[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Dowodził, decydował, wydawał rozkazy. Ben przez długi czas go podziwiał, chociaż z wiekiem
uwielbienie zaczynało mu mijać. Ale Lacy... Och, biedna Lacy. Nic nie potrafiła ukryć, a Cole
odnosił się do niej z całkowitą obojętnością. Na myśl o starszej przyjaciółce Katy miała łzy w
oczach. Od wyjazdu Lacy Cole stał się bardziej wyciszony, może nawet osamotniony, jeśli
człowiek ze stali bywa osamotniony. W każdym razie zaharowywał się na śmierć. A kiedy Marion
poprosiła go, żeby zrobił sobie przerwę i pojechał odwiedzić Lacy, wcale nie zaprotestował. Może
do niej tęskni. Katy szelmowsko się uśmiechnęła. To byłoby coś. Jej niewzruszony brat
zakochany. Cassie mogła mieć rację - niewykluczone, że on czuje coś do Lacy, tylko świetnie
umie maskować uczucia. Szczególnie od czasu powrotu z wojny.
Włożyła kusą sukienkę w niebieskie kropki, z kloszową spódnicą i bufiastymi rękawami.
Wyglądała w niej jak lalka. Nie zaczesała długich włosów, tylko związała je niebieską kokardą.
Niezle, stwierdziła patrząc w lustro. Zdecydowanie niezle. Uniosła gruby kosmyk. Może powinna
ściąć włosy na krótko, jak Lacy? Podobała jej się fryzura Lacy, i sama Lacy także.
Na myśl o przyjaciółce ściągnęła cienkie brwi. W ubiegłym miesiącu była u niej w San
Antonio na przyjęciu. To dziwne. Dom pełen ludzi i alkoholowe szaleństwa wydawały się nie
pasować do Lacy. To Katy zawsze szukała mocnych wrażeń, a czasem i guza. Lacy była spokojna,
zrównoważona; czuła się swobodnie tylko przy ludziach, których dobrze znała. Ta Lacy nie
wydawałaby szalonych przyjęć. Ale Cole ją zmienił. Ciągłą obojętnością i lekceważeniem zrobił z
nią coś okropnego. Postarzył ją. Głupi Ben, dowcipny jak szczypiorek na wiosnę! Powinien był
póki czas trzepnąć się w głowę i zrozumieć, że Lacy nie jest dla niego. Przecież Faye Cameron
patrzy w niego jak w tęczę i chłonie każde jego słowo. Ale Ben nie ma czasu dla tego urwisa z
blond włosami i niebieskimi oczami, mimo że większość chłopaków na ranczu wypatruje za nią
oczy. Ben uznał, że jest za młoda, trzpiotowata i stanowczo nie dość wysmakowana dla
raczkującego pisarza, takiego jak na przykład on.
Ech, biedna Faye niech się sama martwi o swoje. Kary nie miała na to czasu. Spodziewała
się, że po południu wpadnie Danny i zaprosi ją do Chicago. Jeszcze nie była pewna, co mu
odpowie. Z rana wyjeżdżał. Skończył interesy w San Antonio, a nie miał przecież w planach
poznania na przyjęciu młodej panny z Teksasu ani tygodnia pełnego randek.
Co powiedziałby Turek, gdyby zgodziła się wyjechać z Dannym? Intrygował ją ten
problem. Natomiast bardzo dobrze wiedziała, co powiedziałby i zrobił jej brat. Należało więc
wyjechać, zanim wróci z San Antonio. Najpierw jednak chciała zobaczyć minę Turka, kiedy mu o
tym powie.
Turek był w korralu, gdzie wydawał polecenia kilku konnym pomocnikom. Jego niski głos
przy końcu zdania lekko uciekał w wyższy rejestr. Katy z zachwytem przyjrzała się wysokiej,
muskularnej sylwetce. Turek miał włosy ciemnoblond, spalone słońcem, gęste i proste. Zwracały
też uwagę wielkie, spracowane dłonie i równie wielkie stopy. Na sam widok Turka serce Katy
zaczęło wyczyniać dziwne harce.
Kowboje zawrócili wierzchowce i odjechali. Turek patrzył za nimi spod zsuniętego na tył
głowy słomkowego kapelusza z szerokim rondem. Dżinsowe spodnie zmysłowo obciskały jego
długie, umięśnione nogi.
- Cześć, kowboju - odezwała się Katy. Głowa bolała ją już mniej, ale o sercu nie mogła tego
powiedzieć. Każdym spojrzeniem na Turka zadawała mu nową ranę.
Turek odwrócił się. Na widok prześwitującego materiału jej sukienki skrzywił usta.
- Cześć, cukiereczku. Wybierasz się dokądś?
- Czekam na Danny'ego. - Wzruszyła ramionami. - Zabiera mnie na przejażdżkę swoim
Alfa Romeo.
Szare oczy Turka spochmurniały. Nie powiedział ani słowa, ale wyraz jego twarzy był
bardzo wymowny.
- Cole'owi by się to nie spodobało.
- Ale go nie ma - odparła arogancko.
- Na miłość boską, Katy! Co w ciebie ostatnio wstąpiło? - spytał z naciskiem. - Wyprawiasz
jakieś brewerie i to w najgorszym możliwym czasie. Cole ma dość zmartwień z hipoteką i
zdrowiem matki.
Była to prawda. Mimo swej żywotności, mimo wypraw do fryzjera i wymuszonej wesołości
Marion chudła z dnia na dzień i była coraz słabsza. Katy nie lubiła, kiedy jej o tym
przypominano, więc wyprostowała się z wyniosłą miną.
- I tak nijak matce nie pomogę - powiedziała. - Odkąd Cole zmusił Lacy do wyjazdu, jest
nie ta sama.
- On wcale jej nie zmusił - powiedział Turek. - Sama wyjechała.
- A po co miała tu siedzieć? - Katy była rozdrażniona. Cole ją ignorował, w najlepszym
razie traktował jak dywan. Nawet nie mieszkali w jednym pokoju! Cole nigdy nie chciał się z nią
ożenić. To Ben go do tego zmusił.
Ten szczeniak stanowi fatalny przypadek samozachwytu - stwierdził chłodno Turek. -
Ktoś powinien podleczyć go z egoizmu.
Faye próbuje - powiedziała przekornie. - Może go dopadnie, jeśli starczy jej wytrwałości.
- To są dwa różne światy - odparł w zamyśleniu, jakby mówił o kimś innym. - Oni nie
mają ze sobą nic wspólnego oprócz miejsca urodzenia. Ben ciągnie do miasta, chociaż urodził się
tutaj. A ona jest dziewczyną ze wsi.
- Dwa światy mogą się połączyć. - Wbiła wzrok w ziemię. - Ty też pochodzisz z miasta. -
Była to jawna zaczepka, bo nic o tym nie wiedziała. W ogóle o Turku wiedziała tylko, jak się
naprawdę nazywa i czego dokonał na wojnie.
- Nie - odparł. - Urodziłem się w Montanie. Wyrosłem na ranczu nad Yellowstone.
- Nie wróciłeś tam po wojnie - bąknęła. Spochmurniałymi oczami przyjrzał się jej spode
łba.
Znowu szpera. Nieustannie szpera, chce z niego coś wyciągnąć. Co z tego, że mu się
podoba? Cole kazał mu trzymać ręce z dala od siostry, a on ma wobec przyjaciela za duży dług
wdzięczności, żeby się spierać. Poza tym dzieciakowi przejdzie to zadurzenie.
- Nie miałem do czego - burknął.
- Nie masz żadnej rodziny? - dopytywała się dalej. Nie powinno było go to rozzłościć, ale
rozzłościło.
Czasem Katy irytowała go ciągłym wścibianiem nosa w nie swoje sprawy. Spojrzał na nią
nieprzyjaznie.
- Miałem żonę. Umarła którejś zimy, gdy sprzedawałem bydło. Zamarzła na śmierć,
siedząc na krześle. Zrobiło jej się słabo i nie była w stanie rozpalić ognia. Spodziewała się
dziecka.
Katy czuła, jak z każdym słowem coraz bardziej sztywnieje. Patrzyła w twarz, która
mogłaby być z kamienia... i nagle zrozumiała. Zraniony człowiek. Ciężko zraniony człowiek, [ Pobierz całość w formacie PDF ]