[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wątpliwości co do jego pochodzenia. Lamptonowie z pełną świadomością ograbili matkę
kapitana Fawleya
1 jego samego z należnego im majątku. A teraz Percy Lampton zamierzał zrobić to
ponownie!
- Musimy tylko upewnić się, czy ta pani jest pełnoletnia i czy dobrowolnie wstępuje w
związek małżeński z kapitanem Fawleyem - stwierdził prawnik z kwaśną miną. - Czy tak
jest? - zwrócił się wprost do Deborah.
84
Annie Burrows
Zanim zdążyła potwierdzić, dobroduszny prawnik potrząsnął głową.
- Nie, nie! Musimy nie tylko ustalić legalność, ale i stosow-ność tego związku. Małżeństwo
nie może budzić najmniejszych wątpliwości. Jeśli Lamptonowie znajdą jakikolwiek punkt
zaczepienia, spróbują podważyć naszą decyzję. Jeżeli pani nie zdoła wykazać się
nienagannym rodowodem, to...
- Nonsens! - warknął chudy prawnik. - Jest oczywiste, że Euphemia Lampton zamierzała
przekazać cały swój majątek temu młodemu człowiekowi. W oryginalnym testamencie
nie ma najmniejszej wzmianki o bratanku. Nie zapisała mu nawet drobnej pamiątki. Obaj
wiemy, że dodała kodycyl pod przymusem.
Na słowo  bratanek" Deborah przeszył zimny dreszcz. Czyżby tym drugim wymienionym
w testamencie spadkobiercą był... Percy Lampton? Czy to właśnie tego spadku oczekiwał?
Jeśli tak, to kapitan Fawley zamierzał zrobić coś znacznie gorszego, niż sądziła. Nie tylko
wykorzystywał ją do zdobycia majątku, ale w dodatku majątek ten moralnie należał się
komu innemu. A przynajmniej... zagryzła dolną wargę... Lampton zawsze uważał, że mu
się należy. Będzie się czuł obrabowany. Poczuła się wspólniczką zbrodni!
Policzki pulchnego prawnika zaróżowiły się nieco.
- Nie ma sensu rozprawiać o szczegółach w obecności tej młodej damy...
- Dlaczego nie? Przecież praktycznie zażądałeś od niej referencji!
Pulchny prawnik stracił dobroduszny wygląd, gniewnie ściągnął brwi w literę V i odwrócił
się twarzą do partnera.
Cnotliwa żona
85
- Tylko dla dopełnienia wszystkich obowiązków formalnych. Zwyczajowo przekazuje się
majątek osobom spokrewnionym, a nie całkowicie obcym wobec testatora.
- W tym wypadku istnieje związek krwi. Chyba pamiętasz, co mówiła panna Lampton,
gdy nas wezwała, by sporządzić oryginalny testament...
- Panowie wybaczą. - Deborah wstała i dumnie uniosła głowę, choć serce waliło jej w
szaleńczym tempie. - Pragnę zaręczyć, że mam prawo poślubić każdego mężczyznę, którego zechcę -
oświadczyła, po czym zwróciła się wprost do pulchnego prawnika. - Moja
matka jest wnuczką lorda Plym-stocka, chociaż po kądzieli. Może pan sprawdzić jej
drzewo genealogiczne w Collin s Peerage. Mój ojciec pochodził z Gil-liesów z
Hertfordshire. To również może pan sprawdzić, jeśli pan sobie życzy. Był trzecim synem
Reginalda i Lucindy Gillies z Upshott. Nie jest to może ród arystokratyczny, ale stary i
szacowny.
Wciągnęła głęboko powietrze. Kipiała z oburzenia. Nie dość, że złożona jej przez kapitana
Fawleya propozycja małżeńska była niehonorowa, to jeszcze naraziła ją na takie
im-pertynenckie uwagi!
- Może pan również sprawdzać do woli, ale nie odkryje pan w moim życiu niczego, co
mogłoby rzucić cień na moje dobre imię. Mój ojciec był duchownym. Już we wczesnym
dzieciństwie wiedziałam, że nie wolno mi sprawić mu zawodu żadnym nieodpowiednim
postępkiem. Proszę pojechać do mojego rodzinnego Lower Wakering i przepytać ludzi.
Nie znajdzie pan nikogo, kto mógłby powiedzieć złe słowo o mojej reputacji. W drugiej
kwestii również mogę pana uspokoić:
86
Annie Burrows
tak, jestem pełnoletnia. I to od dawna. - Przy tym ostatnim stwierdzeniu na jej twarzy
pojawił się grymas goryczy, bo ten argument podniósł kapitan Fawley, sugerując, że być
może to jej ostatnia szansa na zamążpójście. - A czy wychodzę za kapitana Fawleya z
własnej i nieprzymuszonej woli?
Odwróciła się i spojrzała kapitanowi prosto w oczy. Czuła się upokorzona, wykorzystana i
oszukana. Wytrzymał jej wzrok bez śladu niepewności czy wyrzutów sumienia. Dostrzegła natomiast
w jego oczach nieco szydercze wyzwanie.
Zaufaj mu, błagała lady Walton. Nie stawaj po stronie jego wrogów.
Deborah była na niego wściekła, to prawda, ale czy mogła teraz się wycofać? Czy kapitan
Fawley nie uznałby tego za zdradę, i to najgorszą ze wszystkich, jakich doświadczył w życiu?
Zobaczy w niej wroga. Znienawidzi ją.
Trzęsąc się z bezsilnej złości, odwróciła się znowu do prawników, którzy czekali na jej
odpowiedz, gotowi do zanotowania jej oświadczenia.
- Tak - odparła głosem schrypniętym z emocji. Odchrząknęła. - Jeśli nie wyjdę za niego, to
nie wyjdę za nikogo -oświadczyła stanowczo.
Potem, ze łzami upokorzenia w oczach, zbiegła po schodach i wypadła na zakurzoną
ulicę. Oparła się o ścianę i próbowała odzyskać panowanie nad sobą.
Co ona zrobiła najlepszego? Jak mogła oddać swój los w ręce mężczyzny, który ją oszukał?
Który ją bez skrupułów wykorzystał? Skazała samą siebie na nieszczęście do końca życia!
- Panno Gillies! - Deborah zamrugała powiekami. Przy
Cnotliwa żona
87
I i awężniku zatrzymał się powóz Waltonów, a z okna wychyli ta się przejęta twarz
hrabiny.
Panno Gillies! - zawołał męski głos z okna kancelarii pi.iwniczej. Kapitan Fawley schodził
zapewne po schodach, / konieczności wolno i ostrożnie.
Stangret zeskoczył z kozła i otworzył przed nią drzwi. Wsiadła.
Gdzie Robert? - zapytała hrabina, wyglądając na ulicę za plecami Deborah.
- Raczej nie powinniśmy być widziani razem - odparła Debo-rah w chwili natchnienia. -
On sam z pewnością nie chciałby, żeby nasz podstęp wyszedł na jaw! - zakończyła z
goryczą.
Twarz hrabiny rozjaśniła się. Dała stangretowi znak, by ruszał.
W tej samej chwili na ulicę wypadł Robert z chmurną, pociemniałą z gniewu twarzą.
Rozdział piąty
- Ojej, to hrabina nie wejdzie do nas? - jęknęła rozczarowana Susannah, bo powóz
Waltonów odjechał, gdy tylko Deborah ukazała się w progu. - Atak liczyłam, że ją
poznam! Jaka ona jest? Gdzie byłyście? Trwało to całe wieki, a ja umierałam z ciekawości.
- Wiesz, lady Walton przypomina małą, lecz pełną determinacji trąbę powietrzną -
odparła Deborah. I nagle przyszło jej do głowy, jakie to typowe dla Susannah, że
domagała się zaspokojenia swej ciekawości w dniu, w którym ona najbardziej nie chciała [ Pobierz całość w formacie PDF ]