy, pozostanie szarmancki i delikatny, aż sama się przed nim odkryje. A kiedy zaspokoi swą
ciekawość, pozbędzie się jej. [ Pobierz całość w formacie PDF ]