[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Inaczej jednak przedstawiała się sytuacja w miastach położonych nad brzegami morza; tutaj przemawiały pociski
armatnie kolosów morskich.
Również w Rangoonie wybuchło powstanie i obwieszczono stan oblężenia, jak przewidział Bharadvaja. Tutaj
zjawili się Birmani z Mandalaihu i z pobliskich gór i odrzucili wojsko z ulic miasta, tworząc wolną drogę do
królewskiego pałacu.
Angielskie, wojenne okręty stały groznie ze swoimi stalowymi ścianami, w porcie. Zaś  Rangoon" pod francuską
flagą wypłynął na pełne morze. Teraz pływał sobie gdzieś po morzu okrążony białymi mewami i latającymi rybami
i chwytał iskrowe depesze z najnowszymi wiadomościami. Zizi i Ren siedzieli na pokładzie, a markiza stała z
powiewającym welonem na mostku kapitańskim, ze łzami w oczach, usiłując dojrzeć jeszcze choćby skrawek ziemi,
należącej do  jego" kraju!
* *
Wysoko w górach siedziała ciotka Lonny i Dala na skale obok kwitnących rododendronów i patrzyła melancholijnie
na rosnące pod jej nogami fiołki górskie. Gdzieś grał smutno jakiś pastuch na piszczałce, a od czasu do czasu
przerywał te tony ryk krów.
Oficer maharadży przywoził codziennie depesze z pobliskiego biura telegraficznego i poprzez wiersze czytano już o
krytycznym położeniu.
Jedyną, która nie chciała opuścić Rangoonu była Mary Crag! Nie, ona nie poszła z miss Black na pokład
angielskiego okrętu. Niech miss Black sama pójdzie, ona zostanie w budynku gubernatora, gdzie w każdej chwili
mogła dostać informacje o sytuacji. Niech on widzi, kto ona! Niech sam nie triumfuje, kiedy trafiony kulą padnie z
konia! I jej życie wtedy będzie miało się ku końcowi. Pośpieszy do niego i powie mu to! Tak, życie bez niego nie ma
celu! A on ją kochał! Powiedział jej to w świątyni Buddy. Jeszcze dużo wcześniej zdradził jej to wzrok jego, jeszcze
przed wyjazdem do Kalkuty, do tej nieszczęśliwej Kalkuty, która ponosi winę za jego śmierć. Przeczuwała, w jakim
niebezpieczeństwie on się znajduje.
A ona tu siedzi bezczynnie i nic nie może zrobić! Musi pomówić z ojcem i poprosić go, aby wysłał mu napomnienie,
przemówił do rozsądku. Głowa ją bolała. Ile ona się nacierpiała, płakała, wzdychała, łez już jej brakło, a serce
ciążyło, jak kamień!
Spróbowała przed wyjazdem jeszcze raz pomówić z ciotką Lonny, nic nie pomogło i on nie pokazał się! Tylko
Harisingh spojrzał na nią smutno i powiedział:
 Może nigdy więcej nie zobaczymy się, lady Crag! Azy nabiegły jej do oczu, Harisingh ucałował ją w rękę i
wprowadził do czekającego samochodu. Nie mogła zapytać o  niego", nie potrafiła wymówić jego imienia, tak ją to
wszystko bolało. A teraz wszystko przepadło.
Dnia 3 kwietnia napisał lord Crag w imieniu Królewskiego Rządu Brytyjskiego ostrzeżenie do księcia Rangoonu. Do
listu tego dołączył prywatne pismo:
Książę! Proszę pana usilnie, proszę nie dawać powodów do jeszcze większych konfliktów. Rząd angielski
przedsięwezmie tym razem najostrzejsze środki w obronie swego prawa, bez względu na osobę! Nie zechce Pan
mnie, swemu prawdziwemu przyjacielowi, zadać tego bólu i zmusić mnie do energicznego postępowania, do
jakiego zmusza mnie mój rząd! Jeszcze jest, czas, namyśl się Pan.
Lord Crag
W odpowiedzi na oficjalne ostrzeżenie otrzymał gubernator jedno słowo  nie" i dołączony list o prywatnym
charakterze.
Ekscelencjo! Zdaje sobie sprawę z jaką trudnością i bólem przyjdzie Panu wypełnienie obowiązków nałożonych
Panu przez Jego rząd w stosunku do mnie i mojego ludu. Niezmiernie mi przykro, że muszę nadal obstawać przy
swoim. Aż do śmierci stać będę po stronie mego głodującego narodu.
Bharadvaja
W kilka dni pózniej Hindusi zaatakowali prezydium policji i więzienie i wypuścili wszystkich swoich więzniów
politycznych. Przywódcami tego napadu byli brat Bharadvai książę Rishi i Harisingh. Dziesiątego kwietnia otrzymał
maharadża ultimatum, w którym gubernator żąda natychmiastowego wydania zwolnionych więzniów politycznych,
przebywających obecnie w pałacu księcia. Bharadvaja odmówił!
Jedenastego kwietnia wysłano powtórny rozkaz z grozbą, że w razie nie wydania więzniów do dwunastego kwietnia,
do godziny dwunastej w południe, nastąpi w tym czasie ostrzeliwanie królewskiego pałacu.
Odpowiedz księcia brzmiała:
Panie gubernatorze! Jeżeli uważacie to za konieczne  strzelajcie! Strzelajcie w żywy mur dookoła mego pałacu i
mnie! Zdemolujcie mój dom! Umrę dla mojej ojczyzny. Niech żyją Indie!
Bharadvaja
Gubernator trzymał właśnie odpowiedz tę w drżących rękach, gdy weszła Mary.
 Tego najwięcej się obawiałem... Trupio blada stanęła przed nim:
 Ojcze!
Podał jej pismo, które przeczytała bez tchu i padła na krzesło.
 On nie powinien  on nie powinien umrzeć, ojcze! Nie wolno ci pozwolić strzelać!
 Muszę, dziecko drogie, muszę! To jawna odmowa! A skoro ja tego nie zrobię, to uczyni to inny bez pardonu.
Wniosłem prośbę o dymisję i jak tylko pałac legnie w gruzach, złożę mój urząd gubernatora. Nie mogę w ten sposób
pracować.
 Jesteś zdania, ojcze, że on nie ustąpi, ten maharadża?
 Nie, dziecko, on nie ustąpi! Znam go lepiej! I ja postąpiłbym w ten sposób na jego miejscu. Zmierć jego może
mieć dla nas najfatal-niejsze skutki. Naród, który składa z siebie ofiarę śmierci w pragnieniu wolności!  Bracia moi
nie powinni zginąć z głodu, umieram za moich głodujących braci":  to motyw, który może poruszyć cały świat.
 I dlatego chce Bharadvaja zginąć pod gruzami swego pałacu?  szeptała Mary z załzawionym spojrzeniem.
 Tak, dziecko drogie, właśnie dlatego! Ty go kochasz, Mary?
Ojciec stał przed nią, patrząc jej z zatroskaniem w oczy.  Tylko nie zdradzić się teraz  pomyślała  nie dać
niczego poznać po sobie, inaczej odstawi mnie na okręt i żegnaj wolności"! Potrząsnęła zatem głową:
 Ojcze, niezmiernie mi żal Dali i ciotki Lonny! [ Pobierz całość w formacie PDF ]