[ Pobierz całość w formacie PDF ]

 normalne" życie.
- Skąd wiedziałeś, że właśnie dzisiaj przylecę? - spytała niepewnym
głosem, kiedy Joshua podszedł do niej z wyciągniętymi ramionami. - To...
miło z twojej strony.
RS
89
- Mam swoje metody. - Uraczył ją charakterystycznym uśmiechem
starego wyjadacza. - Zadzwoniłem do tej pielęgniarki, Bonnie Mae, która,
jak zdążyłaś się na pewno zorientować, wie wszystko!
W samochodzie Joshua opowiadał Laurel o wydarzeniach ze Szpitala
Uniwersyteckiego, o wspólnych znajomych i o tym, co się działo w mieście.
Nie wykazywał za to najmniejszego zainteresowania jej pobytem w
Chalmers Bay, jak gdyby uważał, że ten wyjazd był krótkim, nic nie
znaczącym epizodem, po którym wracała do normalnego życia.
Nieodzownym elementem tego życia miał być oczywiście doktor Joshua
Kapinsky.
Udając, że słucha uważnie, myślała o Jarradzie.
Dopiero kilka godzin pózniej, po czterech daniach wystawnej kolacji,
którą uraczył ich służący w ogrodowej altanie, Laurel dała Joshui ostateczną
odpowiedz.
RS
90
ROZDZIAA DZIESITY
- Dzień dobry, pani doktor. Doktor Hartę, prawda? - zatrzymał ją męski
głos.
Był pazdziernikowy poranek i przechodziła właśnie przez hol Szpitala
Miejskiego w Riverton.
- Pan Foley? Co za niespodzianka! Boże, to naprawdę pan? Ale co pan
robi w Riverton?
Mężczyzna wyglądał tak dobrze - miał zdrową opaleniznę na twarzy i
pogodny, błyszczący wzrok - że Laurel z trudem rozpoznała w nim
pacjenta, którego wspólnie z Jarradem reanimowali na kardiochirurgii w
Gresham.
- Przeprowadziliśmy się z żoną do Riverton, żeby mieszkać bliżej córki. -
Uśmiechał się promiennie, zadowolony z jej reakcji. - Przyjeżdżam tu od
czasu do czasu na badania, poza tym do Gresham mamy tak niedaleko, że w
razie potrzeby...
- Wygląda pan naprawdę wspaniale! Ktoś, kto nie wierzy w cuda
medycyny, powinien obejrzeć pana! Nie do wiary...
Rozmawiali przez kilka minut o jego zdrowiu i o pracy Laurel w
Chalmers Bay. Kiedy pożegnała się z nim i spojrzała na zegarek, stwierdziła
z przerażeniem, że jest spózniona. Wybierała się na zebranie personelu
medycznego szpitala, na którym miała szansę przedstawić się i poznać
nowych kolegów.
Wpadła bez tchu do ciasnej sali konferencyjnej połączonej z tarasem,
który wychodził na wielki szpitalny ogród. Mężczyzna, którego nie znała,
wskazał ręką zarezerwowane dla niej krzesło. Usiadła i zagłębiła się w
lekturze programu zebrania.
Podczas gdy wiele miejskich szpitali z powodu topniejących funduszy
musiało ograniczać liczbę łóżek, Riverton korzystało z dotacji finansowych
rządu, który reagował w ten sposób na eksodus mieszkańców wielkich miast
do mniejszych i tańszych miejscowości otoczonych tysiącami hektarów
farm.
- Nie zdąży pani już przeczytać całego programu - szepnął siedzący przy
niej lekarz w średnim wieku - ale mogę go pani streścić. Będziemy
dyskutować o kierunkach rozwoju szpitala, naborze nowej kadry medycznej
- przy tej okazji zostanie nam przedstawiony nowy ordynator chirurgii -
oraz o rychłym otwarciu nowego oddziału reumatologii. - Uśmiechnął się
ironicznie. - Ekscytujące, prawda?
RS
91
- Normalnie, jak każde zebranie. - Laurel odwzajemniła się uśmiechem i
rozejrzała nieśmiało po sali.
Miejsce przewodniczącego zebrania zajmował doktor Wilf Crayford,
dotychczasowy ordynator chirurgii, który rozpatrywał podanie Laurel o
przyjęcie do pracy i przeprowadzał z nią rozmowę kwalifikacyjną.
Odchodził już na emeryturę, ale zgodził się pracować jeszcze kilka tygodni,
prawdopodobnie do Bożego Narodzenia, kiedy to miał przyjechać na stałe
jego następca.
- Proszę kolegów i koleżanki o ciszę - odezwał się doktor Crayford,
uderzywszy przedtem w stół drewnianym młotkiem. - Mamy dzisiaj wiele
spraw do omówienia, nie traćmy więc czasu. Zabierających głos prosiłbym
o zwięzłe formułowanie myśli.
- Stary doktor nigdy nie traci czasu  mruknął jej sąsiad z konspiracyjną
miną. - I zawsze jest zwięzły.
- W sprawie protokołu z ostatniego zebrania, który, mam nadzieję,
wszyscy państwo czytali, nie powinno być wątpliwości. Omówię w skrócie
główne jego punkty, ponieważ i tak czekamy na nowego ordynatora
chirurgii. Jego sekretarka zadzwoniła, żeby uprzedzić nas o
kilkuminutowym spóznieniu. Niektórzy z państwa mieli już przyjemność
poznać doktora Jarrada Lucasa, który przez kilka ostatnich miesięcy
pracował w stacji arktycznej. Reszcie państwa przedstawię pana doktora,
jak tylko się zjawi.
Laurel zakrztusiła się łykiem gorącej kawy. Dalsza część wypowiedzi
doktora Crayforda była dla niej stracona. Widziała tylko usta
wypowiadające słowa, których nie słyszała. Dlaczego Jarrad nic jej nie
powiedział?
Może to był właśnie powód jego długiego milczenia. Poza zdawkową
kartką z Meksyku nie napisał do niej ani słowa. Nie kontaktował się z nią
także po jej trzytygodniowym pobycie w Anglii, do której poleciała, żeby
odwiedzić rodziców.
Dopiero kiedy wróciła do Gresham, dotarło do jej świadomości, jak mało
wie o życiu prywatnym Jarrada. Nie znała nawet jego stałego adresu, nie
znalazła jego nazwiska w miejscowej książce telefonicznej. Mogła
oczywiście skontaktować się z nim za pośrednictwem służby zdrowia, na to
jednak nie pozwoliła jej duma.
To przez jego przedłużające się milczenie - a był już początek
pazdziernika - czuła się coraz bardziej zgorzkniała, choć powtarzała sobie
do znudzenia, że Jarrad nie ma wobec niej żadnych zobowiązań.
RS
92
Jednocześnie rozpaczliwie pragnęła się z nim zobaczyć. Do dzisiaj. Nie,
nadal tego pragnęła, ale nie tak... Nie chciała, żeby był jej szefem w nowym
szpitalu. Wiedział przecież od dawna, że starała się o tę posadę. Znowu
postawił ją przed faktem dokonanym! Cóż za pomysłowy akt zemsty za
błędy przeszłości - jeśli rzeczywiście o to mu chodziło.
Kolejne pytania rodziły się w jej myślach i wszystkie pozostały bez
odpowiedzi. Miotana sprzecznymi uczuciami wpadała z jednej skrajności w
drugą, w żaden sposób nie mogąc skoncentrować uwagi na słowach
przewodniczącego zebrania.
Kiedy wbiła wzrok w okno wychodzące na parking -pragnąc chyba
podświadomie, żeby Jarrad wreszcie pojawił się - podjechało auto, z którego
wysiadł właśnie on, a za nim jasnowłosa kobieta. Rozpoznała w niej Ginny -
ale Ginny odmienioną, jakby ucharakteryzowaną do innej roli. W
popielatym kostiumie z zamszu, w spódnicy do kolan i w butach na
wysokich obcasach wyglądała bardzo atrakcyjnie, ale z pewnością mniej
wyzywająco niż w Chalmers Bay, kiedy się poznały.
Laurel odwróciła głowę, świadoma, że wstrzymuje oddech, że serce bije
jej jak oszalałe i że kręci jej się lekko w głowie.
Kiedy weszli do sali, w gwarze głośnych powitań i prezentacji nikt nie
zauważył, że tylko ona, Laurel Hartę, została na swoim miejscu i patrzyła
przed siebie nieruchomym wzrokiem. Doktor Cray ford przedstawił Ginny
jako sekretarkę Jarrada.
Nie wyglądał dobrze. Miał wychudzoną twarz o zapadniętych policzkach
i zmęczone, dziwnie niespokojne oczy. Kiedy zajął miejsce obok
prowadzącego zebranie, spojrzał na Laurel z ledwie dostrzegalnym,
porozumiewawczym uśmiechem. Nie drgnęła nawet. Przerażona jego
wyglądem, nie była w stanie odpowiedzieć mu ani uśmiechem, ani żadnym
innym gestem.
Kiedy usłyszała wywołane głośno swoje imię i nazwisko, zmusiła się do
chwilowego powrotu do rzeczywistości. Wstała niepewnie, kiedy doktor [ Pobierz całość w formacie PDF ]