[ Pobierz całość w formacie PDF ]

odpowiedz.- Nie umiem tego wyjaśnić, ale to czuję. Ludzie mówią pani rzeczy, których nigdy
w życiu nie powiedzieliby nikomu innemu. - I spodziewa się pan, że zawiodę zaufanie moich
przyjaciół? - Nie usiłowała ukryć pogardy. Tym razem posunął się za daleko. - Nie,
oczywiście, że nie - zapewnił ją. - Dlaczego upiera się pani rozmyślnie zle rozumieć to, co
mówię. Wszystko, o co proszę, to żeby pani słuchała. Jeśli usłyszy pani o kimś, kto znał mnie
przed laty, proszę go zapamiętać. Jeśli spotka pani kogoś, kto chodził ze mną do szkoły albo
został pojmany w Verdun, niech pani posłucha, co mówi. Dobrze wiem, że nie wszystko, co
pani usłyszy, będzie dla mnie korzystne. To była prawda. Emily znowu pomyślała, czy
chciałby usłyszeć opowieść o własnym pogrzebie. Zastanawiała się też, czy rzeczywiście
rozmyślnie go zle pojmuje. Tak się obawiała, że uwierzy w fałszywe słowa, że, być może,
ignorowała i prawdziwe. Jeśli on mówi prawdę, jeśli to naprawdę Tony... - I co mam uczynić
z tymi informacjami? - Na chwilę, tuż obok niej pojawiła się twarz Edwarda. Nawet jeśli ten
Tony mówi prawdę, to pomagając mu, wystąpi przeciwko Edwardowi. Edward nigdy tego nie
zrozumie, będzie gniewny i zraniony. - Co pani zechce. Chcę wierzyć, że pani poczucie
sprawiedliwości zachęci panią, aby się nimi ze mną podzielić. - MOje poczucie
sprawiedliwości zachęci mnie raczej, abym tego rodzaju informacje podzieliła równo między
pana i pańskiego rywala. Ta propozycja ani trochę go nie przestraszyła. - Jeśli tak sobie pani
życzy. I tak wielce skorzystam. Musi pani sobie zdawać sprawę, panno Meriton, że
wystąpiłem z moimi roszczeniami, będąc w bardzo niekorzystnej sytuacji. Ciężar zebrania
dowodów spoczywa na mnie i te dowody zależą od słów ludzi, których dziesięć lat nie
widziałem. Nie biorąc już pod uwagę, czy pamięć tych ludzi czy moja własna podpowie mi
jakieś użyteczne szczegóły, wciąż największą trudnością jest samo znalezienie świadków.
Tutaj mój rywal ma poważną przewagę. Nie tylko posiada fundusze, aby znalezć
odpowiednich ludzi, albo wynająć kogoś, żeby ich odszukał, posiada także ustalone przez
ponad dziesięć lat stosunki. Ja nie wiem, od czego zacząć. Jego nieprzenikniona maska
poczęła pękać. Mimo całej swej energii i zdecydowania, mówił jak człowiek zagubiony i
bezradny. Ostatecznie nie wszystko można osiągnąć siłą woli. Jeśli miał nadzieję wzbudzić w
niej współczucie, to mu się z pewnością udało, lecz Emily nie pozwalała, by emocje
wpływały na jej postępowanie. Kiedy wracali do miejsca, gdzie miał spotkać ich kapitan, był
na tyle mądry, by pozwolić jej pomyśleć w spokoju. W rzeczywistości bardzo inteligentnie
postąpił sprawiając, że Emily nie dowierzała temu Tony'emu. Był na tyle sprytny, by
wykalkulować wszystkie możliwe sposoby manipulowania jej współczuciem. Najdrobniejsze
potknięcie w panowaniu nad sobą mogło być starannie wyreżyserowane. Z drugiej strony,
wszystko to mogło być prawdą. - Z pewnością poważnie się nad tym wszystkim zastanowię -
tyle tylko mogła ustąpić. Jednakże on nie wyglądał na rozczarowanego. - Dziękuję, panno
Meriton. - W staroświecki sposób ujął jej dłoń i ucałował. - Do przyszłego spotkania.
Zabrzmiało to tak, jakby był pewien, że rzeczywiście znowu się spotkają. * * * Pierwsze
słowa, jakie wyrwały się z ust Gusa, kiedy wchodził do pokoju Tony'ego, brzmiały: - No i co,
czy ona to zrobi? - Och, tak, zrobi. Nie zgodziła się jeszcze, ale zrobi. Zanim zajął swe
ulubione miejsce przy oknie, Tony popchnął butelkę wina i kieliszek w kierunku przyjaciela. -
Jak możesz być taki pewny? - spytał Gus nalewając sobie ofiarowany w ten sposób napój. -
Całą drogę z powrotem milczała. Nie mogłem się w ogóle zorientować, jakie są jej reakcje. -
To bez znaczenia - powiedział Tony. - Teraz, kiedy już wyłożyłem jej cały problem, nie
będzie mogła go unikać. Będzie musiała dotrzeć do prawdy, dla siebie samej, jeśli nie dla
mnie. Gus potrząsnął głową nad tym skomplikowanym wnioskiem i usiadł, opierając stopy na
wojskowym kuferku, który pożyczył przyjacielowi. - Mam nadzieję, że masz rację. -
Zaskakujesz mnie, Gus. Jak mogłeś spędzić tyle czasu z panną Meriton i nie ocenić jej [ Pobierz całość w formacie PDF ]