[ Pobierz całość w formacie PDF ]

pytanie, ilu jeszcze członków liczy klan Dellaventura. On sam był jedynakiem i
- 37 -
S
R
chował się w spokojnym, tradycyjnym domu, który prawdopodobnie był całkowitym
przeciwieństwem domu, w jakim dorastała Mac.
- Dobra robota - powiedział, patrząc na rysunek. Pomyślał, że trzeba go będzie
jak najszybciej zeskanować, porobić kopie i rozdać, komu trzeba.
Wszystko jednak w swoim czasie i we właściwej kolejności.
- Teraz musimy pokazać ten portret waszej siostrze - zwrócił się do Mac i do
Randy'ego.
- Nie. - Moira potrząsnęła głową i oddała Cade'owi szkic. - Nigdy w życiu nie
widziałam tej kobiety. Czy to ona porwała Heather?
- Wygląda na to, że tak.
- Ale dlaczego? Czemu miałaby robić coś tak strasznego? Po co jej moja
córeczka? - W oczach Moiry pojawiły się łzy. Otarła je i ciągnęła dalej. - Przepraszam.
Myślałam, że już wypłakałam sobie oczy.
- Jeszcze za to zapłaci, Moiro - powiedziała Mac z przejęciem. - Mogę ci to
obiecać. A teraz wez się w garść i postaraj się wyzdrowieć. Zrób to dla Heather. -
Uścisnęła dłoń siostry. - Zobaczymy się pózniej. Idziemy - zwróciła się do Cade'a,
wskazując głową drzwi.
Znowu zaczynała wydawać mu rozkazy. Widocznie ta kobieta musi zawsze
grać pierwsze skrzypce. Wyszedł za nią, ale zatrzymał się, jak tylko znalezli się na
korytarzu. Kiedy spojrzała na niego ze zniecierpliwieniem, zapytał:
- Dokąd idziemy?
Przez chwilę zdawała się nie rozumieć, o co mu chodzi. A potem machnęła ręką
w nieokreślonym kierunku i odparła:
- Do następnego miejsca.
Cade skrzyżował ręce na piersi i czekał. Był ciekaw, co ona znowu wymyśliła.
- To znaczy gdzie?
- Nie wiem. Przecież to ty jesteś detektywem.
- No właśnie. Spróbuj pamiętać o tym dłużej niż przez trzy sekundy. - Po tych
słowach Cade ruszył w stronę windy.
- Przepraszam. - Mac pobiegła za nim. - Nie wiedziałam, że tak łatwo cię
urazić.
- 38 -
S
R
- Wcale nie tak łatwo, a przynajmniej na ogół. - Wcisnął guzik przywołujący
windę i spojrzał na Mac. - Dobrze sobie radzisz z telefonami?
- Nie rozumiem.
W odpowiedzi Cade tylko się uśmiechnął.
Nie musiała długo czekać na odpowiedz.
Kiedy wrócili do biura, zastali tam dziewczynę imieniem Audra, która pod
nieobecność sekretarki odbierała telefony i faksy. Poza nią w biurze nie było nikogo.
Audra poinformowała Cade'a, że wszyscy wyszli w swoich sprawach.
- Lubisz być na bieżąco, dokładnie tak jak ja - powiedziała Mac do jego pleców.
- To nie to samo. - Znalazł to, czego szukał, i odwrócił się z książką
telefoniczną w ręku. - To ja prowadzę tę agencję. Dlatego muszę wiedzieć, co robią
moi współpracownicy. Chodz. - Zaprowadził Mac do swojego biura. - Możesz używać
tego telefonu. Ja będę po drugiej stronie korytarza, w biurze Megan.
- Czy moja obecność aż tak bardzo działa ci na nerwy? - zapytała, lekko
dotknięta.
- Co? - Nie zrozumiał, o co jej chodzi.
- Po co nam osobne pokoje?
- Będą nam potrzebne dwa telefony. Ty dzwoń z linii pierwszej, a ja będę
dzwonił z drugiej. - Podał Mac książkę telefoniczną. - Najpierw trzeba obdzwonić
wszystkie lokalne szpitale i zapytać, czy ktoś nie przywiózł wczoraj na ostry dyżur
małej dziewczynki, odpowiadającej rysopisowi Heather. W okolicy jest pięć szpitali.
- Ja to załatwię.
- Potem zadzwoń do korporacji taksówek, wymienionych na stronie pierwszej.
Ja wezmę drugą stronę. - Cade wiedział, że
Megan ma w swoim pokoju własny egzemplarz książki telefonicznej . -
Zapytaj...
- Czy ktoś nie wiózł wczoraj z Huntington Beach eleganckiej kobiety koło
czterdziestki z malutką dziewczynką - dokończyła Mac.
Chcąc nie chcąc, musiał przyznać, że podobał mu się jej tok rozumowania.
- Jak zwykle, o krok przede mną - westchnął.
- 39 -
S
R
Nie miała zamiaru przepraszać go za to, że myślała tak szybko. Przywykła
uważać to za swoją zaletę.
- To cię denerwuje, prawda?
- Nieszczególnie. - Chciał być z nią szczery. - Za to strasznie mnie denerwuje,
kiedy kończysz za mnie zdanie. - Mimowolnie się uśmiechnął. Ta kobieta miała takie
wyraziste oczy. Patrząc w nie, mógł prawie odgadnąć jej myśli. Kłopot w tym, że
tylko prawie. - Prawdę mówiąc, zawsze podziwiałem ludzi bystrych.
- Pod warunkiem, że nie były to kobiety, co?
Cade zamilkł. Zastanawiał się, czy ona była taka z natury, czy też coś pózniej
sprawiło, że zrobiła się taka defensywna.
- Pani doktor, nie jest pani ekspertem w rozszyfrowywaniu ludzi, choć może tak
się pani wydaje. Megan Andreini jest jedną z moich najserdeczniejszych przyjaciółek.
Kiedy miałem z nią ostatnio do czynienia, była piekielnie kobieca, a zarazem ostra jak
brzytwa. Nigdy by nie została moją partnerką, gdyby nie była właśnie taka.
- Przecież ja też jestem taka - powiedziała Mac i mimowolnym gestem
przycisnęła do piersi książkę telefoniczną. - Tyle że zwykłam głaskać ludzi pod włos.
Ona rzeczywiście była strasznie defensywna. A może także trochę przeczulona.
- Nie głaszczesz mnie pod włos, Mac - powiedział łagodnie. - Chodzi o to, że
nie przywykłem pracować z drugą osobą.
- Przecież dopiero co mówiłeś...
Cade uświadomił sobie, że musiał się wyrazić niejasno.
- Megan jest moją wspólniczką w agencji - wyjaśnił. - Ona prowadzi swoje
sprawy, a ja swoje. Czasami konsultujemy się, ale nigdy nie pracowaliśmy razem przy
jednej sprawie. To dla mnie całkiem nowe doświadczenie. Musisz być dla mnie bar- [ Pobierz całość w formacie PDF ]