[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Conover. Mieszkam tu zaraz, przy drodze.
Ogromny kudłaty kundel, uwiązany do budki
telefonicznej, zaczął rzeczywiście szaleńczo odskakiwać
swoją panią, kiedy tylko go uwolniła. Miał tak samo bystre
brązowe oczy jak pani Conover.
- Odniosę pani torby do domu - zaoferował się Simon.
- Bardzo mi będzie miło. A po drodze może mi pan
wyjaśnić, dlaczego pan i brat macie różne nazwiska.
- To długa historia - powiedział, nieco zszokowany
prostolinijnością staruszki.
- Uwielbiam długie historie - odparła stanowczo Minnie
Conover. - Człowiek powinien znać swoje korzenie. To
ważne, prawda?
Przez parę minut gawędzili o potrzebie pielęgnowania
historii i tradycji rodzinnych, aż wreszcie Minnie ponagliła
Simona:
- No więc, jak to jest? Hanrahan i Greywood. Czy wasi
rodzice się rozwiedli?
Wszystko, byle tylko nie myśleć o Shei, powiedział sobie
Simon i zaczął:
- Jim miał niecały rok, a ja jedenaście lat, kiedy nasi
rodzice zginęli w przypadkowej eksplozji gazu. Tata był
Anglikiem, a mama Irlandką. Darli ze sobą koty, ale bardzo
się kochali... Byłem zdruzgotany ich utratą i stałem się małym
ulicznikiem. Kradzieże, rozbój - wie pani, jak to jest. Nie
mieliśmy bliskich krewnych, więc zajął się nami sąd. Jima
zaadoptowało małżeństwo z Kanady, jacyś Hanrahanowie.
Nikt jednak nie chciał adoptować mnie - niesfornego
dwunastolatka z problemami. Przez następne cztery lata
tułałem się po sierocińcach; raz miałem gdzie mieszkać, kiedy
indziej nie, wynikały z tego kłopoty.
Podeszli do niedużego domku, z ogródkiem tonącym w
kwiatach. Pani Conover otworzyła furtkę i Tigger dał susa
między szkarłatne szałwie i pomarańczowe nagietki.
- Może wstąpi pan na herbatę - zaproponowała. - Bardzo
bym chciała wysłuchać reszty.
Simon zrozumiał nagle, jak bardzo łaknie teraz czyjegoś
towarzystwa poza swoim własnym, i z radością przyjął
zaproszenie. Mieszkanie Minnie okazało się tak samo nie
uporządkowane jak ogród i podobnie jak on świadczyło o tym,
że jego właścicielka namiętnie kocha żyć. Pomógł jej wyłożyć
zakupy i usiadł przy maleńkim kuchennym blacie. Popijając
straszliwie mocną herbatę i raz po raz pogryzając sucharka,
opowiedział dalszy ciąg historii swego życia.
- Zamierzałem opuścić szkołę, jak tylko skończę
szesnaście lat. W ostatnim semestrze, w dniu, kiedy akurat nie
poszedłem na wagary, na lekcji zjawił się jakiś stary człowiek.
Miał nam mówić o sztuce. Nie interesowałem się sztuką, więc
cały czas robiłem to co zawsze, kiedy się nudziłem -
rysowałem karykatury tych wszystkich nudziarzy i
puszczałem je w obieg po klasie, żeby chłopaki mieli się z
czego pośmiać. Ale tym razem - Simon uśmiechnął się
łagodnie - zle trafiłem. Ten człowiek zszedł z podium, wziął
do ręki jeden z moich rysunków, przyglądał mu się długo i
powiedział, że jeśli chciałbym wykorzystać swój talent z
większym pożytkiem, to możemy porozmawiać po wykładzie.
W jakiś dziwny sposób przypominał mi mojego tatę.
Poszedłem więc z nim porozmawiać i następnego dnia zabrał
mnie do National Gallery. Nigdy tam nie byłem - sztuka
wszak jest dla gogusiów - i nagle poczułem się tak, jakby
otworzono przede mną podwoje świata, na który
podświadomie całe życie czekałem. Efekt był taki, że z
pomocą tego człowieka dostałem się do szkoły plastycznej,
gdzie nauczyłem się pracować ciężej, niż to w ogóle
uważałem za możliwe. Miałem dwadzieścia pięć lat, gdy
zacząłem malować portrety i dzięki łutowi szczęścia, a także,
jak sądzę, talentowi, osiągnąłem wyżyny. - Wzruszył
ramionami. - No i koniec historii.
- No to teraz musi pan namalować portret brata -
powiedziała prostodusznie Minnie i w tej sekundzie domek
wydał się Simonowi za ciasny.
- Być może. - Skrzywił się z niechęcią i podniósł się od
stołu.
- A zatem historia nie ma jeszcze końca.
- Nie wiem, jak napisać kolejny rozdział - przyznał.
Zabrzmiało to bardziej przejmująco, niżby tego sobie życzył.
Pani Conover dolała sobie mocnej herbaty i mrugnęła ciepło.
- Może trzeba jedynie odpocząć. Co wezmę gazetę do ręki,
to zaraz znajduję artykuł o kimś, kto zbankrutował albo się
wypalił. To w naszych czasach modne. [ Pobierz całość w formacie PDF ]