[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Megan usiłowała protestować.
Ale Tate wiedział, że wygrał. Cokolwiek teraz by powiedziała lub zrobiła, nie zmieni jego
decyzji.
- Zagonię psy, wracam za pięć minut. - Zamknął drzwi; zamki zatrzasnęły się za nim.
Rozdział 36
- Czy to prawda?
- Tak - odpowiedział.
- Nigdy nic nie mówiłeś.
- Bett błagała, żebym tego nie robił. Aż do śmierci Susan. Lekarze dawali jej rok albo
dwa życia. Zgodziłem się.
- Ale... - szepnęła Megan.
Uśmiechnął się słabo.
- Och, tak. Ona nadal żyje. Dlatego wciąż udajemy, że jesteś naszym wspólnym
dzieckiem.
- Dlaczego nic mi nie powiedziałeś? Ciocia Susan nie musiałaby wiedzieć.
Tate przyglądał się uważnie strasznym ranom na jej dłoniach.
- Minął właściwy moment - powiedział w końcu.
- Przez wszystkie te lata - krzyknęła - sądziłam, że to moja wina! - Roześmiała się i
złożyła mu głowę na ramieniu, dokładnie tak samo jak Bett przedwczoraj rano w łóżku. -
Musiałam być dla ciebie strasznym ciężarem. Okropnym przypomnieniem.
- Kochanie, chciałbym móc zaprzeczyć, ale nie mogę. W połowie byłaś osobą, którą
kochałem najbardziej na świecie, a w połowie tą, której najbardziej nienawidziłem.
- Powiedziałam coś kiedyś - zaczęła, szlochając cicho. - Spędziłam u ciebie weekend i
mama zapytała, jak było. Odpowiedziałam, że bawiłam się niezle, ale czegóż można
oczekiwać, jak ma się zaledwie poprawnego ojca. Myślałam, że mnie spierze. Dostała
zupełnego szału. Powiedziała, że jesteś najlepszym facetem, jakiego kiedykolwiek spotkała, i
że nie wolno mi nigdy więcej tak mówić.
Tate się uśmiechnął.
- Poprawny ojciec dla niewygodnej córki.
- Dlaczego nigdy więcej nie spróbowaliście razem?
- Minął właściwy moment - powtórzył.
- Musiałeś ją bardzo kochać!
Tate roześmiał się gorzko na myśl o ironii losu. Dziecko, które kiedyś ich rozdzieliło,
teraz zbliżyło ich do siebie - przynajmniej na jedną noc.
Jak bardzo miłość jest skąpa, pomyślał. Jak rzadko składa się wszystko: przysięga,
pewność, potrzeba, okoliczności, próżna chęć dzielenia czasu z drugim człowiekiem. I cenna
rozpacz. Wydaje się to niemożliwe, cudowne.
Przyjrzał się Megan. Obie, jego eksżona i zastępcza córka, będą się miały dobrze. Skoro
prawda wyszła już na jaw. Długo to trwało, ale lepiej pózno niż wcale. Och, tak, będzie im
dobrze.
Kroki na żwirze się zbliżały.
- Posłuchaj, Megan - powiedział szybko. - To bardzo ważne. Zadzwoń do Archiego Bella
w biurze prokuratora stanowego. To mój stary przyjaciel. Powiedz mu, że twoja matka jest
prawdopodobnie w areszcie we Front Royal...
- Co?
- Nie ma czasu na wyjaśnienia. Ale Bett tam jest. On przyśle jej prawnika. Będzie
potrzebowała dobrego obrońcy.
Dziewczyna skinęła głową.
- Pobiegnę - powiedziała. - Sprowadzę pomoc. Policję i lekarza dla Josha.
- Josha?
- On tu jest. %7łyje, ale jest ciężko ranny. Zdołasz powstrzymać przez chwilę Matthewsa?
Nie pozwoliłby jej odejść z przekonaniem, że umrze za dziesięć minut, toteż odparł:
- Powstrzymam go przez jakąś godzinę. Pędz jak szalona. Mam nadzieję, że masz jeszcze
kondycję po tych wszystkich lekcjach baletu, za które płaciłem.
Drzwi otworzyły się ze skrzypnięciem. Podskoczyli oboje. Matthews wszedł ostrożnie, w
wyciągniętej ręce trzymał wielki nóż.
- %7łegnaj - zwrócił się do Megan.
Uścisnęła mocno Tate a. Poczuł, że jej dłoń prześlizguje się po jego ręce i chwyta mocno
związane dłonie. Zmarszczył brwi, gdy wcisnęła mu coś do ręki. Ale ciało miał pozbawione
czucia po porażeniu prądem, dlatego nie mógł zgadnąć, co to.
- Trzymaj się tego - szepnęła. - I nie słuchaj go, cokolwiek będzie mówił. Pamiętaj... -
przycisnęła usta do jego ucha - ...niedzwiedzie nie umieją mówić.
Po czym wstała chwiejnie, a Matthews wypchnął ją za drzwi, które zamknęły się za nią z
trzaskiem. Przez brudne zakratowane okno Tate widział, jak zbiegła po podjezdzie i zniknęła
za bramą.
Matthews wsunął rewolwer Tate a do kieszeni i postawił prawnika na nogi.
Rozdział 37
Niedoskonały świat, tak.
A zatem będzie musiał wystarczyć niedoskonały pokój.
Znajdowali się na zewnątrz budynku w wietrzny wiosenny poranek Wielkiego Piątku; [ Pobierz całość w formacie PDF ]