[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Harriet nie zważała na jej słowa. Wiele dni spędzonych wspólnie w zamkniętym powozie
zbliżyło do siebie obydwie kobiety, a Harriet musiała przyznać, że droga nie zawsze była wygodna i
miła. Zdarzały się wyjątki.
Kate zaszyła się w kąt powozu, ale Harriet przywarła do zimnej szyby. W oddali widniała
kolejna grań, a nad nią majaczył niewyrazny zarys czegoś innego. Spojrzała ku górze - zza chmur
wyłaniała się potężna, masywna bryła na samym wierzchołku skały, górująca nad całą okolicą.
Harriet dostrzegła też mroczne, kamienne baszty narożne, choć ledwie je było widać zza mgły, i
strzeliste wieżyczki na tle ciemniejącego nieba. Granitowe blanki oraz archaiczny styl budowli
upodabniały ją raczej do twierdzy niż domostwa, lecz Harriet, tknięta przeczuciem, miała pewność,
że właśnie tam znajduje się cel ich podróży.
- Chyba już się zbliżamy - szepnęła, a jej słowa wyrwały Kate z drzemki. I ona również
przysunęła twarz do okienka.
- Gdzież to jest? - spytała bojazliwie.
- Na tamtym grzbiecie górskim. Harriet wskazała palcem zamek. Kate podążyła za nim wzrokiem.
Po chwili milczenia zawołała:
- Ciągle nic nie widzę. Ma panienka na myśli te ruiny na górze?! Przecie to jakaś opuszczona
strażnica. Noga moja tam nie postanie! Pewno w niej straszy jakiś szkocki bandyta sprzed wieków!
- Jestem pewna, że to właśnie Hillsdale Castle.
- Co takiego?! - Harriet poczuła, że Kate cała się trzęsie. - Nie może być, panienko! Toż nie
świeci się w żadnym oknie ani dym nie idzie z komina. Nora w sam raz dobra dla diabła, a nie
porządnej chrześcijańskiej rodziny, której trzeba guwernantki!
- Bzdury! - prychnęła Harriet, choć musiała przyznać, że na pierwszy rzut oka miejsce jej
przyszłej pracy robiło dość przerażające wrażenie. - To piękny średniowieczny zamek. Musi w nim
być mnóstwo starych sprzętów i wielkie kominki z trzaskającym ogniem. Właściciele na pewno
przebudowali go i wygodnie urządzili wewnątrz, ale byli na tyle mądrzy, żeby zachować zewnętrzną
sylwetkę.
Służąca spojrzała na nią z niedowierzaniem, lecz zamilkła. Gdy zbliżali się do bramy wjazdowej,
zamarznięta mżawka zabębniła po dachu powozu, a dzikie podmuchy wiatru zatrzęsły pojazdem. Obie
kobiety ogarnęło zdenerwowanie.
Harriet uchwyciła się skraju welwetowego siedzenia, żeby nie upaść. Kate również. Choć w
powozie było ciemno, Harriet dostrzegła strach w oczach służącej. Miała nadzieję, że w jej
własnych, orzechowych tęczówkach nie widać śladu złych przeczuć.
To tylko podniecenie i ulga, że podróż wreszcie się kończy, powtarzała sobie w duchu. I całkiem
zrozumiała obawa przecież rozpoczynam nowe życie w osobliwym otoczeniu!
Słowa Kate, że w zamku nikogo nie ma, wydawały się prorocze. Gdy powóz zadudnił, jadąc po
starym zwodzonym moście i zatrzymał się na odkrytym dziedzińcu, nikt nie wyszedł im naprzeciw.
Harriet sądziła, że fatalna pogoda każdego rozumnego człowieka zatrzymałaby w ciepłym domu. Nie
mogła uprzedzić o dniu swojego przybycia i nie przejmowała się brakiem powitania. Ktoś przecież
musiał zauważyć ich przyjazd i wkrótce się pojawi. Wątpliwe, by do tak oddalonej siedziby
przybywali nieoczekiwani goście!
Harriet opuściła szybę w okienku i zawołała do woznicy:
- Kate i ja chcemy wejść frontowymi drzwiami! Proszę odprowadzić powóz do stajni. Biedne
konie są tak zmęczone, że z pewnością same tam trafią!
Wolałaby co prawda, żeby to właśnie lokaj zastukał do drzwi. Uznała jednak, że musi działać
rozumnie. Woznica na pewno chciał zająć się zziajanym zaprzęgiem, a z braku służby będzie chyba
zmuszony zrobić to sam.
John podjechał tak blisko do drzwi frontowych, jak tylko się dało. Harriet pospiesznie zapięła
płaszcz pod samą szyję i skinęła na Kate, wysiadając z powozu.
Ostry, przenikliwy wiatr z deszczem uderzył w nią z całej siły i niemal przewrócił na ziemię.
Zaczerpnęła głęboko tchu, w nozdrzach poczuła cierpką woń wilgoci. Usiłowała zignorować
przerazliwe wycie wichury szalejącej dokoła zamku, gdy szykowała się do wejścia. Otulona [ Pobierz całość w formacie PDF ]