[ Pobierz całość w formacie PDF ]

W kraju pilznieńskim, który to rozciągał się na zachodnich rubieżach czeskiej krainy,
znajdował się stary gród, pamiętający jeszcze pogańskie czasy. Niewielkie miasto, leżąc na
spornych terenach, co rusz przechodziło pod władanie to Germanów, to znów Czechów.
Zależnie zatem od sytuacji raz nazywano je Tachov, innym razem zaś Tachau. Aktualnie
władzę w miasteczku sprawował Frantiaek Hork będący namiestnikiem ustanowionym przez
księcia pilznieńskiego Pavla. Tutaj Anita zatrzymała się na krótki popas. Za pieniądze
zdobyte dzięki kieszonkowym kradzieżom była w stanie nakarmić zarówno siebie jak
i swojego wierzchowca. Nie marnując zbytnio czasu, udała się w dalszą drogę na południe.
Minąwszy po swojej lewej stronie pobliską wioskę Star Sedliate, trafiła niespodziewanie na
skrzyżowanie dróg. Naturalną decyzją było podążanie dalej na południe jednak jakiś
nieokreślony impuls nakazał jej zatrzymać się w tym miejscu i zmusił do zainteresowania się
boczną dróżką. Miejsce, w którym znalazła się Anita, niczym zasadniczo nie różniło się od
innych, jakie mijała w ostatnim czasie. Nieopodal rósł wielki, stary dąb otoczony pospolitymi
drzewami liściastymi. Biła od niego jakaś tajemnicza aura, pradawna magia. Dęby cieszyły
70
się ogromnym szacunkiem słowiańskiej ludności od najdawniejszych czasów. Nic więc
dziwnego, że okoliczna ludność składała ofiary pod tym specyficznym drzewem. Anita
dostrzegła jabłka, gruszki, chleb, a nawet misę z mlekiem ułożone z wielką dbałością
maciejpuchalski.blogspot.com
u podstawy dębu.
- Intrygujące.  powiedziała sama do siebie.
Zsiadła z konia i z wolna zbliżyła się do ofiary. Pośród owoców odnalazła małą, drewnianą
figurkę wyobrażającą Trójgłowa  starożytne bóstwo słowiańskie. Dokładnie obejrzała bożka.
To właśnie od niego wypływała ta słaba, ledwo wyczuwalna aura, która zmusiła Anitę do
zatrzymania się. Kobieta spojrzała przed siebie, ku bocznej ścieżce, która krzyżowała się
z głównym traktem. Płynęła stamtąd jakaś groza, coś złowieszczego kłębiło się tam
w powietrzu i pomrukiwało głosem słyszalnym tylko dla ludzi stanu magicznego.
Anita czuła, że nie należało mieszać się w sprawy lokalnych kultów i bożków. Zdrowy
rozsądek podpowiadał jej by wsiadła z powrotem na konia i ruszyła w dalszą drogę na
południe. Jednak ta mistyczna specyfika tego miejsca nie dawała jej spokoju. Ciągnąc jedną
ręką konia za uzdę, a w drugiej trzymając posążek Trójgłowa, ruszyła przed siebie. Nim
zdążyła się zorientować zerwał się dość silny wiatr od wschodu, a po nim zstąpiła na całą
dolinę mgła. Przydrożne drzewa, które jeszcze przed chwilą mieniły się zielonymi liśćmi,
poczęły je teraz tracić w przyśpieszonym tempie. W mgnieniu oka zaczęły one żółknąć
i opadać na ziemię, choć była raptem połowa czerwca. Wszystkie te magiczne anomalia nie
zniechęciły jednak Anity, która dalej uparcie brnęła poprzez mgłę do przodu. Ciemne,
burzowe chmury pokryły pogodne do tej pory niebo, sprowadzając nagły mrok. Drzewa
całkowicie już ogołocone straszyły powyginanymi w demoniczne kształty gałęziami. Anicie
wydawało się nawet, że gdzieś w oddali usłyszała śpiewy i muzykę. Uczucie to jednak było
niezwykle nikłe i od razu ustąpiło.
Gdy tak z wolna przedzierała się do przodu, w pewnej chwili dostrzegła krótkie
mignięcie zielonkawo-żółtawych punkcików na jednym z nagich drzew. Każdy zwykły
śmiertelnik zapewne przestraszyłby się w tym momencie i zawrócił, jednak lata, jakie
czarownica spędziła w podziemiach cmentarnej kaplicy jako lisz, sprawiły że Anita nie czuła
strachu.
- Kim jesteś?  rzuciła pytanie w kierunku drzewa.
- Nie poznajesz starych znajomych?  zapytał męski, niski głos.
Na jednej z gałęzi siedział czarny kot, którego wielkie oczy żarzyły się jadowitą zielenią. Jak
się po chwili okazało, to właśnie on był właścicielem przyjemnego basu. Anita uśmiechnęła
się szczerze. Nie spodziewała się tego spotkania.
- Kocie. Skąd tyś się wziął?  zapytała uradowana.
- Czekałem na ciebie. Miałem nadzieję, że wraz z moją silną panią zawładnę światem.
Widzę jednak, że całkiem się zmieniłaś.
- To długa historia. Niewiele brakowało, bym opuściła Chemnitz jako bardzo potężny
lisz. Przez własną nieuwagę ściągnęłam na siebie pewnego czarnoksiężnika. Nie
pierwszy raz zostałam przechytrzona i pokarano mnie za moją pychę. Jestem
uwięziona w tym nędznym, całkowicie pozbawionym magii ciele.
- Nie jest ono takie złe.  kocur odparł zalotnie.
- Nie podlizuj się. Powiedz mi lepiej, skąd się tutaj wziąłeś?
Kot przeskoczył na niższą gałąz. Usadowiwszy się wygodnie, począł tłumaczyć:
- Jak zapewne wiesz, moja pani, jestem istotą niezwykle związaną z magią. Czary
i klątwy przyciągają mnie jak magnes żelazo. Gdy zapadłaś się pod ziemię w tym
nudnym Kamieńcu...  nie dokończył.
- Chemnitz.  przerwała Anita.  Teraz nazywają to miasto Chemnitz.
- Nieważne. Gdy zapadłaś się pod ziemię musiałem coś zrobić z tą wszędobylską nudą. [ Pobierz całość w formacie PDF ]