[ Pobierz całość w formacie PDF ]

 Przesadzasz. A twoi przyjaciele są cudowni.
 Cieszę się, że ich polubiłaś. Oni ciebie zresztą też. Ale mam wrażenie,
że znowu się ode mnie oddalasz.
 Wydaje ci się.
 Udowodnij, że nie mam racji  powiedział, chwytając ją w ramiona.
Tym razem to nie był pożegnalny pocałunek. To zdecydowanie miało być coś
więcej.
70
R
L
T
Odruchowo odepchnęła go od siebie. To nie było rozsądne. Powinna
udawać, że go pragnie, bo w przeciwnym razie on w końcu da sobie spokój, a
przecież nie mogła tego ryzykować. Właśnie dał jej do zrozumienia, że ma
już dość czekania. Dlatego pocałowała go w brodę nieśmiało, ale
zachęcająco. On tymczasem rozpiął jej spinkę, tak że włosy opadły na
ramiona, roztaczając wokół jabłkowy zapach. Jego pocałunki stawały się
coraz bardziej natarczywe.
Tarn poczuła, że jego ciało ją przyciąga. Gładziła go po karku. Kusił ją
jego zapach, smak i dotyk. On pogłaskał ją po udzie i silniej przyciągnął do
siebie. Nagle Tarn poczuła tak silną panikę, jak nigdy dotąd. Bała się bardziej
niż wtedy, gdy była dzieckiem i myślała, że Griffithsowie odeślą ją z
powrotem do domu dziecka. Nigdy dotąd nikogo tak mocno nie pragnęła i
jeszcze nigdy nie czuła tak silnej potrzeby, żeby się komuś oddać bez reszty.
Ale wszystko by wtedy popsuła. Nie może rujnować swoich planów dla
chwilowego kaprysu. Musi się powstrzymać. Musi...
 Caz, proszę, przestań  wydukała słabym głosem.
 Ty... Ja nie mogę.
Przez chwilę myślała, że jej protest zostanie zignorowany, ale w końcu i
on się opanował.
 Chcesz mi powiedzieć, że mnie nie chcesz?  spytał bardzo cichym
głosem.
Potrząsnęła głową, bo wiedziała, że i tak go nie oszuka.
 To o co chodzi? Czy ktoś cię... skrzywdził?
Jak śmie o to pytać? Dlaczego dla Evie nie był taki szarmancki?
 Powiedz mi, kochanie. To był tamten ktoś w Stanach?
 Howard?  Tarn ze wstydem musiała przyznać, że już ledwo
pamiętała jego imię.  Nie, to nie o to chodzi.  Przełknęła ślinę.  Chodzi o
71
R
L
T
to, że ja nigdy... Ja jeszcze nigdy...  przerwała i spuściła wzrok.  To
śmieszne, prawda?
 Czy ja się śmieję? Przecież dziewictwo to nic złego. Powinienem był
się wcześniej domyślić. To wiele tłumaczy.  Stanął za jej plecami i objął ją
od tyłu.  Może jednak za jakiś czas zdecydujesz się to zmienić. Co ty na to?
 Nie wiem... nie wiem, co mam myśleć.
 Po prostu będziemy musieli chwilę poczekać.
Dlaczego ze wszystkich mężczyzn na świecie, musiała coś tak
dziwnego czuć akurat do Caza Brandona? Przecież to ona miała jego
doprowadzić do szaleństwa, a nie on ją!
72
R
L
T
ROZDZIAA SIDMY
 To niebywałe!  narzekała pani Griffiths.  Tyle się mówi o prawach
człowieka, a ja nie mogę nawet zobaczyć własnej córki! Mogłabyś wreszcie
coś z tym zrobić!
 Starałam się.  Tarn pomimo zmęczenia próbowała być delikatna. W
nocy męczyły ją dziwne sny. Na szczęście niewiele z nich zapamiętała.
Wiedziała, że już nie zaśnie, więc nie chciała leżeć plackiem i gapić się
w sufit. Wstała z łóżka, znalazła kilka starych podkoszulków i wysprzątała
całe mieszkanie. Gdy skończyła, wszystko lśniło. Wzięła prysznic, po czym
przypomniała sobie, że chyba już najwyższy czas odwiedzić przybraną
matkę. Postanowiła, że pojedzie do niej przed zakupami na weekend.
 Jak widać niewystarczająco  pani Grffiths nie odpuszczała.  To
moja córka. Potrzebuje mnie, a ja potrzebuję jej. Musisz to w tym lekarzom
powiedzieć.
Mogłabym im to powtarzać w nieskończoność, a i tak nic by to nie dało,
pomyślała Tarn.
 Pójdę tam jutro i zobaczę, co się da zrobić  powiedziała na głos.
 Powiedz im, że kupiłam jej sukienkę w jej ulubionym kolorze, czyli w
turkusowym.
Tarn skinęła głową. Nagle sobie o czymś przypomniała.
 Jeśli mowa o sukienkach, co się stało z suknią ślubną Evie? Nie było
jej w mieszkaniu. Nie wiesz, gdzie się mogła podziać?
 Nie wiem. W sumie jej nie widziałam. Kolejny sekret mojej biednej
córeczki. Ale zwróciłam jej uwagę, że sukienka z satyny to jednak nie
najlepszy pomysł na taką okazję.
73
R
L
T
 To chyba teraz nie ma wielkiego znaczenia. Zaraz. Z satyny?
Myślałam, że... Pisała mi w liście, że miała sukienkę z kremowej tafty z
szyfonem.
 Na pewno z satyny i w odcieniu masy perłowej. Zanim się na nią
zdecydowała, obejrzała mnóstwo innych.
 Pewnie masz rację.
 Idz ją jutro odwiedzić, a nie szlajaj się, nie wiadomo gdzie, z tą twoją
Delią.
 Della jest u rodziny  odpowiedziała trochę już poirytowana Tarn.
 Nie powinnam była pozwolić, żebyś się przenosiła do tej latawicy.
Wyglądasz, jakbyś z nią całą noc balowała.
 Po prostu kiepsko spałam.
 I tak pewnie lepiej niż moja biedna córcia zamknięta w tym
koszmarnym miejscu.
Tarn chciało się krzyczeć, że to nie jej wina, że Evie jest w szpitalu, i że
robi wszystko, co może, żeby jej jakoś pomóc. A jednak przygryzła język i
poszła na zakupy. Godzinę pózniej wdrapywała się na schody z dwiema
ciężkimi siatkami. Pod jej drzwiami stał jakiś wysoki człowiek.
 Właśnie miałem ci zostawić list  powiedział Caz.
Tarn opadła szczęka. Cały ranek zastanawiała się, co mu powie, gdy go
następnym razem zobaczy. A on właśnie sobie tu spokojnie stał w spodniach
khaki i granatowej koszuli z wywiniętymi rękawami, spod których wystawały
opalone przedramiona. Nagle zapomniała wszystkie przećwiczone kwestie.
 A co w nim napisałeś?  spytała, siląc się na spokój.
 %7łe mamy piękny dzień, więc może spędzmy go razem.
 A co z twoimi przyjaciółmi?
 Poszli na zakupy, a potem wracają do Surrey. Grace się teraz szybko
74
R
L
T
męczy.
 No tak.
 To jedziemy na wycieczkę?
Tarn zawahała się.
 Najpierw muszę wypakować zakupy.
 Jasne.
 I chyba muszę się przebrać.
 Po co? Przecież tylko wyskoczymy na plażę. Wez jakąś kurtkę i
możemy jechać.
 Brzmi wspaniale.
 Wypakuj zakupy, a ja zrobię kawę. Przy okazji ustalimy, gdzie
chcemy jechać.
Kiwnęła głową i otwarła drzwi.
 Niezle się napracowałaś  stwierdził na widok lśniącej kuchni.
 Lubię sprzątać, jeśli mi nie wyjdzie w redakcji, to zawsze mogę się
zatrudnić w MacNaughton Company.
 Kiedyś korzystałem z ich usług, ale raczej bym ich nie polecał.  Caz
nalał wody do ekspresu.  1 niby dlaczego miałoby ci nie wyjść?
Tarn podała mu nową paczkę kawy, którą właśnie kupiła, i odnotowała
w myślach, że to pewnie Evie ich wynajęła. [ Pobierz całość w formacie PDF ]