[ Pobierz całość w formacie PDF ]

przestawał się uśmiechać.
Margie uznała, że czas się wycofać na z góry upatrzone pozycje. Z
godnością przedefilowała przez pokój i znikła w łazience.
 Skoro tak, ja też nie śpię na podłodze  oznajmiła, zamykając za sobą
drzwi.
 Jak sobie chcesz.
38
R
L
T
 Ale ostrzegam cię  podniosła głos, żeby przekrzyczeć szum lejącej się
wody  niczego nie próbuj, bo pożałujesz.
Odpowiedział jej wybuch śmiechu.
 Możesz mi zaufać, kochanie. Ze mną jesteś bezpieczna jak w
klasztornej celi.
A to cham, pomyślała, wchodząc pod strumień chłodnej wody. Jak mógł
ją traktować z tak ostentacyjną, opryskliwą obojętnością? Z drugiej strony,
musiałaby być naprawdę naiwna, żeby się spodziewać czego innego.
Wiedziała nie od dziś, że nie należy do kobiet, na które zwracali uwagę
mężczyzni pokroju Huntera.
Zakręciła kran i mokra stanęła przed wielkim lustrem. Nie miała złudzeń
co do siebie. Była zbyt niska, zbyt... pulchna. I w dodatku piegowata. Szła o
zakład, że Hunter oglądał się wyłącznie za wiotkimi, odcieleśnionymi lalkami
o porcelanowej cerze, które miały nogi aż do nieba, a przy wzroście metr
osiemdziesiąt ważyły pięćdziesiąt kilo. Takie kobiety nie lasowały
czekoladowych ciasteczek na dobranoc, bo ich lodówki nie zawierały nic poza
dietetyczną colą. Takie kobiety nie nosiły bawełnianych koszul nocnych, tylko
zwiewne, koronkowe haleczki. Które w dodatku idealnie się układały na ich
smukłych ciałach, pozbawionych nawet grama tłuszczu. Takie kobiety nigdy
w życiu nie zgodziłyby się na zawarcie małżeństwa per procura, bo u ich
drzwi dzień i noc stała kolejka mężczyzn z bukietami róż i pierścionkami z
ogromnym brylantem. A już na pewno takie kobiety nie stopniałyby jak wosk
tylko dlatego, że jakiś wielki, bosko przystojny komandos pocałował je dla
kawału.
Z ciężkim westchnieniem Margie sięgnęła po grzebień i zaczęła
rozczesywać włosy. Pewnie powinna je ściąć, ale nie mogła się na to
zdecydować. Skrycie lubiła ich niesforną, splątaną dzikość, więc pozwalała im
39
R
L
T
rosnąć swobodnie, podobnie jak roślinom, które hodowała po to, by cieszyć
oczy ich radosną, nieskrępowaną afirmacją życia.
Może to właśnie był jej problem? Zamiast stąpać twardo po ziemi,
pozwalała sobie na bujanie w obłokach. %7łyła marzeniami. Uparcie chciała
oglądać świat przez różowe okulary. Jej małżeństwo było tego najlepszym
przykładem. Wszyscy wokół myśleli, że ją i Huntera łączy płomienna,
romantyczna historia miłosna, a ona nie mogła pozwolić, żeby domyślili się
prawdy. Stworzyła więc iluzję  obraz szczęśliwego związku, pełnego
czułości i namiętności. Iluzję, która była odzwierciedleniem jej najskrytszych
marzeń... i która nie miała szans przetrwać w brutalnym zderzeniu z
rzeczywistością. Prawdziwy Hunter ani trochę nie przypominał czułego,
opiekuńczego, towarzyskiego i wszystkim życzliwego męża, którego sobie
wymarzyła, i którego wizerunek z dużym powodzeniem wypromowała wśród
mieszkańców Springville.
Zła na siebie, wciągnęła przez głowę koszulę nocną i zamaszystym
krokiem wyszła z łazienki. Najwyższy czas zerwać z sentymentami.
Sypialnia tonęła w półmroku, rozproszonym jedynie ciepłym światłem
nocnej lampki. W łóżku, w którym od roku samotnie sypiała, leżał wielki
facet z gołym torsem i uśmiechał się bezczelnie. Zamarła w pół kroku i
gwałtownie wciągnęła powietrze. Nawet gdyby chciała, nie potrafiłaby
oderwać od niego wzroku. Złociste światło pięknie podkreślało harmonijną,
imponującą rzezbę jego ramion i torsu, lśniło w gęstwinie kręconych włosów
porastających szeroką pierś, biegnących wąskim szlakiem w dół płaskiego
brzucha, niknących pod skrajem kołdry...
Z nagłym dreszczem zdała sobie sprawę, że pod tą kołdrą... nic nie miał.
40
R
L
T
O Boże! Ciekawe, jakim cudem uda jej się zasnąć, leżąc obok
mężczyzny, który był zbudowany jak rzymski gladiator, piękny jak młody bóg
i do tego zupełnie nagi.
 Nie masz jakiejś piżamy?  spytała, dokładając starań, żeby w jej
głosie brzmiał chłodny wyrzut, a nie bałwochwalczy zachwyt.
 Nie.  Mężczyzna leżący na łóżku uśmiechnął się leniwie i powoli
przesunął wzrokiem po jej sylwetce.
 A ty, nie masz czegoś, co nie pochodziłoby z kufra twojej prababci
purytanki?  parsknął.
Margie odruchowo wygładziła obszerną, flanelową koszulę nocną,
sięgającą do pół łydki. Lubiła ją, bo była miękka, ciepła i wygodna. Podobał
jej się też delikatny haft przedstawiający lilie wodne, który zdobił dół ubrania.
 Wypraszam sobie.  Ponieważ patrzył na nią z rozbawieniem,
ostentacyjnie zapięła guziki koszuli pod samą szyję.  Moja koszula jest
całkiem w porządku.
 Skoro tak twierdzisz...
Gdyby miała jeszcze jakiekolwiek wątpliwości co do tego, czy traktował
ją jak kobietę atrakcyjną seksualnie, jego mina ostatecznie by je rozwiała.
Trudno. Nie będzie dla jego przyjemności stroić się w jakieś durne koronki.
Co to, to nie. W milczeniu podeszła do łóżka i położyła się z samego brzegu,
ostrożnie, jakby to było pole minowe. Spod przymkniętych powiek rzuciła
ukradkowe spojrzenie na mężczyznę, bezczelnie zajmującego dwie trzecie
wielkiego łoża. Miał zamknięte oczy, a jego pierś unosiła się równym, sennym
rytmem. Margie zacisnęła zęby w niemej złości. Dlaczego on mógł spokojnie
spać, podczas gdy jej serce tłukło się w piersi jak oszalałe? To było bardzo,
ale to bardzo niesprawiedliwe!
41
R
L
T
Nie zdążyła jeszcze zamknąć oczu, kiedy Hunter przewrócił się na bok, [ Pobierz całość w formacie PDF ]