[ Pobierz całość w formacie PDF ]

jest on najdzielniejszym i najsławniejszym wodzem Apaczów.
– Uff!
Tylko jedno słowo wyszło z ust starego Indianina, ale w nim grała cała skala braterskiej miło-
ści, wdzięczności i radości. Nikt nie potrafi tak, jak Indianin w jednym słowie zamknąć całe mo-
rze uczuć.
– Niedźwiedzie Oko poprowadził Apaczów i zniszczyli francuskie wojsko – ciągnął dalej An-
dré.
– Mój brat! – odrzekł Niedźwiedzie Serce z dumą na twarzy.
– Następnie podążył z Apaczami na wschód. Tam znajdował się generał Hannert z milionami
dolarów, które miał doręczyć Juarezowi, ale został otoczony przez sześciuset Komanczów.
Niedźwiedzie Oko pobiwszy Komanczów uwolnił go.
– Uff! – zawołał Indianin. – Czy mały, biały brat był przy tym?
– Tak, byłem, służyłem Niedźwiedziemu Oku za przewodnika.
– Jesteś więc przyjacielem mego brata?
– Tak.
– Uff! To bądź i moim!
Wyciągnął dłoń, którą André ścisnął, dumny z przyjaźni tego sławnego Indianina.
– Pieniądze dostarczyliśmy szczęśliwie do Juareza – opowiadał dalej traper. – Zaraz po na-
szym przybyciu dowiedzieliśmy się, że Francuzi otrzymali już wiadomość o zagładzie ich woj-
ska. Natychmiast pościągali swe siły i z trzystu żołnierzami wyprawili się ponownie do fortu Gu-
adalpue. Juarez wyruszył przeciw nim z całą swą armią, wzmocniony przez Apaczów. Jestem
pewny, że ich zniszczy, a potem wyruszy wprost do Chihuahua. Teraz w mieście prawie nie ma
żołnierzy.
– A dlaczego pan nie jest przy Juarezie? – zapytał Sternau.
– Wysłał mnie na rekonesans, chce wiedzieć, jak najłatwiej zdobyć Chihuahua. Początkowo
miał tam jechać Czarny Gerard, ale wolał iść do Guadalupy, gdyż ma tam znajomych, których
chce bronić.
– Czarny Gerard? Kto to taki? – zapytał Sternau.
– Sławny strzelec.
– Nie znam go.
Po krótkiej chwili mały André powiedział:
– O pan go dobrze zna.
– Nie słyszałem tego nazwiska. Przynajmniej nie mogę sobie przypomnieć.
– On mi opowiadał o panu. Wiele o panu wie.
– Tak, a skąd?
– Z dawnych lat, słyszał także wiele o panu od seniority Resedilli.
– Resedilli? – przerwała Emma. – Co za Resedillę ma pan na myśli?
– Córkę starego Pirnero w forcie Guadalupe.
– To moja kuzynka! Jak się jej powodzi? Czy nie wspominała o mnie?
– Seniora, nie mogę na to odpowiedzieć, bo nie wiem, kto pani jest.
43
– Jestem Emma Arbellez, córka jej wuja.
– Z hacjendy del Erina?
– Tak jest.
– Wspaniale, z nieba mi państwo spadliście! Gdybym nie musiał do Chihuahua, natychmiast
wróciłbym do Guadalupe, by im zanieść tę wesołą nowinę... Seniorita Resedilla bardzo wypięk-
niała.
– Wyszła już za mąż?
– Nie, chociaż ojciec ciągle ją swata. Niedawno zatrzymałem się parę dni u nich, więc miałem
sposobność poznać pana Pirnero dokładnie. Każdą rozmowę zaczyna od pogody, a kończy na
zięciu. Czekałem wtedy na Czarnego Gerarda... ach, senior Sternau, już odpowiadam na pańskie
pytanie. Był pan kiedyś w Paryżu?
– Nawet często.
– A wyciągnął pan z Sekwany pewną dziewczynę?
– Tak.
– I poznał pan brata tej dziewczyny?
– Tak.
– Nie przypomina pan sobie jego nazwiska?
Sternau zastanowił się chwilę, potem odrzekł:
– Jeżeli mnie pamięć nie myli, nazywał się Gerard Mason, a jego siostra Anneta.
– Tak i właśnie ów Mason jest Czarnym Gerardem.
– Przybył więc do Ameryki i został myśliwym?
– I to jakim!
Sternau przypomniał sobie, że Anneta opowiadała mu rodzinną historię. Przypomniał sobie
także, że Mason był garoterem, ale nic nie powiedział, by mu nie szkodzić i sławy nie odbierać.
– I ten Gerard jest teraz w forcie Guadalupe?
– Musi już tam być – odrzekł André.
– Jak daleko stąd do fortu?
– Jutro o tej porze możecie państwo tam dotrzeć.
– A gdzie obecnie jest Juarez?
– Musi być na południe od fortu. Wyruszył bowiem przeciw Francuzom.
– Jeżeli udamy się wprost do fortu to go spotkamy?
– Zapewne.
– Dobrze, zrobimy tak. Spodziewamy się, że wkrótce zobaczymy pana u Juareza?
– Tak, ale radzę państwu najpierw udać się do fortu i tam zostawić damy, dopiero potem szu-
kać Juareza. Nie wiadomo, na jakie niebezpieczeństwa będziecie narażeni.
– Ma pan rację, ale proszę nam jeszcze powiedzieć, jak pan się dostał do Ameryki? Pański
brat nie wspominał o panu.
– Nie dziwi mnie to. Poróżniliśmy się.
– Dlaczego? [ Pobierz całość w formacie PDF ]