[ Pobierz całość w formacie PDF ]

mu bić jeszcze szybciej. Kiepska sprawa. -Maddie, mam wezwać lekarza?
Potrząsnęła głową, a ponieważ przytulała mu ją do piersi, jej gęste włosy
otarły się o jego brodę. Były tak miękkie, że przestał myśleć i po prostu
przytulił ją mocno. Bardzo pragnął zapewnić jej bezpieczeństwo, ale nie tylko.
Po prostu bardzo jej pragnął.
- Szalenie mi przykro, Mad. Nie wiem, o co chodzi, ale wiem, że znalazłaś się
w paskudnej sytuacji i cholernie mi się to nie podoba. Co mogę dla ciebie
zrobić?
- No... - Odetchnęła głęboko, zadrżała. - Przede wszystkim nie bądź dla mnie
miły, bo popłaczę ci się w koszulę.
- Nic nie szkodzi - odparł W.S., który nie znosił widoku płaczących kobiet.
Ale płacząca Maddie to przecież coś zupełnie innego. Mogłaby wytrzeć sobie
nos jego koszulą, gdyby chciała i gdyby dzięki temu mógł nie wypuszczać jej
z objęć. -Płacz, jeśli ci to pomoże.
Wtuliła się w niego, on mocniej przygarnął ją do piersi i stali tak przez chwilę
w milczeniu.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że stoimy pośrodku podwórka? - spytała nagle
niemal zupełnie zwykłym głosem. Cała ulica nas widzi. - Uniosła głowę, na
jej wargach pojawił się cień uśmiechu, a jego serce wykonało salto mortale. -
Co z twoją reputacją?
- Niech ją diabli! - odparł, starając się, by zabrzmiało to jak najbardziej
żartobliwie. - Mimo że miasto zawsze ceniło mnie tak, jak na to
zasługiwałem.
- Ja również ceniłam cię tak, jak na to zasługiwałeś -stwierdziła poważnie i
W.S. na chwilę zapomniał oddychać.
Maddie wykorzystała tę okazję, by się od niego odsunąć. Poczuł się w tym
momencie tak nic nie znaczący jak jeszcze nigdy.
- Dziękuję ci. Bardzo potrzebowałam kogoś w tej chwili
- Nie jesteś już sama. - Przez głowę przemknęła mu myśl, by ją po prostu
porwać, zabrać do Anny, zadbać, by nigdy już nie czuła się taka
nieszczęśliwa. Ale Brent... Poza tym miała dziecko, córeczkę... Dla nich obojga
było już za późno. - Dbaj o siebie, Mad. A jeśli będziesz czegoś potrzebowała,
po prostu na mnie krzyknij.
Poszedł dróżką do swego samochodu. Usłyszał jeszcze ciche „dziękuję ci", a
kiedy wsiadał, Maddie była już w domu. Siedział, obserwując, jak w
okolicznych domach gasną
światła. Próbował myśleć o sprawach jak najbardziej obojętnych, nie pomogły
mu one jednak opanować tęsknoty i duszy, i ciała. Lepiej będzie, jeśli wyniesie
się stąd jak najdalej.
Przekręcił kluczyk w stacyjce. Jutro znajdzie Brenta; sukinsyn, nie może
przecież ukrywać się przed nim w nieskończoność. A potem wyjedzie,
niezależnie od tego, ilu księgowych funkcjonuje we Frog Point.
Piątkowy ranek nadszedł zbyt wcześnie. Maddie przewróciła się na drugi bok
i natychmiast tego pożałowała. Głowa pulsowała jej bólem, samą myśl o
otwarciu oczu uznała za nonsensowną, ale mimo to otworzyła je. Promienie
słońca radośnie stepowały po jej mózgu i dopiero po dobrej chwili zdołała
zerknąć na drugą stronę małżeńskiego łoża. Ktoś musiał w nim spać, co
oznaczało, że Brent zdążył przyjechać, kiedy spała, i wyjechać, nim się
obudziła po podwójnej dawce środków przeciwbólowych. Słyszała
dobiegającą z pokoju Em muzykę, co świadczyło o tym, że Brent przywiózł
córkę w nocy. Dotrzymał słowa i szybko uciekł. Nie miał sobie równych w
uciekaniu.
No cóż, przynajmniej jedno jest pewne: nigdy nie ma Brenta, gdy jest
potrzebny. Nie wszyscy mężczyźni zdolni są do tak konsekwentnego
postępowania. Maddie czytała gdzieś, że maltretowane żony i dzieci potrafią
znieść wszystko, pod warunkiem, że maltretowanie stanie się rutyną, okazuje
się nieznośne dopiero wówczas, gdy występuje sporadycznie. Brent okazał się
wytrawnym rutyniarzem. Gdyby z nim została, miałaby wprawdzie pewność,
że będzie ją zdradzać, ale z drugiej strony wiedziałaby również, że jej nie
rzuci. Wiele kobiet godziło się na taki układ.
Miała przed sobą jasną przyszłość pełną gniewu, którego nie wolno
wykrzyczeć, bólu, który trzeba znosić, choć nie sposób go znieść,
nieuniknionej samotności i równie nieuniknionego braku uczucia.
Zamknąwszy oczy, przypomniała sobie W.S., który objął ją mocno i
powiedział, że cholernie mu się nie podoba sytuacja, w jakiej ona się znalazła.
Był dla niej praktycznie obcym człowiekiem, a jednak okazał ciepło, którego
Brent nie był w stanie jej dać przez ostatnie pięć lat.
Gdyby z nim została, nie zaznałaby ciepła aż do śmierci.
Niech to wszyscy diabli wezmą! - westchnęła i podniosła się z łóżka, gotowa
do walki.
5
Stała w jasnej od słońca kuchni. Wzięła właśnie poranną porcję środków
przeciwbólowych. Wszystko ją bolało, ale nie tylko od zderzenia z datsunem.
Żyła w napięciu od... spojrzała na zegar, policzyła w myśli... dwudziestu
dwóch godzin, czyli od chwili znalezienia tych przeklętych majtek. Przez
dwadzieścia dwie godziny szykowała się na nadejście nieuniknionego. No
cóż, nieuniknione nadeszło, po jakiego więc diabła stać to teraz i martwić się,
że może nadejść?
Potrzebowała prawnika, specjalisty od rozwodów, przy czym było oczywiste,
że nie wchodzi w rachubę nikt z Frog Point. Nie dopuści do tego, by
mówiono o niej „głupia jak but". Trzeba znaleźć odpowiedniego adwokata w [ Pobierz całość w formacie PDF ]