[ Pobierz całość w formacie PDF ]

najlepszym interesie? W końcu, jak sama pani mówi, jeśli w Fęnchurch jest
tak nudno, życie w Harrogate może wydać się pani znacznie bardziej
zabawne.
- Nie z... tym człowiekiem jako moim... mężem - odpowiedziała szeptem
Anita. - Gdy podaje mi rękę... przechodzą mnie ciarki i wydaje mi się, że to
wąż. Jak mogłabym pozwolić, by mnie... dotykał?
W jej głosie było tyle zgrozy, że książę instynktownie zacisnął dłonie na
lejcach. Potem zaś rzekł:
- Będę teraz jechał bardzo szybko i gdy już wypróbuję te konie, być może
znajdziemy jakieś rozwiązanie pani problemu.
Nie czekał na jej odpowiedz, tylko trzasnął z bicza, a konie wyrwały
naprzód. Powóz pędził z taką szybkością, z jaką Anicie nigdy jeszcze nie dane
było jechać. Kurz z drogi unosił się za nimi i pomyślała, że nie siedzi obok
Lucyfera, lecz Apolla, który pędził swoim rydwanem po niebie, niosąc
światło z jednej strony świata na drugą. Anita drżała z podniecenia. Gdy
zaczęli zbliżać się do końca prostego odcinka drogi, książę powstrzymał nieco
konie, a po kilku minutach zawrócił.
- To było ekscytujące! - zawołała Anita. - A konie są wspaniałe! Gdzie je
pan znalazł?
- Nie są moje - odparł książę - ale mam własne konie, które potrafią biec
równie szybko albo nawet szybciej jak te, choć przyznaję, że tym koniom
trudno byłoby coś zarzucić.
- Więc proszę tego nie robić - poprosiła Anita.
- Dlaczego? - spytał zaciekawiony.
- Bo to zawsze przynosi rozczarowanie, gdy coś,, co uważaliśmy za
doskonałe, zawodzi nasze oczekiwania.
- Jest pani zbyt młoda, by już coś wiedzieć na ten temat - zauważył książę,
a w jego głosie zabrzmiała wyraznie nuta cynizmu.
- A więc nigdy nie powinniśmy oczekiwać zbyt wiele -r ciągnęła Anita,
jakby rozmawiała sama z sobą - lecz próbować być wdzięczni za to, że jest
dobrze, tak jak jest.
- Gdy przemawia pani w taki sposób, czuję, że byłaby pani doskonałą żoną
proboszcza.
Krzyknęła przejęta zgrozą.
- To nieuprzejme i okrutne! Mówi tak książę tylko po to, by... mnie zranić!
Nie prawiłam kazania, ale próbowałam zrozumieć, dlaczego jest książę tak
cyniczny, mając ten tytuł i z pewnością wszystko, czego tylko zapragnie na
całym świecie... i jeszcze mnóstwo ponad to.
Książę zaśmiał się.
- A kto pani o mnie opowiadał?
- Nie o księciu w szczególności - odrzekła Anita. - Ale książęta są bardzo
ważnymi osobistościami... Wiem o tym... i ponieważ są w następnej linii
pretendentami do tronu, chce się wierzyć, że są szczęśliwi.
Książę znów się roześmiał.
- Mówi pani o mnie, jakbym był księciem z bajki, jednej z tych, które sobie
pani opowiada, spoglądając w niebo lub nabierając wody ze zdroju.
- Skąd książę wie, że to robię? - spytała Anita.
- To oczywiste.
- Próbuję... nie robić tego... przez cały czas.
- Nie byłoby dobrze, gdyby pani się zmieniła - zauważył książę. - Małe
anioły z pewnością wierzą, że wszystko jest doskonałe. - Uśmiechnął się
ponownie, po czym wyrecytował: - Niech na murach nieba krążą teraz anioły
jak wartownicy, by ostrzegać nieśmiertelne dusze. - Zauważył', że oczy Anity
zabłysły nagle i zapytał: - Czy to właśnie pani robi?
Czy to właśnie... robię? - powtórzyła jego pytanie. - Czy naprawdę
wyglądam jak anioł?
- Oczywiście!
- To śliczna myśl - rzekła Anita jakby do siebie.
- Więc cóż może być odpowiedniejsze niż ostrzeganie jego nieśmiertelnej
duszy, gdy jedzie pani w towarzystwie Lucyfera?
- Wydaje mi się... to była... impertynencja z mojej strony, myśleć, że książę
wyglądał jak on - odrzekła Anita. - Ale właśnie w chwili, gdy się książę
pojawił, myślałam, jak przystojny musiał być Lucyfer, zanim strącono go z
nieba.
Księciu prawiono wiele komplementów, lecz ten był najbardziej szczery.
- Dziękuję - powiedział i zauważył pokryte rumieńcem policzki Anity.
- Być może nie powinnam była... tego powiedzieć - szepnęła. - To, co
czasem myślę, wymyka mi się naprawdę bez zastanowienia, więc musi mi
książę wybaczyć.
- Nie ma czego wybaczać - odrzekł - a teraz, gdy wracamy już do domu,
chyba znalazłem rozwiązanie pani problemu.
- Znalazł książę? - W jej głosie zabrzmiała zupełnie inna nuta i Anita
klasnęła w dłonie. Obróciła się w stronę księcia, patrząc na niego błagalnie. -
Czy to naprawdę znaczy, Wasza Wysokość, że pan mi pomoże? Proszę... jeśli
książę to zrobi, będę mu... wdzięczna przez całe życie!
- Z pewnością spróbuję - odrzekł. - I myślę, że nie będzie pani
zawiedziona.
- Proszę obiecać, że nie będę musiała... poślubić... wielebnego Joshuy!
- Tylko wtedy, gdy będzie pani sobie tego życzyła.
- Książę wie, że to nie może stać się nigdy... nigdy... nigdy! - krzyknęła
Anita. - Ale jak książę może temu zapobiec?
- Myślę, że będziemy potrzebować pomocy jeszcze jednej osoby - odrzekł.
Po czym, dostrzegając niepokój na twarzy Anity, dodał: - Proszę się nie
martwić. Osoba, którą mam na myśli, to moja matka!
Rozdział trzeci
Księżna odpoczywała na swoim ulubionym miejscu przy oknie, gdy
zdumiona ujrzała syna jadącego w kierunku domu. Ponieważ opuścił ją ponad
godzinę temu, by wrócić do Harewood House, nie mogła zrozumieć, co
spowodowało ten niespodziewany powrót. Słysząc jego kroki zbliżające się
do drzwi salonu, patrzyła wyczekująco. Wszedł i zanim zdążył się odezwać,
księżna wykrzyknęła:
- Co się stało, Kerne? Nie spodziewałam się ujrzeć cię znów tak szybko!
- Nie musi się mama martwić - rzekł książę, podchodząc do niej.
- Więc o co chodzi? - spytała z ciekawością. Usiadł przy niej w fotelu, po
czym odrzekł:
- Gdy jechałem powozem, ujrzałem bratanicę panny Lavenham i
zauważyłem, że jest w wielkim strapieniu.
- Cóż ją mogło tak zmartwić?
- Najwyrazniej mamy stara przyjaciółka, która - jak mi mama mówiła - jest
oddana dobroczynności, zdecydowała, ze to dziecko ma poślubić jej
ulubionego duchownego. [ Pobierz całość w formacie PDF ]