[ Pobierz całość w formacie PDF ]

nymi ustami patrzył na Adelę.
 Nie. . . Nie wierzę ci  wyjąkał wreszcie.  Tomek dla ciebie. . . nic?
Przysięgnij!
 Naprawdę nic!
 Adelo. . . Jak to?!  zerwałem się wzburzony.  Przecież sama mówi-
łaś. . .
 Zamknij się!  Adela przerwała mi ostro i przejechała pieszczotliwie grze-
bieniem po obrzydliwych kudłach tego Obrzydliwca Cypałły.  Misiu, ty masz
całą głowę w śmieciach. . . Nie ruszaj się, muszę zrobić z ciebie człowieka.
Cypek poddał się z widocznym zadowoleniem zabiegowi.
 Po co ty zadajesz się jeszcze z tymi smarkaczami?  ciągnęła Adela cze-
sząc go energicznie.  To już niemądre w twoim wieku. Spójrz, jak ty wyglą-
dasz. . . Wiem, że przyzwyczaiłeś się do rządzenia i lubisz sobie używać na smar-
kaczach, ale chyba już czas z tym skończyć. . . To cię kompromituje. . .
 Dobrze, dobrze, pomyślę o tym  zasapał zniecierpliwiony Cypek i szyb-
ko zmienił temat:  W kinie  Szpak grają  Tylko dla orłów  spojrzał na
zegarek.  Gdybyśmy się pospieszyli, to moglibyśmy zdążyć na ostatni seans. . .
Co ty na to?
 Szefie, ale przecież ci jeńcy. . .  wtrącił zaniepokojony Goryl.  Co
zrobimy z Okistem? I z tą Opat?
 To prawda, muszę jeszcze załatwić z Okistem  powiedział Cypek.
 Co tu jeszcze jest do załatwienia  Adela wzruszyła ramionami.  Po
prostu ogłosisz koniec zabawy.
 Koniec zabawy?
 Dosyć tego dobrego, skończyło się, kropka!
 Ale ten Okist. . .
 Nudzisz mnie!  zdenerwowała się Adela.  Niech mu Goryl albo Kro-
gulec da jabłko na pożegnanie i cześć!
 Jabłko?  jęknął zawiedziony Goryl.
 Jabłko i prztyka w ucho! To wszystko. Nie chcę, żeby potem strugał boha-
tera i myślał, że cokolwiek tu było naprawdę  spojrzała na mnie drwiąco spod
zmrużonych rzęs.  Bo jemu chyba za dużo się zdawało.
178
 Chyba tak  mruknął Cypek z oczyma wlepionymi w ziemię.  Gotów
sobie pomyśleć Bóg wie co. Chyba za dużo ci się zdawało, Okist  rzekł do mnie
nie podnosząc głowy. W jego głosie dzwięczał dziwny smutek.
 Bo widzisz, Okist, my bawiliśmy się tylko  Adela uśmiechnęła się kąci-
kiem ust. Coś okrutnego było w tym uśmiechu. Nawet Cypałło musiał to odczuć
i znów spuścił oczy.
 Tak, bawiliśmy się tylko  mruknął i przygryzł wargi.  Wynoś się 
wybuchnął nagle i zepchnął mnie brutalnie ze schodów. Wylądowałem na plecach,
w środku sieni.  I ty też  wskazał na Matyldę, która, wciąż jeszcze zapłakana,
ocierała oczy.  Mamusia na was czeka. . . Dzieci już chodzą spać o tej porze.
Defonsiacy patrzyli na nas ponuro, a potem zaczęli szemrać:
 Jak to? Szef ich puszcza? Tak zwyczajnie? A nasz okup? Nie spełnili żad-
nych warunków! Nawet nie podpisali niczego!  gwar stawał się coraz większy
i już wszczynał się niebezpieczny ruch w sieni.
 Głupcy jesteście!  krzyknął Cypek z wyżyny schodów.  Mam większą
satysfakcję. . . Chyba jesteście ślepi, że tego nie widzicie. . . Słowo wam daję,
nie mógłbym mieć większej satysfakcji od tego, czego doznałem przed chwilą. . .
Okist to dobrze rozumie. . . Spójrzcie na niego. Prawda, że rozumiesz to, Okist,
i tym bardziej cierpisz? Więc powiem ci na osłodę. Nie jesteś takim szczeniakiem,
jak myśli Adela. . .
Ta dziwna przemowa uspokoiła nieco Defonsiaków, choć chyba nie wszyst-
ko zrozumieli. Mimo to podejrzewałem, że poturbują nas zdrowo, gdy będziemy
wychodzić. Za bardzo bolały ich jeszcze wszystkie guzy i zadrapania, na twarzy
i na honorze. Ale na dobrą sprawę, mało mnie to już obchodziło. Po tym, co tu
doznałem od Adeli, byłem jakby drewniany i znieczulony.
Jednak Cypek to bystry chłopak, choć na to nie wygląda. Od razu ocenił sy-
tuację i powiedział temu małemu twardoszowi o wystającej szczęce, swojemu
przybocznemu, Ziemkowi Ziemińskiemu:
 Odprowadzisz ich aż do bramy. I słyszałeś, co było mówione. Na dzisiaj
koniec zabawy. Odpowiadasz za nich.
 Tak jest, szefie  pisnął ochoczo Ziemek nie przestając żuć gumy. 
Jazda!  popędził nas.
Ruszyłem jak manekin. Jak to dobrze  myślałem  że Adela postawiła
sprawę od razu jasno i zdecydowanie. Męczyłbym się, rzucał, szarpał, robiłbym
sobie jakieś nadzieje, a tak: szast-prast i po operacji. Jak to dobrze, że cios był
taki celny i silny, gdy cios jest zbyt silny, od razu traci się czucie i człowiek jest
jak sparaliżowany. Właściwie już nic go nie boli. Zamiast bólu, ogarnia go tylko
jakiś dziwny smutek, wielki, spokojny i niezgłębiony jak ocean.
Madzia trzymała się znacznie lepiej. I mówią, że dziewczyny są słabsze!. . .
Szła z zaciśniętymi ustami, wyprostowana, jakby zapatrzona w dal. Wspaniałe,
twarzowe okulary kryły jej wzrok. Szła, jakby nie widząc wzburzonych decyzją
179
szefa Defonsiaków, triumfującego Cypka i uśmiechów Adeli. Tylko gdy jakiś De-
fonsiak znalazł się na jej drodze, marszczyła brwi i zwalniała kroku, a wtedy nasz
konwojent, Ziemek Ziemiński, przystępował do akcji. [ Pobierz całość w formacie PDF ]