[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Theodora Tremayne była niewysoka i bardzo
szczupła. To po niej synowie odziedziczyli śniadą kar-
nację i kolor włosów, które teraz były już całkiem
siwe. Słysząc warkot silnika, osłoniła oczy przed
słońcem, wytarła ręce w fartuch, pod którym miała
196 MEKSYKACSKI ZLUB
zwykły podkoszulek i dżinsy, i ruszyła im na powita-
nie.
 Jak dobrze, że znów jesteś w domu!  zawołała,
obejmując syna za szyję.  Witaj, Pepi. Cieszę się, że
możemy się poznać  powiedziała i bez wahania po-
całowała ją w policzek. Potem odwróciła się do syna
i bez żadnych wstępów oznajmiła:  Zlew w kuchni
znowu się zapchał, a jak na złość nie mogę znalezć
Evana. Zrobisz coś z tym?
 Mogę spróbować. Masz przepychacz?
 Pewnie. Potrzebujesz coś jeszcze?
 Kiedyś matka złapała gumę w ogrodowych tacz-
kach  zwrócił się C.C. teatralnym szeptem do Pepi.
 Nie krępuj się! Wypaplaj wszystkie rodzinne
sekrety!  burknęła Theodora.  Możesz jej też
powiedzieć, że nie potrafię poradzić sobie z myszą,
która mieszka w kuchni, ani z wężem, który uparcie
odwiedza moją piwnicę.
Pepi wybuchnęła radosnym śmiechem. Wiedziała,
że nie wypada, ale nie mogła się opanować. Bardzo
bała się spotkania z Theodorą Tremayne, którą wy-
obrażała sobie jako kostyczną matronę z wyższych
sfer. Tymczasem ujrzała drobną i sympatyczną ko-
bietę, która w rzeczywistości była niewiele większa
niż skrzat.
 Cieszę się, że masz poczucie humoru  po-
chwaliła ją matka Connala.  Bez tego życie z moim
synem byłoby jedną wielką udręką. On, niestety, jest
go zupełnie pozbawiony. Tak samo zresztą jak jego
Diana Palmer 197
bracia. Wszyscy czterej chodzą posępni jak gradowe
chmury i na wszystkich patrzą wilkiem.
 O, przepraszam  zaprotestował C.C.  tylko
Harden patrzy wilkiem.
 Ma prawo  westchnęła Theodora.  Twój brat
robi się coraz gorszy. Szkoda czasu na gadanie!
 zawołała energicznie.  Synu, od razu bierz się za
zlew, a ciebie, Pepi, zapraszam do środka. Jeśli jesteś
głodna, mogę poczęstować cię kanapką z szynką.
Obawiam się, że nic innego teraz nie wymyślę.
Pomagałam Evanowi znakować cielęta, więc wszę-
dzie panuje straszny bałagan  mówiła, idąc przodem
w stronę domu.
C.C. wziął Pepi za rękę.
 Ciągle się jej boisz?
 Jest niesamowita. Prawdziwy skarb.
 Nie jedyny.  Objął ją i pocałował.
Kiedy szła z nim do domu, miała wrażenie, że
płynie nad ziemią. Zdawało jej się, że ze szczęścia
urosły jej skrzydła. Chyba trochę mu na niej zależy.
Może nawet więcej niż trochę!
ROZDZIAA JEDENASTY
W miarę upływu dnia Connal wyraznie tracił
humor. Czułość, którą tak bardzo ujął Pepi, zniknęła
bez śladu. Kiedy poszedł naprawiać zlew, Pepi poma-
gała zaaferowanej Theodorze nakryć do stołu.
 Taka jestem szczęśliwa, że on wreszcie uwolnił
się od złych wspomnień.  Theodora patrzyła na Pepi
z nieskrywaną wdzięcznością.  Nawet nie wiesz, jak
przykro było patrzeć, jak zadręcza się winą za nie-
szczęście, któremu i tak nie mógł zapobiec. Potem
straciliśmy go z oczu. Od czasu do czasu dzwonił albo
pisał listy, ale to nie to samo, co regularny kontakt.
 Tata i ja nic nie wiedzieliśmy o jego przeszłości
 wyjaśniła Pepi.  Mimo że już na pierwszy rzut oka
widać było, że C.C. ma klasę. Często zastanawialiśmy
się, dlaczego taki człowiek zaszył się na naszym
odludziu.
Diana Palmer 199
 C.C. bardzo szanuje twojego ojca  oznajmiła
Theodora.  A kiedy był u nas ostatnim razem, wiele
mówił o tobie.
Pepi zaczerwieniła się i wbiła wzrok w talerz, który
właśnie stawiała na stole. Dziękowała Bogu, że poza
zwykłą łyżką, nożem i widelcem nie było tu żadnych
wymyślnych sztućców, z którymi nie wiedziałaby, co
zrobić.
 Domyślam się  mruknęła półgłosem.  Kiedy od
nas wyjeżdżał, był na mnie zły. Nie bez racji  przy-
znała, patrząc Theodorze w oczy.  Miał prawo gnie-
wać się, że go okłamałem.
Matka Connala przyjrzała jej się uważnie.
 Głęboko cię zranił, prawda?  domyśliła się.
 Czy on wie, co ty czujesz?
Rumieniec na policzkach Pepi stał się jeszcze
ciemniejszy. Ręce jej drżały, gdy starannie układała
sztućce obok talerzy.
 Myślę, że nie wie  szepnęła.  Jeśli w ogóle się
nad tym zastanawia, to pewnie uważa, że przeżywam
w tej chwili pierwszą fizyczną fascynację. Nawet
wolę, żeby tak myślał, bo tak jest dla mnie bezpiecz-
niej. Nie wiem, czy jestem taką żoną, jaką Connal by
chciał. Chodzi o to, że ja...  zająknęła się  jestem
prostą dziewczyną.
Theodora obeszła stół i przytuliła ją serdecznie.
 Jeśli on pozwoli, żebyś mu się wymknęła, osobi-
ście wygarbuję mu skórę  zapowiedziała stanow-
czym, matczynym tonem.  Idę po kanapki i po
200 MEKSYKACSKI ZLUB
chłopaków. Penelopo, nie miej takiej wystraszonej
miny. Oni cię nie zjedzą!  zapewniła z wesołym
błyskiem w oku.
Pepi usiadła na wyznaczonym miejscu. Po upły-
wie kilku minut Theodora wróciła do jadalni w wie-
lką tacą kanapek. Tuż za nią szli jej trzej postawni
synowie.
 Witaj, miło cię znowu widzieć!  Evan, nie
pytając o zgodę, usiadł obok Pepi.  Co za radość zjeść
wreszcie posiłek w miłym i uroczym towarzystwie
 powiedział szarmancko, zerkając wymownie na
Hardena, który usiadł po przeciwnej stronie.
Harden nie bardzo się przejął uszczypliwością
brata. Niewzruszony, uniósł w górę brew i spokojnie
powiedział:
 >owiłem ci już setki razy: jak nie chcesz na mnie
patrzeć, zawiąż sobie oczy.
 Lepiej niech tego nie robi!  zawołała Theodora.
 Jestem pewna, że przez pomyłkę zjadłby obrus.
Connal, siadaj.
C.C. próbował się uśmiechnąć, ale w jego oczach
nie było radości. Z jawną niechęcią spoglądał na
Evana u boku Pepi.
 Harden, modlitwa  poleciła matka.
Po chwili wszyscy zajęli się kanapkami i kawą.
Podczas posiłku Evan z ożywieniem opowiadał Pepi
o ranczu i jego historii, Harden jadł w milczeniu,
a Connal rozmawiał z matką.
Pepi nie słyszała, o czym rozmawiali, ale od czasu
Diana Palmer 201
do czasu przechwytywała jego gniewne spojrzenia [ Pobierz całość w formacie PDF ]