[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Pogłaskała go po policzku. Tak bardzo kochała tego mężczyznę...
- Proszę, przyniosłem je dla ciebie.
W rękach trzymał bukiet, wibrujący czerwienią, różem i żółtością pięknych kwia-
tów.
- Są takie piękne. Poproszę pielęgniarkę, aby włożyła je do wazonu.
Ich palce skrzyżowały się.
- Wydaje mi się, że pielęgniarki mają teraz pełne ręce pracy... - odpowiedział ta-
jemniczo.
- Tatuś powiedział, że przygotował dla nas jakąś niespodziankę. - Meg zbliżyła się
do mamy i szeptem dodała: - A ja wiem, jaką niespodziankę...
Gage połaskotał córkę.
- Na pewno nie wiesz...
Wtedy do pokoju weszły dwie pielęgniarki, trzymając na rękach śliczne bliznięta.
R
L
T
Oczy Jenny zapłonęły radością, szczęściem i miłością, aż nie mogła wydobyć z
siebie słowa. Ile momentów w życiu jest tak cennych? Ten dzień był chyba jej najszczę-
śliwszym.
Gage lekko odsłonił kocyk, w który zawinięty był noworodek.
- A któż to taki... Ach. To Noah. Prawdziwy z niego przystojniak.
Druga z pielęgniarek oddała maleństwo w ręce Jenny. To zatem jest Isobelle.
Zliczna jak jej braciszek.
Meg zaczęła żywiołowo podskakiwać.
- Mogę jedno potrzymać?
- Braciszka czy siostrzyczkę?
- Hm... O to - odparła, wskazując zawiniątko na rękach Gage'a.
Gage skłonił Meg, by oparła się o poduszki leżące na łóżku, i wręczył jej śpiącego
Noaha.
- Nie mogę uwierzyć, że urodziłam bliznięta - powiedziała z westchnieniem Jenna.
Gdy Noah ziewnął, Meg westchnęła z zachwytem.
- Jest cudowny. Uwielbiam go - powiedziała, po czym dodała z uśmiechem - mimo
że ma trochę zmarszczek.
Gage zaśmiał się.
Tak niedawno Meg też była niemowlęciem. Przez te cztery lata obydwoje bardzo
starali się stworzyć jej bezpieczny i kochający dom. Była dla nich całym światem. Tak
mała, a już pewna siebie. Jenna czuła, że wykonali z Gage'em świetną robotę.
- Czy możemy już zabrać je do domu? - zapytała z nadzieją Meg.
- Jeszcze nie, kochanie. Za kilka dni.
Szczęśliwie dzieci urodziły się zdrowe, a poród przebiegł bez żadnych komplikacji.
Jenna wiedziała jednak, że musi jeszcze trochę wypocząć, zanim będzie mogła w pełni
się oddać wychowaniu kolejnej dwójki maluchów. Nawet z pomocą Tiny.
- Czy jesteś pewien, że poradzisz sobie z Meg sam w domu? - zapytała.
- Jasne. Będziemy się świetnie bawić - zapewnił z uśmiechem. - Nie martw się. Po-
radzimy sobie. Skoncentruj się teraz na sobie. Odzyskaj siły.
Jego oczy zalśniły dumnie.
R
L
T
- Nic dziwnego, że dzieci są takie śliczne. Mając taką mamę...
Jenna uśmiechnęła się wzruszona i poprawiła Gage'a:
- ...mając takich rodziców.
- Już wcześniej byłem szczęśliwy, ale to, co teraz czuję... - zawiesił z emocji głos,
po czym wzruszył ramionami: - Musimy po prostu mieć więcej dzieci.
Jenna odchrząknęła i zaśmiała się.
- Ale dasz mi kilka tygodni?
Ona też oczywiście chciała więcej dzieci. Od trzech lat starali się o potomstwo.
Trudności wystąpiły prawdopodobnie przez stres związany z procesem. Dobrze, że jest
już po wszystkim, pomyślała. Leeann i Barry'ego spotkała zasłużona kara.
Jenna byłaby szczęśliwa, gdyby już nigdy więcej o nich nie usłyszała.
Gage przez cały czas był przy niej i ją wspierał. Wyjechał tylko raz na trzy dni do
Dubaju uratować kontrakt, na co zresztą sama nalegała. Po powrocie postanowił prze-
nieść większość swoich obowiązków zawodowych na Nicka. W wolnych chwilach po-
magał żonie zarządzać Darley Realty i restaurować zabytkowe auta. Ich ostatnie dzieło,
Aston Martin DB4, osiągnęło na aukcji zawrotną cenę.
Przez ostatnie cztery lata bardzo się do siebie zbliżyli. Gage zwierzył się jej ze
wszystkiego, co dręczyło jego sumienie. Powiedział jej nawet o biednej Brittany. Teraz
wiedziała, dlaczego Gage tak bardzo bał się przyznać do własnych uczuć.
Popatrzyła na niego, gdy bawił się maleńką rączką Isobelle.
- Wiedziałaś, że dwadzieścia dwa procent blizniąt jest leworęczna? - odezwał się
do Jenny.
- Tak. Chyba już o tym wspominałeś - przynajmniej tysiąc razy, pomyślała, od kie-
dy dowiedzieliśmy się, że ciąża jest mnoga.
- A słowo  bliznię" pochodzi z języka greckiego.
Gage uśmiechnął się zagadkowo do Meg i powiedział:
- Musimy pokazać mamie to specjalne drzewko, które zrobiłyście dzisiaj razem z
panią Samuels.
Twarz Meg rozświetliła się.
- Przyniesiesz je, tatusiu?
R
L
T
Gage sięgnął do torby po kawałek papieru i wręczył go Jennie.
- Meg narysowała nasze drzewo genealogiczne.
- Popatrz, mamo. Tutaj jest Isobelle... albo Noah. Myślałam, że będzie tylko jed-
no... A tutaj jest tatuś i ty. Tatuś ma koronę, bo pochodzi od królów. O, a tu moja druga
mama i tatuś.
Jenna poczuła ucisk bólu, który szybko ustąpił uczuciu szczęścia, które teraz ją
przepełniało.
- Jeśli nie jesteś zbyt zmęczona, mamo, zrobię zdjęcie, żeby pokazać w szkole...
- Nie jestem, kochanie.
Gage ustawił aparat i usiadł obok Jenny i Meg. Uśmiechnął się do swojej ukocha-
nej i cmoknął w czoło córeczkę.
- Niech wszyscy powiedzą  czekolada"!
Zabłysł flesz, ale uśmiech Jenny nie zniknął. Chciała, aby ten moment w jej życiu
trwał wiecznie.
- Nie umiem sobie wyobrazić szczęśliwszej osoby od siebie.
Gage pochylił się nad nią i pokręcił z uśmiechem głową.
- Może poza mną.
R
L
T [ Pobierz całość w formacie PDF ]