[ Pobierz całość w formacie PDF ]

najlepszymi przyjaciółmi. Ale teraz, kiedy tylko
wchodzę do pokoju, dosłownie z niego ucieka. Kiedy
muszę zajrzeć do dokumentów, zawsze kogoś do mnie
wysyła. – Wzruszył ramionami. – Czuję się jak jakiś
cholerny gad.
Diana Palmer
45
– Ona boi się mężczyzn – uspokoiła go Bella.
– Zawsze taka była. Zapytaj Chappy’ego.
Podniósł głowę i popatrzył jej w oczy.
– Kiedyś zachowywała się inaczej. Co się ruszy-
łem, zderzałem się z nią, ciągle kręciła mi się pod
nogami. Nie wiesz czasem, co się stało?
Bella uniosła pulchne ramiona.
– Nawet gdybym wiedziała – odparła, dobierając
ostrożnie słowa – to Nell nie życzyłaby sobie, żebym
się z tobą tym dzieliła. Ale i ja widzę, że jest ostatnio
jakaś wyciszona.
– Amen. No nic, może tak ma być – mruknął
z zamyśloną miną i zaciągnął się papierosem. – Co
mamy na lunch?
– Kanapki z rostbefem, domowej roboty frytki,
sałatę, pudding bananowy, mrożoną herbatę i kawę.
– Brzmi to fantastycznie. Aha, dopisałem dwóch
nowych pracowników do listy płac. Mają pomagać
przy sprzęcie i drobnym remoncie stajni i stodoły.
Trzeba to zrobić, zanim skończą się żniwa, zresztą
sama wiesz.
Bella gwizdnęła przez zęby.
– Nell nie będzie zachwycona. Nie znosi obcych
mężczyzn.
– O co jej w gruncie rzeczy chodzi?
– Nie usłyszysz tego ode mnie. Ona musi to zrobić
sama.
– Pytałem ją, ale tylko się wykręcała.
– Nell nie jest wylewna. Nie mówi o sobie, więc
46
PUSTYNNA GORĄCZKA
i ja nie będę o niej opowiadać. – Uśmiechnęła się, żeby
złagodzić wymowę swych słów. – To dziecko nie
potrafi zaufać ludziom.
– Większość z nas ma z tym kłopoty – zauważył
Tyler, wziął kapelusz i naciągnął go nisko na oczy.
– To na razie.
Stajnia, jak wszystkie pozostałe budynki na ranczu,
przeciekała podczas silnych deszczy, ale w czasie
słonecznych dni, takich jak ten, było tam przytulnie
i ciepło. Nell klęczała obok małego źrebaka rasy
Hereford w przegrodzie pełnej zielonozłotego siana.
Głaskała zwierzę po łbie.
Tyler stanął w przejściu zasypanym sianem
i przyglądał się jej przez zmrużone powieki. Wy-
glądała jak sierotka Marysia, może też tak właśnie
się czuła. Wiedział, co oznacza życie bez miłości,
samotność i wyobcowanie. Rozumiał ją, ale ona nie
pozwalała mu zbliżyć się choćby na tyle, by mógł
jej to powiedzieć. Popełnił jakiś błąd, lecz nie
wiedział nawet jaki, toteż nie rozumiał, dlaczego
Nell zaczęła go traktować z tak chłodną obojętnoś-
cią. Tęsknił za atmosferą pierwszych dni na ranczu.
Nieśmiała adoracja Nell wtedy go wzruszała, teraz
natomiast czuł rodzaj pustki, dotąd mu nieznanej,
której kompletnie nie pojmował.
Przybliżył się, obserwując bacznie zachowanie
Nell. Szybko spuściła wzrok i poderwała się na nogi,
po czym wyszła z przegrody. Zupełnie jakby nie
Diana Palmer
47
mogła znieść, że znalazła się z nim sam na sam
w zamkniętej przestrzeni.
– Chciałem cię poinformować, że zatrudniłem
okresowo dwóch mężczyzn do pomocy przy remon-
tach – oznajmił. – Tylko nie panikuj – dodał zaraz,
zauważając strach w jej oczach. – To nie są mordercy
ani nie będą próbowali cię zgwałcić.
Nell zaczerwieniła się, łzy napłynęły jej do oczu.
Nie powiedziała ani słowa. Zakręciła się na pięcie
i wybiegła ze stodoły. Nie była w stanie powiedzieć
mu, co ją tak zabolało, a wspomnienia zapłonęły w jej
głowie niczym ogniska.
– Niech to cholera! – mruknął Tyler ze złością
i ruszył za Nell biegiem.
Kiedy dotarła do drzwi, chwycił ją mocno za rękę,
by ją zatrzymać. Jej reakcja wprawiła go w kompletne
osłupienie.
Nell rozpłakała się histerycznie, wyrwała mu się,
jej wytrzeszczone oczy pociemniały od strachu. Po-
niewczasie zdał sobie sprawę, że przestraszyła ją jego
wykrzywiona złością twarz i mocny uścisk, będący
także wyrazem złości.
– Nie mam zwyczaju bić kobiet – odezwał się [ Pobierz całość w formacie PDF ]