[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Widzieli już dom, ale Benedikte biegła dalej wprost na brzeg jeziora. Przy łodzi kręcili się
lensman i Livor, Adele siedziała na piasku, skulona, z kolanami podciągniętymi pod brodę, z
twarzą ukrytą w dłoniach.
W momencie gdy Benedikte i Sander już się zbliżali, uniosła głowę i tonem protestu zwróciła
się do lensmana Svega:
- Już mówiłam, że chcę się przeprawić! Jaki sens ma zabieranie ich jako pierwszych? Oni
się nie boją tego strasznego miejsca!
- Będzie tak, jak powiedział Livor, on wie najlepiej - oznajmił Sveg. Odwrócił się do
Benedikte i Sandera. - Ale wam się spieszy, wyglądacie, jakby was gonił upiór!
Było to sformułowanie całkiem nie na miejscu i on sam chyba także to zrozumiał.
- Nie, mamy go przed sobą - wysapała Benedikte. - Zatrzymajcie łódz! Ona nie może
wypłynąć na jezioro!
154
- O co ci chodzi?
- Nie może wypłynąć na jezioro!
Wpadła w panikę. Biegła tak szybko, że teraz nie miała dość siły, by skoncentrować się tak
jak powinna, a oni niczego nie pojmowali!
Livor odepchnął już łódz od brzegu i starając się utrzymać równowagę sadowił się na swoim
miejscu.
- Zatrzymaj się, przeklęty duchu otchłani! - zawołała Benedikte unosząc ręce w stronę łodzi.
W dłoni trzymała mandragorę.
Livor odwrócił się. Jego dobroduszną chłopską twarz ściągnął grymas nienawiści. Urósł
nagle i zgarbił się, głowa wysunęła się do przodu między ramionami, a jego twarz na ich
oczach zmieniała się w straszną, wykrzywioną maskę, której brakowało lewej połowy od oka
do szyi, tak że bielały odsłonięte zęby.
Odwrócił się, ustawił tak, by z powrotem zejść na ląd, ale łódz mocno odepchnął nogą dalej,
ku głębinie. Adele krzyczała jak szalona, kryjąc się za Sanderem. Wszyscy czworo zaczęli
się cofać, podczas gdy upór zbliżał się do nich coraz bardziej.
Sander zbyt pózno zrozumiał to, co było dość jasne: jeśli kapłan, zepchnięty przez Tengela
Złego zaklęciem w głębinę, powrócił w innej postaci, musiało się stać tak samo i teraz, gdy
dokonała tego Benedikte. A kogo spotkali w chwilę pózniej? Kto przewiózł ich łodzią na
drugą stronę? Nie wiadomo, gdzie znajdował się prawdziwy Livor, najprawdopodobniej już
nie żył, zgładzony, by kto inny mógł przejąć jego ciało i ziemskie życie.  Livor , który nigdy
nie słyszał o upiorze!
Zaczęli biec pad górę, ścigani odgłosem ciężkich kroków. Przewoznik głucho ryknął z
wściekłości. Wiedzieli wszyscy, że nie ma dla nich żadnego ratunku, jeśli Benedikte nie...
Z desperacją starała się skupić myśli na zaklęciu, którego wyuczyła się na pamięć, ale w
mózgu miała przerażającą pustkę.
- Uciekaj! - wrzasnął Sander. - Uciekaj, jeśli ci życie miłe!
Upiór przestał ryczeć. Słyszeli za sobą tylko kroki, ciężkie, dudniące, jakby kulejące.
Z pewnością nie były to kroki Livora.
Gdyby zdołali dotrzeć do domu, ale wydawał się tak nieskończenie daleko... I czy pomaże
im to, że znajdą się w środku?
Raczej nie.
155
Benedikte biegła jako ostatnia, uważała bowiem, że powinna chronić innych. Próbowała
wypowiedzieć zaklęcie; to sprawiło, że musiała zwolnić. Zatrzymała się i obróciła ku
potwornemu prześladowcy.
Sander wyciągnął do niej rękę.
- Benedikte, kochana moja, ze względu na mnie... spróbuj uciekać!
Adele znalazła się tuż przy nich i zawołała histerycznie:
- Sanderze, szybko, nie zwracaj na nią uwagi! Ona nie jest twoją ukochaną, bo chyba nie
spałeś także i z nią? Szybko, Sanderze, pospiesz się!
Benedikte uniosła ramiona ku potworowi, choć na jego widok ogarniały ją mdłości, i już
zaczęła wymawiać pierwsze słowa zaklęcia. Odniosły taki skutek, że zjawa się zatrzymała.
Ale do jej uszu doszły krzyki Adele.
Także? Spał z nią także?
To znaczy, że...
- Nie! - zawołała. - To nie może być prawda!
Kapłan-przewoznik znów się poruszył.
- Zaklęcie, Benedikte!
To Sander do niej wołał.
Spróbowała raz jeszcze. Powiodło jej się na tyle, że kapłan znów znieruchomiał, ale myśli
jak szalone wirowały jej w głowie. Kiedy Sander uspokajającym gestem ujął ją za ramię,
wyrwała mu się zniecierpliwiona i uderzyła w twarz.
- Nie dotykaj mnie! - syknęła.
- Benedikte...
- Nie odzywaj się do mnie! - krzyknęła. - Nie odzywaj się do mnie! Nie chcę cię więcej
widzieć, nie przeszkadzaj mi!
Jeszcze raz spróbowała wymówić zaklęcie, ale szlochała tak gwałtownie, że ledwie
wypowiadała kolejne urwane sylaby. Mogło to utrzymać upiora w miejscu, ale nic poza tym.
Gdyby tylko przestała mówić, uwolniłby się od czaru.
- Benedikte! Adele nic dla mnie nie znaczy - powiedział Sander szybko, zanim zdołała mu [ Pobierz całość w formacie PDF ]