[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Mieszkanie Koszowego nie różniło się niczem z powierzchności od domów innej starszyzny, wyjąwszy świetlicy, która
przyozdobiona była w obrazy i kobierce.
Przed stajenką stało kilkanaście osiodłanych koni, uwiązanych do pik, wetkniętych w ziemię i tyluż kozaków, w
rozmaitych położeniach, siedziało lub leżało przy nich. Przed samemi zaś drzwiami Koszowego domu, jakiś
podeszłego wieku kozak, av żółtych butach, bez zwierzchniej odzieży, umywał się, parskając silnie w dłonie, na które
mu tatarczuk lal wodę z ogromnego naczynia.
 Zdorowo kozacze! rzekł ?ytkiewicz, a czy doma bat?ko.
Stary kozak łypnął oczyma i ocierając wąsy, zapytał:
 A czego ci trzeba?
 Interes mam do pana Koszowego. Powiedzcie, że chcę się z nim widzieć.
 A ty zkąd?
 Ze Zmiły.
 Aaa... zaczekaj trochę, stary,  powiedział kozak, obcierając się ręcznikiem i huknął do stajennych kozaków:
 Hej kozaki! a poproście tu pana wojskowego sędziego, pana pisarza i assaułę.
I to powiedziawszy, wszedł do izby, a gdy po chwili %7łytkiewicza wezwano do środka, postrzegł on nie bez zdziwienia,
iż kozak, z którym rozmawiał
row. Ukr. Tygodniowy bezpłatny dodatek do  Gazety Polskiej.
przededrzwiami, był ten sam Koszowy ataman, który już siedział na ławie za stołem, w żupanie, podpasany bogatym
polskim paskiem.
%7łytkiewicz znajomy obrzędów powitania, najsamprzód przeżegnał się ku obrazom, następnie położył palanicę na stole
i rzekł:
 Zdorowo bu w, panie atamanie! kłaniam się wam z chlebem i sola.
 Spasybi z wami zdrowem;. Siadajcież  odpowiedział Koszowy, gdy %7łytkiewicz cłiciał .opowiedzieć interes z
którym przybył. Koszowry mu przerwał, mówiąc:
 Opowiecie nam wszystkim, jak zbierze się starszyzna na radę, a tymczasem rozpytywał o gubernatorze
Smielańskim i napadzie Mamaja.
 Ja wiem rzekł nakoniec. że pan Dobrzański musi tam psy wieszać na nas za tych przeklętych hajdamaków; ale
żeby mi tak Pan Bóg pozwolił doczekać jutra, jak prawdę mówię, że my ich tu ciągle karzem za te napady. Ale cóż
poradzicie? Niema, jak to powiadają, rodu bez wyrodu. Kozaków u nas dużo, a między nimi sa takie szalone głowy, że
jak im niema zabawki z Tatarami, to ich czart ciągnie ua rabunek.
Wtem wszedł sędzia, wojskowy pisarz i assauła. Powitawszy się z Koszowym i pokłoniwszy się %7łytkiewiczowi,
zasiedli oni ławą i Koszowy, wręczając list gubernatorski pisarzowi, zapytał:
 A co tam, panie Artemi Bazylewiczu, pisze do nas pan gubernator Zmielański?
Pisarz rozwinął papier i cały list przeczytał.
 Cóż zrobimy, panowie bracia?  rzekł znowu Koszowy.
I tu zaczęły się różne rady i wnioski, z których mogł wnioskować ?ytkiewicz, że Koszowy trzymał się na uboczu, w
miarę jak sędzia i assauła starali się przekonać %7łytkiewicza, iż odszukanie syna jego jest dziś niepodobieństwem.
Postrzegł nawet ?ytkiewicz, iż assauła nieprzyjaznym okiem poglądał zawsze na niego i w końcu nawet rozkrzyczał się
na pogranicznych gubernatorów polskich, że ich zasyłają rekwizycyami i stąd tylko wywołują na nich oburzenie
kozaków.
 Co my winni wołał, że nam ciągle nie dajecie spokoju? Już nieraz odpowiadaliśmy wam, że hajdamaki nie
należą do nas. Jak ich wieszacie i na pale wbijacie po drogach, to nie pytacie nas, czy można? A jak okradną kogo z
Lachów, albo spalą karczmę, to zaraz z rekwizycyą do nas? Cóż to, czy Kosz nasz pokrywa ich, czy targuje z nimi na
grosz jeden? Niedawno pan Suchodolski z Aysianki pisał do nas, żebyśmy mu powrócili pokradzioną u niego bieliznę?
Alboż to Kosz przechowuje co oni nakradną? A potem Kozacy nasi krzyczą na nas, że wydajemy swoich i
przetrząsamy ich pałanki. I wtem np. zdarzeniu: gdzież my znajdziemy twego Syna? czy jeden u nas kureń? czy tylko
dziesiątek Kozaków? %7łe Mamąj powiedział, to już ma być prawda, już trzeba przetrząść stepy od Kałmiusu aż do
Bugu? Co to za napaść taka!!
Sędzia dodał;
 Pan gubernator grzecznie pisze, ale krzywdzi nas zawsze, bo liczy nas za jedno z Mamajem. Jeśli ten hajdamaka
powiedział, że wie o twoim synu, to jeszcze nie dowód, żebyśmy także wiedzieli o nim.
I wszyscy rozdąsali się, ponachmurzyli czoła, skarżyli się na gubernatorów i łajali hajdamaków. Już ?ytkiewicz chciał
im powiedzieć słowa prawdy, widząc jak zły obrót bierze jego prośba i klął w duchu pisarza, że siedzi jakoby wody
nabrał do gęby, gdy wtem, po uciszeniu chwilowem, rzekł pisarz:
 Panowie bracia, wszystko to prawda, co mówicie, i nie może nam być przyjemnie, że nas w Polsce posądzają o
jedno z łotrami, którzy żyją krzywdą cudzą. Wszakże trzeba być sprawiedliwym, a wtedy przyznamy, że cala wina
spadnie na hajdamaków. Za cóż oni w Polsce publicznie na rynkach nazywają siebie Zaporożcami? Za cóż Mamaj
namawia , lud na Zaporoże? Czy Kosz upoważnił go do tego? My wiemy, że nie, ale jakże mogą wiedzieć o tem w
Polsce? A jeśli będziem jeszcze odprawiać z niczem tych, Którzy naszej proszą opieki, nie sprawdzimy ż tych
domysłów, że trzymamy ze złodziejami za jedno? Ale prośba pana ?ytkiewicza jeszcze ważniejszej treści. On nie
przychodzi do nas z wymówkami, nie chce odbierać kozackiego dobytku, on, biedny siroma, prosi nas ze łzami,
ażebyśmy mu pomogli wynalezć jego syna. On szuka go, serdeczny, wszędzie, gdzie coś o nim zasłyszy i niech mu
powiedzą, że syn
jego w niewoli Krymskiej, on i tam poniesie starą głowę, bodajby sam miał nie powrócić więcej. Za cóż my jego,
panowie bracia, krzywdzić będziem? Za cóż go wypchniemy z niczem, ażeby za progiem lakał na nas krwawemi
łzami? będziesz [to pe Bożemu, po chrześcijańsku? A jeśliby i odszukał syna, czyż to on z naszego towarzystwa
pójdzie na szubienicę? Czy zgubimy przez to czyj żywot? Bynajmniej! Pocieszymy na starość tego starego, że do [ Pobierz całość w formacie PDF ]