[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Pogmatwane myśli, znowu... Nienawidził tego.
- Tak - odparł krótko.
- Mam do ciebie prośbę. -Jaką?
- W przyszłym tygodniu są oficjalne dni naszego miasta.
Festyny, występy, takie tam. Ale w sobotę wieczorem jest bal
w urzędzie gminy. Mam zaproszenie dla dwóch osób.
Poszedłbyś ze mną?
Patrzył na nią i widział, jak wiele musiało ją to kosztować.
Monika nie zwykła była prosić, przyjmowała wszystko jako
oczywistość, unosiła wysoko głowę i parła do przodu. Taka
była na zewnątrz, ale w środku... Dokładnie wiedział, jak
było... Maski. Ludzie kochają zakładać maski. On też ciągle
nosił swoją. Tylko ona potrafiła dostrzec to, co się pod nią
znajdowało.
- Oczywiście. Muszę iść w stroju, wiesz, galowym?
- Nie. Wystarczą ciemne dżinsy i jakaś koszula.
Potarł z zastanowieniem brodę.
- Nie masz koszuli? - Uśmiechnęła się.
- Chyba że masz na myśli białe lub czarne T-shirty?
- Raczej nie.
- %7ładen problem, kupię sobie coś.
- Wiesz, jeśli nie chcesz...
- Pójdziemy tam razem. Okej? - Pokiwał głową, patrząc jej w
oczy.
-Okej.
ROZDZIAA 12
Droga do Bielawy była wspaniała, słońce grzało, na drodze
był niewielki ruch. Monika czerpała przyjemność z jazdy,
starała się wyrzucić z głowy wszystkie wątpliwości, które
ciągle się w niej gromadziły i męczyły. Teraz, dzisiaj i jutro,
postanowiła całkowicie się wyłączyć, na chwilę zapomnieć i
po prostu bawić. Być z nim przez te dwa dni, być z nim do
końca, oddać się rozkoszy, oddać się przyjemności i nie myśleć
o przyszłości.
Gdy dojechali do domu Marka Krupy, dobrego kumpla
Berniego, ten ostatni już tam był, siedział przed domem na
ławce i popijał piwo. Jarek postawił motocykl, zgasił silnik i
krzyknął do przyjaciela:
- Przed dwunastą?
- Czas jest względny. Wiesz, która jest teraz w Sydney?
Bernie podszedł do nich i uścisnął kumpla. Potem jego wzrok
zawisł na Monice.
- My się chyba nie znamy. - Błysnął uśmiechem.
- Chyba nie. - Monika także się uśmiechnęła.
- Bernard.
- Monika.
- Super, że dałaś się namówić, boja z nim nigdzie bym nie
chciał jechać. Zabiłoby mnie jego poczucie humoru.
Jarek wyciągnął środkowy palec w kierunku przyjaciela, zdjął
kufry z motocykla i szepnął do Moniki:
- Uważaj na niego. Lubi się przytulać.
- Do ciebie nie! - Bernie cmoknął w stronę Jarka, a sam objął
dziewczynę i ruszył w stronę domu. - Zaprowadzę cię do
waszego pokoju, a ten uroczy maruda niech idzie za nami.
Docinając sobie i żartując, dotarli na poddasze, gdzie Monika
miała spędzić noc z Jarkiem. Bernie przedstawił pokrótce
program imprezy i zaprosił na dół na poczęstunek przed
wyruszeniem w miasto. Dziewczyna szybko się rozpakowała,
odświeżyła i gdy weszła do pokoju, ujrzała Jarka, który stał i
wpatrywał się w widok za oknem.
- Wszystko w porządku?
Drgnął, odwrócił się i spojrzał na nią. -Tak.
- Na pewno?
- Na pewno. - Wyciągnął ręce i przytulił ją. -Przez chwilę...
przypomniałem sobie, jak to jest czuć się dobrze.
- %7łałuję, że to tylko chwila.
- Przy tobie te chwile są coraz częstsze. Dziękuję, że
przyjechałaś tu ze mną.
Monika nic nie odpowiedziała, bo tkwiła w postanowieniu, że
czas na rozmowy, pytania,
wątpliwości nadejdzie pózniej, dzisiaj świat się zatrzymał, a
wraz z nim wszystkie troski i zmartwienia.
Gdy zeszli na dół, impreza trwała już w najlepsze. Monika
patrzyła na grupę kobiet i mężczyzn, niemal wszyscy byli
ubrani w skórzane spodnie, koszulki, chustki. Część mężczyzn
była podobna do Berniego, wysocy, potężni i brodaci. Było też
sporo przystojniaków z długimi włosami. Wszyscy rozgadani,
roześmiani, niektórzy już pod dobrą datą. Siedziała obok Jarka
i Berniego i myślała o tym, że tak wiele dzieje się na świecie.
%7łe ludzie mają swoje pasje, hobby, a ona tak naprawdę przez
całą swoją egzystencję była ciągle gdzieś obok. %7łyła, ale jakby
nie do końca. Zmiała się, ale tylko samymi ustami. Pragnęła,
ale tylko połowicznie. Dopiero teraz, gdy spotkała tego
skomplikowanego mężczyznę, poznała cały wachlarz uczuć i
wrażeń, o których wcześniej mogła tylko śnić. Dlatego
kierowana impulsem, złapała go za ramię i przytuliła się.
- Co tam, dziewczyno? Podoba cię ta gromada dzikusów? -
Jarek spojrzał na nią i pogłaskał po policzku.
- Podoba. I jestem szczęśliwa, że mnie tu zabrałeś.
Pochylił się i pocałował ją w usta.
- To jest nas dwoje.
Bernie patrzył na przyjaciela i cieszył się, a jednocześnie
martwił. Bo znał jego pokręconą duszę i zdolność do
komplikowania sobie życia.
A widząc tę kasztanowłosą babkę, przypuszczał, że Jarek jest
dla niej kimś niezwykle ważnym. Dlatego powinien jak
najszybciej wyjaśnić sprawy z przeszłości i spróbować pisać
nową kartę swojego życia.
Około południa wszyscy ruszyli na obrzeża miasteczka, gdzie
za zbiornikiem Sudety ustawiono namioty i przygotowano plac
do pokazów motocyklowych. Monika pierwszy raz
uczestniczyła w czymś takim i była pod wrażeniem. [ Pobierz całość w formacie PDF ]