[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Powiedziano im, że sprzedaż rozpoczyna się o dziesiątej, ale gdy
przyjechały, na placu było już pełno stoisk, wokół których kręcił się tłum
ludzi. Wskazano im ich miejsce. Nie zdążyły jeszcze ustawić stolika ani
wyjąć pudeł z towarem, a otoczyła je gromada ludzi. Tłocząc się i
przepychając, pytali, co przywiozły. Jakaś kobieta sięgnęła do pudła po
Endra & pona
ous
l
a
d
an
sc
komplet papieru listowego z eleganckim piórem.
- Ile za to? - spytała.
- Cena jest nalepiona - odparła Clare, zajęta rozstawianiem stolika.
- Dam funta! - Pięć!
- Chyba pani żartuje. Ma pani funta. - I wsunęła jej banknot w dłoń.
Clare szybkim ruchem odebrała papeterię. - Przepraszam, nie obniżę ceny.
- Jak pani chce... - Kobieta spojrzała na nią ze złością i powiedziała
donośnie, tak żeby wszyscy słyszeli: - Na tym stoisku jest za drogo. Nie
warto nawet się zatrzymywać...
Ale ludzie wcale się nie zniechęcali i nadal wyciągali rzeczy z pudeł,
nie bacząc, że jeszcze się nie rozpakowały. Odetchnęły z ulgą, gdy w
pobliżu pojawiło się jakieś auto i tłum tam się rzucił.
- Myślisz, że tak jest zawsze? - Angie rozglądała się przerażona.
Bez entuzjazmu wyjęły z pudeł wszystkie swoje towary i ustawiły na
stoliku. Nawet im się nie chciało zasłać go zielonym materiałem. Przy
okazji stwierdziły, że w zamieszaniu co najmniej trzy przedmioty im
skradziono.
- To chyba moja wina - jęknęła Angie, zupełnie załamana. - Ja się do
tego nie nadaję.
- Robisz to pierwszy i ostatni raz w życiu - pocieszyła ją Clare. - Na
targach staroci jest inaczej, zobaczysz. Nie poddawaj się!
Ku ich zdziwieniu, w chwili gdy przestały się czymkolwiek
przejmować, sprzedawanie zaczęło sprawiać im
frajdę. Nawet targowanie wydawało im się zabawne. Zrozumiały, że
na tym właśnie polega cała przyjemność kupujących. Przyszli tu, by kupić
Endra & pona
ous
l
a
d
an
sc
coś okazyjnie, chcą więc choć trochę obniżyć cenę. Clare i Angie przeszły
się - oczywiście na zmianę - po innych stoiskach: patrzyły, słuchały i
uczyły się. Dowiedziały się, że niektórzy przychodzą tu co tydzień:
handlowanie jest ich sposobem na życie. Szukają antyków i różnych
ciekawostek, a potem odsprzedają je z zyskiem. Angie zastanawiała się, czy
tu właśnie antykwariusze zaopatruję się w towar. Zdaniem Clare o wiele
lepiej jest kupować na aukcjach. Wśród ich klientów przeważali mężczyzni.
To, że obie były ładne i młode, na pewno bardzo im pomogło, choć o
sukcesie handlowym decydowała raczej dobra jakość towarów. Zdarzało
się, że niektóre przedmioty brali od nich inni sprzedawcy, by je potem
drożej sprzedać u siebie.
- Bezczelny! - złościła się Angie, gdy zobaczyła, że tak właśnie zrobił
ich sąsiad.
- Nie przejmuj się! - uspokajała ją Clare. - Gorzej, że leżą nasze
czasopisma. Trzeba obniżyć cenę.
W porze obiadowej frekwencja zmalała. Wypiły więc kawę i zjadły
przywiezione z domu kanapki. Około wpół do trzeciej okazało się, że
sprzedały już prawie wszystko, co przywiozły. Clare spojrzała na zegarek.
- Angie, nie pogniewasz się, jeśli ja już pójdę? W firmie Boyda
wydają dziś wieczorem koktajl i bardzo mu na moim towarzystwie zależy.
- Czemu od razu mi o tym nie powiedziałaś! Możemy się pakować.
Chyba już nic nie sprzedamy.
Clare poszła do swego samochodu, niestety okazało się, że ktoś go
zastawił. Trwało całe wieki, zanim znalazła właściciela i mogła odjechać.
Gdy wróciła do domu, była już prawie czwarta.
Endra & pona
ous
l
a
d
an
sc
Boyd, przebrany i gotowy do wyjścia, spacerował niecierpliwie tam i
z powrotem.
- Obiecałaś, że przyjdziesz wcześniej - zauważył z wyrzutem.
Nie miała ochoty na wyjaśnienia. Poszła na górę wziąć prysznic i
przebrać się. Zmartwiła się, bo wiatr kompletnie zrujnował jej fryzurę.
Oczywiście mogła umyć włosy i wysuszyć je suszarką, ale dyrektorom
firmy chyba nie spodobałaby się fryzura a la Botticelli. Zebrała więc włosy
do tyłu i spięła na karku. Wyglądało to trochę staroświecko. Gdy wyszła z
domu, Boyd siedział już w samochodzie z włączonym silnikiem.
- Byłabym o wiele wcześniej, gdyby mi ktoś nie zastawił samochodu -
tłumaczyła się.
- Mogłaś postawić samochód w takim miejscu, gdzie nikt nie mógłby
go zastawić... - pouczył ją.
- Ach, wy mężczyzni! - wyrzuciła z siebie tonem, jakiego kobiety
używają od tysięcy lat, a potem wcisnęła się w siedzenie i już do końca
podróży nie odezwała się do niego.
Boyd prowadził jak w wyścigu formuły pierwszej. Wszystko szło
dobrze, póki nie znalezli się na przedmieściach Londynu. Tu stanęli w
gigantycznym korku. Boyd klął, ale nic nie mógł zrobić.
Na przyjęciu zjawili się za minutę szósta.
- Już myślałem, że się spóznicie - usłyszeli z ust naczelnego
dyrektora.
- Utknęliśmy w korku - poinformował krótko Boyd, wziął Clare za
rękę i przesunęli się naprzód, by powitać pierwszych gości.
Przyjęcie bardzo się udało. Pomimo napięcia Clare po kilku drinkach
Endra & pona
ous
l
a
d
an
sc
odprężyła się i poczuła pewnie. Skoro tu przybyła z własnej woli,
postanowiła dobrze się bawić. Przez cały dzień robiła to, na co miała
ochotę, mogła więc wieczór poświęcić Boydowi. Starała się sprostać jego
oczekiwaniom. Widocznie jej się to udawało, bo w pewnym momencie
zbliżył się do niej, podał jej drinka i szepnął:
- Podobasz mi się w tej fryzurze.
Spojrzała w jego śmiejące się oczy i wyczytała w nich coś jeszcze, co
chciał jej powiedzieć.
- Dziękuję - odpowiedziała skromnie.
- Widzę, że świetnie sobie radzisz.
- Wiem! - skwitowała to spokojnie i uśmiechnęła się. Po tym koktajlu
stosunki miedzy nimi poprawiły się.
Dla Clare był to pracowity tydzień. Przekazała pani Przybylskiej do [ Pobierz całość w formacie PDF ]