[ Pobierz całość w formacie PDF ]

weszła do środka. Coś poruszyło się w pobliżu kominka. Drgnęła i z trudem stłumiła okrzyk
przerażenia, lecz tymczasem ciąg z komina podsycił wygasający ogień i w jego blasku ujrzała, że
na dywaniku drzemie rozciągnięty bernard. Obudzony wtargnięciem Rachel, warknął głucho.
- Cicho, George - wyszeptała. - To tylko ja.
Pies zamachał ogonem, lecz jego oczy, w których odbijało się światło padające z kominka,
wydawały się dzikie.
Opadła na fotel. Bernard ciągle się jej przypatrywał, leżąc przed kominkiem. W głębi
pokoju stało biurko o gładkiej, błyszczącej powierzchni; czerwona skórzana suszka połyskiwała,
mały kalendarz wskazywał datę sprzed trzech dni, a szklany przycisk odbijał pojedyncze smugi
ognia.
Po chwili Rachel wstała, przesunęła się ostrożnie koło kominka i zmieniła datę w
kalendarzu. Wskazywała teraz sobotę rano, dwunastego września. Dziś o ósmej wieczór rozpocznie
się uroczysta kolacja z okazji osiągnięcia przez Decimę pełnoletności, a kiedy następnym razem
zegar wybije północ, będzie to sygnał, że dziedziczka Ruthven skończyła dwadzieścia jeden lat.
Gdyby miało jej się coś stać, musi to nastąpić w ciągu dwudziestu czterech godzin.
Odłożyła kalendarz na miejsce, po czym przystanęła, by spojrzeć na biurko. Była pewna, że
czegoś brakuje. Blat wyglądał jakoś inaczej. Przypomniała sobie rozmowę z Rohanem prowadzoną
przed paroma godzinami w tym samym pokoju, a gdy wróciła myślą do tej sceny, zerknęła na pustą
powierzchnię stolika ustawionego obok krzesła po drugiej stronie kominka.
Wróciła jej pamięć: nóż do papieru z białej kości słoniowej, ostry jak brzytwa, zniknął.
Nagle poczuła ssanie w dołku, dłonie jej zwilgotniały. Spokojnie, powiedziała sobie. Nie
wyciągaj pochopnych wniosków. Najpewniej Rohan machinalnie przełożył go po moim wyjściu.
Ponownie przywołała na pamięć ich rozmowę, której wspomnienie przesuwało się w jej
myślach jak fragment filmu. Nóż leżał na biurku obok przycisku do papierów, Rohan podniósł go
wzburzony i po chwili z powrotem odłożył na miejsce. Potem Rachel również wzięła go do ręki i
trzymała przez moment. Ale wyraznie pamięta, że odłożyła nóż na stolik stojący obok krzesła.
Rozejrzała się po pokoju, sprawdziła gzyms kominka, zajrzała do szuflad biurka, podeszła
nawet do ławeczki przy oknie w przeciwległym kącie pokoju. Przystanęła właśnie, by obejrzeć
bibeloty wystawione w małej szafce przy oknie, gdy nagle poczuła, że nie jest już sama w pokoju.
Obróciła się gwałtownie, a kiedy dostrzegła mroczny cień, zasłoniła usta ręką.
- Szukasz czegoś, Rachel? - doszedł ją od drzwi chłodny głos Daniela.
Rozdział 5
Wszedł do pokoju, stąpając bezszelestnie po miękkim dywanie. Pies powitał go, waląc
ogonem o ścianę kominka, lecz Daniel nie zwrócił na niego uwagi.
- Co tu robisz o tej porze?
Głos nadal brzmiał uprzejmie, lecz słychać w nim było twarde tony. Rachel nagle zdała
sobie sprawę, że wyczuła tego mężczyznę, ledwie wszedł do pokoju.
- Nie mogłam usnąć. - Automatycznym ruchem ciaśniej owinęła się szlafrokiem. - Zeszłam
po książkę, którą chyba gdzieś tu zostawiłam.
- Ach tak - rzekł i od razu wiedziała, że jej nie uwierzył. - Znalazłaś ją?
- Nie. Ja...
- Jaki ma tytuł?
Zapadła śmiertelna cisza. %7ładen tytuł nie przychodził Rachel do głowy.
- To taka powieść - wyjąkała. - Nie pamiętam, jak się nazywa. Miała ciemnozieloną
okładkę, a tytuł wydrukowany był czarnymi literami.
- Pomogę ci jej szukać.
- Nie, dziękuję... Nie pamiętam nawet, czy właśnie tu ją zostawiłam. - Pewność siebie
opuszczała ją tak gwałtownie, że gdyby zadał jej jeszcze jedno pytanie dotyczące książki,
odwróciłaby się chyba i uciekła z pokoju.
Przytłoczyło ją poczucie emocjonalnej klaustrofobii, szybko ruszyła do drzwi, lecz Daniel
był od niej szybszy i pierwszy stanął u wyjścia.
Zatrzymała się obok.
- Czy coś się stało? - zapytał. - Przeraziłaś się czegoś?
Co tu się dzieje?
Ponieważ nie mogła mu wyjawić, że podsłuchiwała Charlesa i Rebeccę, powiedziała
pierwszą rzecz, jaka jej przyszła do głowy.
- A skąd ty się tu wziąłeś? Dlaczego jeszcze nie śpisz?
- Nigdy nie chodzę spać przed północą - odparł krótko. - Czytałem w bibliotece, a gdy
poszedłem na górę, zdawało mi się, że usłyszałem jakiś hałas.
Z przerażeniem uświadomiła sobie, że nie ma nic do powiedzenia. Czuła, jak rumieniec
oblewa jej kark i pełznie ku policzkom. Niewiara we własne siły, która nękała Rachel przez całe
życie, teraz przybrała formę porażającej nieśmiałości i zażenowania. Pod palcami poczuła chłodny
mosiądz klamki. Postanowiła wyjść z pokoju, lecz Daniel położył dłoń na jej ręce.
- Chciałbym z tobą porozmawiać.
Nie odgrywał przedstawienia na użytek Decimy. Przyjaciółka była na górze, za
zamkniętymi na klucz drzwiami. Bez względu na to, jak dwuznaczne mogło się wydawać
zachowanie Daniela w sterówce dziś po południu, nie sposób było podejrzewać go o jakąś grę
teraz, gdy od świata zewnętrznego odgradzały ich zamknięte drzwi, a jedyne światło rzucał
dogasający ogień na kominku.
- Czy nie możemy zaczekać z tym do jutra? - spytała. Jak zwykle duma i lęk kazały
dziewczynie wymknąć się, choć tak pragnęła, by Daniel zmusił ją do pozostania. - Jestem bardzo
zmęczona. [ Pobierz całość w formacie PDF ]